Seria poetycka; Polish poetry (English translations) ISSN 1176-7545; rok XII; No 2806

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

 

.
Władysław Szlengel

(1914 - 1943)

Kartka z Dziennika „Akcji”
(fragmenty)

10 sierpnia 1942
Dziś widziałem Janusza Korczaka
Jak szedł z dziećmi w ostatnim pochodzie,
A dzieci były czyściutko ubrane,
Jak na spacerze w ogrodzie.
Nosiły czyste fartuszki świąteczne,
Które dzisiaj już można dobrudzić,
Piątkami Dom Sierot szedł miastem,
Knieją tropionych ludzi.
...
...
...
A tu dzieci piątkami – spokojnie,
Nikt nikogo nie ciągnął z szeregu,
To sieroty – nikt stawek nie wtykał
W dłonie granatowych kolegów.
...
Janusz Korczak szedł prosto na przedzie
Z gołą głową – z oczami bez lęku,
Za kieszeń trzymało go dziecko,
Dwoje małych sam trzymał na ręku.
Ktoś doleciał – papier miał w dłoni,
Coś tłumaczył i wrzeszczał nerwowo,
– Pan może wrócić... jest kartka od Brandta,
Korczak niemo potrząsnął głową.

Nawet wcale im nie tłumaczył,
Tym, co przyszli z łaską niemiecką,
Jakże włożyć w te głowy bezduszne,
Co znaczy samo zostawić dziecko...
Tyle lat... w tej wędrówce upartej,
By w dłoń dziecka kulę dać słońca,
Jakże teraz zostawić strwożone,
Pójdzie z nimi... dalej... do końca...
...
Pomyślałem w tej chwili zwyczajnej,
Dla Europy nic przecież niewartej,
że on dla nas w historię w tej chwili
Najpiękniejszą wpisuje kartę.
że w tej wojnie żydowskiej, haniebnej,
W bezmiarze hańby, w tumulcie bez rady,
W tej walce o życie za wszystko,
W tym odmęcie przekupstwa i zdrady,
Na tym froncie, gdzie śmierć nie osławia,
W tym koszmarnym tańcu wśród nocy,
Był jedynym dumnym żołnierzem –
Janusz Korczak opiekun sieroty.
1942

A Page from the Diary of an “Action”

I saw Janusz Korczak to-day,13
with the children, their final procession,
and the children were tidy and gay,
as if on a Sunday excursion.
They wore their best holiday aprons,
which today they don’t have to keep clean.
Five-by-five marched the orphanage in order,
– through a jungle of rounded-up men.
...
...
...
They walked five-by-five in fine order
no one pulled a child from the ranks,
these are orphans – no bribe will slip into
the palms of our navy-blue friends.
...
Janusz Korczak walked proudly before them,
head bare, in his eyes no alarm,
one child holding on to his pocket,
two small ones he held in his arms.
Someone rushed up – a note in his hand –
explaining, and nervously squeaking:
– You, Sir, may go back! – there’s a message from Brandt –
Korczak shook his head, without speaking.
He did not waste time in explaining
to them, proud German mercy they’ve won,
– how to drive into heads which are soulless
what means leaving a small child alone...
All those years... on the up-hill roadway,
placing sunshine in little ones’ hand...
how to abandon such children, small, frightened?
He will walk with them still, to the end.
...
And the thought came in that brief moment,
so worthless on Europe’s great stage,
that he into our nation’s long story
writes now the most beautiful page.
That in this Jewish war without honour,
despair endless, and terror unceasing,
in this struggle for life at all costs, in
this abyss of corruption, bribes, treason.
On this front, where death leaves no glory,
in this Totentanz night without end,
– he was the only proud soldier,
Janusz Korczak – the orphans’ good friend.

10 August 1942


Źródło: The Word; Słowo
Two hundred years of Polish poetry,
Dwieście lat poezji polskiej.
Blackheath NSW, Australia, 2010 (za zgodą)

translated by:

Marcel Weyland (Sydney)
marcel.weyland@bigpond.com

[QZM04::061];[QAB08::217]p276-9;  w sieci 27.9.2011; Nr 2806


 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

  Site Meter