Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XII; No 2798

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

Jedno zdumienie dziennie...

 

.

Życie biologiczne i literackie pingwinów. (1)
(poprzednio o pingwinach: aa, bb, cc, dd)

Z okazji niezwykłego zainteresowania jakie wzbudził nowozelandzki 'Happy Feet' w kraju i za granicą warto odkurzyć dawne sprawy związane z pingwinami. 
W roku 1914 ukazała się w Anglii piękna książka 'Pingwiny antarktyczne, studium o ich życiu społecznym', napisana przez George'a Murraya Levicka. Jest to szczegółowy opis życia kolonii pingwinów Adeli (Pygoscelis adeliae) (całóść dostępna w sieci*)). Wprawdzie to inny gatunek niż nasz 'Szczęściołapski', ale tryb życia podobny i środowisko analogiczne. Autor pisze wszystko na podstawie własnych obserwacji, bo miał do tego aż nazbyt dobrą okazję. Na dodatek załącza kilkadziesiąt wspaniałych, jak na owe czasy, zdjęć z ich codziennego życia. Warte to podkreślenia. Prawie sto lat temu potrafił 'wyciągnąć' z aparatu kliszowego wszystko, co i teraz nie zawsze daje się zrobić nowymi technikami w warunkach antarktycznych. Istotne jest podejście, nie koniecznie maszyneria.
Opisane są wszystkie aspekty życia pingwinów, ich zdobywanie pokarmu, wysiadywanie jaja, karmienie piskląt, bójki, kłótnie z sąsiadami. Opisy są tak wspaniałe, czasem wręcz wzruszające, choć moim zdaniem, w niczym nie odbiegające od uczciwej naukowej analizy sytuacji. 
George Murray Levick (1876 - 1956) miał wykształcenie medyczne, krótko służył w królewskiej flocie zanim zdecydował się wziąć udział w wyprawie antarktycznej Roberta Scotta. Był to kres intensywnej penetracji mało znanych zakątków świata przed ostatecznym podziałem wpływów. To była jednak pechowa wyprawa. Ruszyła w r. 1911, ale w wyniku różnych przeciwności naturalnych i złej organizacji, Scott zginął w r. 1912, a pięciu członków wyprawy zostało uwięzionych na całą zimę przy przylądku Adare Cape na wysepce Inexprssible (Niewymownej). Mieli bardzo słabe wyposażenie, do zimowania nie byli przygotowani. Ale dociekliwy Levick miał wiele czasu na przemyślenia, obserwacje i fotografowanie. Żyli w lodowej jaskini, zapasów mieli niewiele, żywili się czym się dało (ciekawe, jak sobie Levick radził z fotografią, nie opisuje tego). Opisane barwnie wyglądało to tak (cytat):
"Jedli tłuszcz, gotowali na tłuszczu, oświetlali jaskinię tłuszczem. Ich ubrania i sprzęt przesycony był tłuszczem, sadza ich wyczerniała, ich śpiwory, kuchenki, ściany, sufit pokryte były sadzą , sadza zatykała gardła, właziła do oczu. Ich ubrania były zimne i wkrótce podarły się, nie chroniły przed mrozem i wiatrem i były tak sztywne od tłuszczu, że można było je sztywno stawiać, mimo ciągłego skrobania nożami i wycierania skóra pingwinów". Niemniej przetrwali, a Levick, po powrocie do Anglii zabrał się opisanie życia na Inexpressible Island, a zaraz potem brał udział w wojnie w walkach pod Gallipoli. Był niezmordowany. W r. 1932 założył bardzo żywotną organizację Brytyjskie Stowarzyszenie Szkół Badaczy, bo chyba tak to by było polsku (British Schools Exploring Society). Działa do dziś. W międzyczasie zajmował się fizjoterapią niewidomych. To było życie!
Choć książka zajmuje się pingwinami Adeli, na końcu jest też opis pingwinów cesarskich, 'ziemalów' naszego gościa. Nie będę opisywał szczegółów, książkę tę trzeba przeczytać i obejrzeć (nie mogę doszukać się, czy było polskie wydanie). Podam tylko niezwykły opis dzieciolubstwa pingwinów. 
Wychowanie piskląt to niezwykle ofiarna służba. Jajo waży pół kilograma, przez cały czas trzymane jest w fałdzie skórnej na brzuchu gdzie nie ma piór. 
Otóż każde pisklę jest tak pożądane przez bezdzietnych dorosłych, że toczą się o nie okropne walki. Każdy je chce mieć pod swoją wyłączna opieką. Ale bardzo często upragnione pisklę zostaje uszkodzone w czasie zaciekłych o nie walk i ginie. Aż 77 procent piskląt ginie przed dojściem do samodzielności, ale połowa z tego to ofiary nadmiernej miłości przybranych rodziców. Co mądrzejsze maluchy chowają się pod odłamkami lodu lub uciekają gdzie się da przed nadmiarem miłości, czasem aż dwunastu walczących o nie dorosłych. Nie znam innego przypadku takiej miłości rodzicielskiej. 
Oto kilka zdjęć (z 76):


Po drzemce trzeba się przeciągnąć, wyziewać, pomachać skrzydełkami, 
ale o locie pomarzyć nawet nie można. Kałdun za ciężki...


... a bójki bywają zaciekle....


... bo jest i o co ....

*) Antarctic penguins; a study of their social habits, 
by Dr. G. Murray Levick (1914)
Wydawca: McBride Nast & Company; New York, 1914
dostępna w sieci pod tym adresem (format pdf, ok. 22,3 Mb.

a także w formacie htm pod innym adresem (ok. 5,7 Mb)
(oba opracowania z kompletem fotografii)

[QZE08::122];[QCB38::015];[QCB39::005];[QEQ01::218]
w sieci 22.9.2011; nr 2798

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

  Site Meter