Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XII; No 2783

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

Jedno zdumienie dziennie...

 

.

Polska przeszłość i teraźniejszość.

W pierwszych dniach wojny na ekrany kin niemieckich wszedł film przedstawiający dzielnych niemieckich żołnierzy w Polsce. Miejscowi witali ich entuzjastycznie. Nie brak było hitlerowskiego pozdrowienia, rozradowanych dzieci, rozanielonych starszych pań ...

 

Oczywiście witano ich z polską gościnnością, częstowano czym popadło ..

i natychmiast miejscowa ludność zabrała się za oczyszczanie miasteczek z polskich napisów..

Niemiecka tygodniówka 'Die Deutsche Wochenschau' wyświetlana przed każdym seansem filmowym oglądana była przez miliony rozentuzjazmowanych Niemców. Radość była powszechna i naprawdę dla wszystkich Niemców rzecz była oczywista. Wierzono święcie w wielkość i prawość Niemców. Propaganda, wtedy jeszcze bez telewizji, z dosyć tylko marnym radiem, ale ze wspaniale kontrolowaną prasą codzienną zrobiła swoje. Wiele lat musieli Niemcy czekać na otwarcie oczu, a i dziś nie wszyscy wierzą w niemieckie wyczyny na terenach włączonych do Rzeszy. 

Pamiętając o tym nie można nie zauważyć co dzieje się w Polsce obecnie. Media są znacznie potężniejsze niż niemieckie tygodniówki, dysponują olbrzymią liczbą kanałów telewizyjnych, radiowych, setkami internetowych portali i prasą, prawie wszystko działające w ostrym reżimie autocenzury. 

Oto jak obsługiwane jest społeczeństwo przez media i władze.

Kiedy abp Andrzej Dzięga prosto i rzeczowo przedstawił sprawę:
"Naród ma prawo zadawać pytania o katastrofę smoleńską; w tej sprawie instytucje państwa muszą zdać egzamin przed narodem, a nie same przed sobą. ...
Na swoje pytania naród ma prawo uzyskać możliwie najbardziej pełną odpowiedź. Raport ogłoszono. Na jedne pytania odpowiedzi się pojawiły, na inne pytania ciągle brak odpowiedzi i nie widać bliskich perspektyw ich pozyskania. A pojawiły się jeszcze nowe, dodatkowe pytania."

usłyszeliśmy komentarz sekretarza stanu Julii Pitery:
"Są wypowiedzi mniej i bardziej bełkotliwe, ja bym zaliczyła ją do bardziej bełkotliwych." 

Julia Pitera ma wykształcenie uniwersyteckie i zajmuje wysokie stanowisko w państwie.

Kiedy poseł Anna Sobecka skierowała interpelację do ministra Sikorskiego na temat jego orzeczenia o winie pilotów zanim można było cokolwiek powiedzieć o wypadku (to samo głosił wtedy p.o. Prezydenta Komorowski), minister Sikorski skarcił ją:
"Pani poseł nadal nie wyciągnęła oczywistych wniosków z seansu irracjonalizmu, którego byliśmy świadkami.  ...  Sądzę, że opinia publiczna ma prawo oczekiwać rachunku sumienia tych, którzy przez ponad rok epatowali rodaków absurdalnymi teoriami spiskowymi." 
Święta racja, ale do kogo ma się odnosić?

Marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna podszedł do sprawy bardziej filozoficznie, dialektycznie, można rzec, po marksowsku. Prawda jest dwulicowa.
"Każda strona ma swoją wersję prawdy. Uważam, że prawda jest taka jak w raporcie komisji Millera."
Ale nawet Marks nie twierdził, że jedno i to samo zjawisko może zajść na dwa zupełnie różne sposoby.

Obaj panowie doskonale wiedzą, że oba raporty są absurdem. Takiego wypadku jaki opisują, sprzeczne zresztą raporty, po prostu nie było i być nie mogło. A na pewno nie mógł być w dwóch różnych wersjach. A to skamłanie przez ponad rok o dostęp do wraku, niszczonego za wiedzą członków Komisji Millera, jest upodleniem Narodu. Polscy specjaliści powinni badać wrak i ofiary od samego początku. 
Ale wciska się na chama jedynie słuszną prawdę absurdalną. Po co?
Oczywiście usłużne tuby propagandowe robią co mogą, żeby uciszyć głosy rozsądku. I okazuje się, robią to dosyć skutecznie, przynajmniej wedle swojego zdania. 
Władze wychodzą z założenia, że kłamstwo powtarzane bezczelnie, ale tysiąc razy, przekształca się w prawdę. W historii ludzkości robiono to już wiele razy. 

Nic, tylko zacytować trzeba posła Kazimierza Kutza:
"Jesli posłowie* nie zrozumieją, że mają służyć obywatelom, a nie partiom, to trzeba będzie to wszystko rozpieprzyć." 
*) Dodałbym tylko: "posłowie i władze" /RA

(filmik można obejrzeć tu)

-------------------------------------

uzupełnienie:   10.9.2011
W Sejmie przedstawiono wynik współpracy Komisji Macierewicza z polskimi naukowcami w USA. Otrzymałem serię przeźroczy (slideshow) ilustrujących badania modelowe z których wynika jasno, że brzoza nie mogła przeciąć skrzydła i z całą pewnością nie mogła spowodować oderwania się kilkumetrowego końca.
Proszę zajrzeć tu :slideshow.

Wygląda na to, że 'pancerna brzoza' została podrzucona motłochowi, bo za ciemny motłoch uważani są wyborcy, jak przysłowiowa mgła, a zasadnicze sprawy po prostu są przemilczane lub zakłamane. Oto wypowiedź fachowca w sprawach nawigacji: 
"... nadal pytam czemu samolot o podwójnym systemie dwunastokanałowej nawigacji prowadzącej go z dokładnością położenia 8-9m mógł znaleźć się ZANIM cokolwiek się stało, 45 m poza osią lądowania! ...
Lot na przyrządy jest tak precyzyjny, że, jak wiemy, można trafić dokładnie jumbo jetem w środek wieżowca."
Oczywiście pozostaje też nie poruszona sprawa rozpadu samolotu na dziesiatki tysięcy części, no i to nieszczęsne 100g. 

wszystkie cytaty z prasy internetowej
[QZE08::104];[QEQ01-046][QPL01-125]133,139,143,168
w sieci 1.9.2011; uzup. 11.9.2011;nr 2783

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

  Site Meter