Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XII; No 2782

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

Jedno zdumienie dziennie...

 

.

Mikroskopia Leeuwenhoeka.

Antonie van Leeuwenhoek (1632 -1723) jest postacią wyjątkową w historii nauki. Zrewolucjonizował biologię osiemnastego wieku nie mając zupełnie pojęcia o biologii, ani o funkcjonowaniu nauki i naukowej metodologii. Po prostu w pewnym momencie życia, raczej późno, bo po czterdziestce, przeczytał książkę o oglądaniu dziwnych rzeczy pod mikroskopem. Książka była po angielsku, a on nie znał żadnego obcego języka, tylko swój dolnoholenderski. Była to książka Książka Roberta Hooke'a. Kazał ją sobie przetłumaczyć i tak zaczęła się jego życiowa obsesja. Postanowił skonstruować sobie mikroskop i spędził najpierw setki godzin na udoskonalaniu sprzętu, a potem tysiące godzin na oglądaniu dziwności świata tego. I tak bez przerwy przez pół wieku. Pochodził z typowej rodziny drobnomieszczańskiej tamtych czasów. Ojciec było koszykarzem, matka pochodziła z rodziny piwowarów. Miał też kilkoro rodzeństwa. Po wypróbowaniu rożnych zawodów założył handel bławatny i powodziło mu się dobrze, pełnił funkcje urzędowe w mieście i stać go było na dziwne hobby. 
Mikroskop nie był czymś nieznanym w tych czasach. Pierwszy mikroskop złożony  skonstruował w. 1590 Hans Janssen, także Holender, i różne marne, zabawkowe wersje oferowano na jarmarkach. Leeuwenhoek posługiwał się jedynie urządzeniem prostszym, z jedną tylko soczewką o dużym powiększeniu. Opracował przy tym prostą technikę przygotowywania soczewek, zrezygnował z najbardziej pracochłonnej operacji przy konstruowaniu mikroskopów i teleskopów, mianowicie polerowania soczewek. Wypolerowanie dobrych soczewek wymagało skomplikowanej aparatury i trwało czasem miesiące. 
Od dawno wiedziano, że kropla wody zawieszona w oczku metalowym mocno powiększa to, co znajdzie się w jej pobliżu (wiedzą o tym teraz mikrobiologowie, którzy posługujący się ezą). Rzekomo już Lucius Seneka w początku I wieku (4 - 65 AD) posługiwał się szklaną kulą wypełnioną wodą (teraz powiedzielibyśmy kolbą) dla czytania w ciemnych pomieszczeniach bibliotecznych. Leeuwenhoek wykorzystał tę samą zasadę. Z rurki szklanej wyciągał w płomieniu cieniutką kapilarę (każdy student to robi na pierwszych ćwiczeniach np z chemii), a potem tę kapilarę powoli wprowadzał do płomienia palnika. Na końcu tworzyła się kulka. Trzeba ją było w odpowiednim momencie wyjąć ją z palnika, ochłodzić, utrącić od reszty kapilary i soczewka gotowa. Czasem tylko trzeba było podszlifować nieregularny koniec złącza z kapilarą. Taką soczewkę-kulkę o średnicy około 1 mm oprawiał między dwiema płytkami z brązu i mikroskop był prawie gotowy. Należało  było tylko dorobić odpowiednie trzymadło dla obserwowanego preparatu. Widać to na poniższej ilustracji.

Patrzyło się przez małą soczewkę na preparat umieszczony po drugiej stronie na iglicy. Jego pozycję można było płynnie ustawiać śrubą z miejsca obserwacji, a z grubsza iglica była centrowana w czasie konstrukcji. Niestety, Leeuwenhoek nie zdradził sposobu umieszczania preparatu na iglicy ani jego oświetlania. Musiało to być jakąś przemyślną sztuczką i zabrał ją do grobu. Mikroskop tego typu można i teraz bardzo łatwo i tanio skonstruować, a kanadyjskie Muzeum Mikroskopii (Keeling Lab) podaje proste sposoby z wykorzystaniem nawet zapalniczki. 
Zachowany egzemplarz mikroskopu Leeuwenhoeka daje liniowe powiększenie do 270 razy, co pozwala na obserwację obiektów rzędu 1 mikrometra, czyli bakterii mających wymiar rzędu 0,5 do 5 μm. Tak był zakochany w swojej pracy, że skonstruował około 500 egzemplarzy swoich drobnowidzów, ale się z nimi nie rozstawał. Ślęczał nad mikroskopem setki godzin, badał bez ładu i składu wszystko co popadło pod rękę (kto z nas tego nie robił w pierwszym kontakcie z mikroskopem!). 
W Delft, gdzie mieszkal przez całe życie nie było jakiegoś środowiska naukowego z kim mógł dzielić swoje obserwacje. Jedyną osobą rozumiejącą jego poczynania był Regnier de Graaf (1641 - 1673), medyk o dużym autorytecie naukowym, członek londyńskiego Royal Society. De Graaf docenił badania Leeuwenhoeka  i zarekomendował go Towarzystwu. Stamtąd dostał dosyć chłodną zachętę przysłania wyników obserwacji, co też Leeuwenhoek zrobił. Niestety de Graaf zmarł wkrótce po rekomendacji, a ilustrowane listy Leeuwenhoeka spotkały się ze sceptycznym przyjęciem. Pisane były po holendersku, trzeba je było tłumaczyć na łacinę czy angielski, a wyniki wydawały się podejrzane. 
Kiedy jednak w r. 1674 (1676?), już  po śmierci de Graafa, wpadł na pomysł sprawdzenia pod mikroskopem kropli wody i zobaczył tam tysiące ruchliwych żyjątek, jego zachwyt i zdumienie nie miało granic. Musiał się z kimś podzielić swoim odkryciem. Zawołał do swojej córki, wtedy nastolatki - "Choć tu! Szybko! Patrz co zrobiłem! W wodzie deszczowej są małe zwierzątka, pływają ... zabawiają się! Są tysiąc razy mniejsze niż jakiekolwiek stworzenie jakie możemy widzieć gołymi oczyma... patrz! Zobacz co jak odkryłem!." Piękny wykrzyknik badacza czującego potrzebę podzielenia się swoim odkryciem. 
Potem zwoływał sąsiadów i kazał im pisać oświadczenia, co na własne oczy widzieli. Jedni widzieli 8.000 zwierzątek, inni 30.000, inni 45.000. Leeuwenhoek wyliczał entuzjastycznie, więc w kropli wody musi być 8.280.000 żyjątek! Natychmiast wysłał obszerny list do Londynu zawierający wiele intrygujących i pięknych ilustracji. Leeuwenhoek nie umiał rysować tego, co widział pod mikroskopem. Do tego najął miejscowego rysownika, nastawiał mu preparaty, a ten, jak widać doskonale wywiązywał się ze swojej roboty.
Tym razem list wywołał wśród członków Towarzystwa wielkie zainteresowanie, ale też niedowierzanie. Postanowiono rzecz dokładnie sprawdzić. 

p. nast. notka

[QZE08::103];[QEQ00323]6,7;[RIO40-009];[RIR61-008];[QCB38::031];QEQ01004]5,61;
[QRE03002]p46-55;
[QNK24-07]71;RCP05071-38-44;[QEP55-217]
w sieci 5.9.2011; nr 2782

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

  Site Meter