Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XII; No 2797

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

Jedno zdumienie dziennie...

 
.
 

Pingwin 'Szczęściołapski' na wolności.
(poprzednia notka o 'Happy Feet' jest tu)

Wszystko zaczęło się pomyślnie. Po kilkudniowej podróży na statku 'Tangaroa', korzystając z pewnego uspokojenia się morza, 4 września, po lekkiej perswazji, 'Szczęściołapski' wybrał wolność. Był już w doskonałej kondycji fizycznej karmiony 'rybim milkshakiem' i rybami, przybrał na wadze, w momencie zsunięcia się do morza ważył 28 kg, co w tym wieku jest w sam raz. Stał się nawet kłótliwy i jakby czupurny. 
Na plecach zabrał ze sobą przyklejony superklejem nadajnik GPS. Nadajnik działał doskonale dając klarowne sygnały. Śledzono z uwagą jego położenie. Nie spieszył się. Czasem pokonywał tylko kilka kilometrów dziennie. Może łowił, a może starał się zorientować w położeniu. Ruszył na południowy-wschód, potem coraz bardziej kierował się ku wschodowi. Sądzono, że jego kolonia macierzysta znajduje się w cieśninie McMurdo, gdzie znajduje się amerykańska stacja antarktyczna, a także nowozelandzka placówka badawcza. Do pokonania miał więc ponad 2625 km. 

W kraju, zresztą też na całym świecie, zainteresowanie jego losem było wielkie. Otrzymywano wiele e-maili z całego świata. Można było podążać za wędrowcą na unacześnianej mapie internetowej. Ogłoszono też konkurs szkolny - gdzie będzie 'Happy Feet' w pięćdziesiątym dniu swojej podróży. Dzieci miały zgadywać położenie, wyznaczono dla szkoły z najlepszym przybliżeniem biologiczną nagrodę. 
Niestety, 12 września nadajnik zamilkł. Pewnie aby dzieciom nie było smutno, specjaliści wyrażają nadzieję, że nadajnik po prostu odpadł (przyklejony był na piórach), albo ma jakąś wadę techniczną. Uczeni pocieszają, że w tym sezonie najgorsi amatorzy na danie z pingwina operują w innych miejscach, a zresztą może się jeszcze odezwie. 
A amatorów na pingwinie mięso jest wiele. Najgroźniejsze są orki - drapieżne walenie (Orcinus orca), oraz rekiny. Szczególnie wszędobylskie są orki. Polują od Arktyki do Antarktyki. 

Wątpliwe, czy sprawa się wyjaśni. To są akweny zupełnie nieobliczalne. Niemniej podkreśla się tu o pozytywnej roli całego przedsięwzięcia. Wzrosło zainteresowanie Antarktyką na całym świecie, wzrosło zainteresowanie biologią wśród młodzieży szkolnej. Wylicza się, że sprawa warta był owych 30.000 NZ$ (w jakiś sposób obniżono koszta z 70.000 do 30.000). 

[QZE08::121];[QEQ01::207]8
w sieci 21.9.2011; nr 2797

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

  Site Meter