Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XII; No 2809

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

Jedno zbaranienie dziennie...

 
.
 

Moje trzy grosze wyborcze (3)
Sondaże przedwyborcze - kosztowny sposób ogłupiania.

Już na kilka miesięcy przed wyborami media zalewane są wynikami sondaży. Naliczyć można kilka, coś z dziesięć firm oferujących obsługi sondażowe. Nie sądzę, żeby mania sondażowania istniała w przybliżonym choć stopniu w innych krajach. W Nowej Zelandii wcale nie widzi się tego procederu. Wedle prof. Domańskiego jedna najtańsza ekspertyza to kilkanaście tysięcy złotych wydanych z naszej kieszeni. 
Co za to otrzymujemy. Przykłady bzdurnych wyników omawiałem kilka miesięcy temu. Ostatnio wypowiedział się także na ten temat prof. Henryk Domański. Teraz doszło mnóstwo sondaży dosłownie codziennie atakujących komputery, jeszcze bardziej bzdurnych. Weźmy chociażby wyniki podane 2.11.2011:
Gdyby wybory parlamentarne odbywaly sie dzis, na PO zechcialoby glosowac 30,1 procent respondentów, czyli o 3 procent mniej niz przed tygodniem, na PiS - 29,1 procent (wzrost o 1 procent). To wedle Homo Homini.
Tego samego dnia TNS OBOP na zlecie 'Gazety Wyborczej' podaje:
PO ma, podobnie jak przed weekendem, 31%, a PiS - 21% (o punkt procentowy mniej).
A są także sondaże podające różnice nawet o 20 punktów procentowych. 
Ktokolwiek stykał się ze statystyczną obróbką jakichkolwiek populacji łatwo udowodni, że próbki pobrane z homogennej populacji po prostu nie mogą być tak różne
(a ściślej: prawdopodobieństwo wystąpienia takich różnic jest tak minimalne, że można uznać za niemozliwie, szczególnie jeśli powtarza się wiele razy). A przecież dorosłych Polaków można traktować jako populację homogenną.


przykład bzdurnych wyników bzdurnych sondaży

Skąd mogą brać się to niewytłumaczalne różnice? Możliwości jest kilka, ale zawsze mamy do czynienia z manipulacją. Innej możliwości nie ze względów matematycznych.
1) Pytania w poszczególnych sondażach są różnie formułowane a zestawienie podano jakby by były równe i jednoznaczne;
2) Analizy dokonano na wstępnie wyselekcjonowanych osobnikach, a więc próbki nie były reprezentatywne. 
3) Wyniki podano z palca na zamówieni klienta wedle jego wytycznych. 
Po co się zamawia takie usługi? Jasne, że chodzi o urabianie opinii publicznej. Oczywiście wysokie wyniki jednej ze stron mają obezwładniać przeciwnika pokazując w jak beznadziejnej sytuacji się znajduje. Ale mogą też obniżać aktywność strony potencjalnie zwycięskiej. 
Niezależnie od intencji zleceniodawców i przyjętej metody zbierania danych, mamy do czynienia z fałszerstwem. Ponieważ usługi sondażowe to chodliwy obecnie towar na rynku politycznym, sprawą powinny zająć się organa kontrolne, jak zajmują się z urzędu kiełbasą urozmaiconą papierem higienicznym (znana procedura z czasów PRL), czy rozcieńczaniem napojów alkoholowych. Faktem jest, że za fałszowany towar społeczeństwo płaci olbrzymie sumy. 

A w sumie wygląda to tak, jakby grupa pomylonych weterynarzy zajmowała się zdrowiem dychawicznego konia, jeden przystawia stetoskop do kopyta, drugi do nosa, trzeci do ogona, a wszyscy wydają opinię o działalności serca. 

[QZE08::068];[QPL01::223]221,135,187
w sieci 5.10.2011; nr 2809

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

  Site Meter