Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XII; No 2755

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

 

 

Jedno pomyślenie dziennie...

.

 

 

O pilnowaniu książek.

Przy okazji szeroko ogłaszanej sprawy kradzieży Kodeksu Kaliksta z archiwum w Santiago de Compostela warto omówić parę spraw związanych z pilnowaniem książek. 
Od samego początku istnienia słowa pisanego wszelkie zbiory tekstów (płytki gliniane, kłębki quipu, zwoje, papirusy, wreszcie manuskrypty, inkunabuły i książki, a teraz dyski, płyty etc.) przedstawiały olbrzymią wartość i zasługiwały w związku z tym na specjalną ochronę. Może to zabrzmieć paradoksalnie, ale przecież Arka Przymierza, tak ceniona i chroniona przez Żydów była w zasadzie sejfem do przechowywania tekstów - przykazań spisanych na kamiennych tablicach. W Biblii czytamy (1Krl8:9):
"W Arce nie było nic, oprócz dwóch kamiennych tablic, które Mojżesz tam złożył pod Horebem, gdy Pan zawarł przymierze z Izraelitami w czasie ich wyjścia z ziemi egipskiej."
Nie wiem jak pilnowano zbiory archiwów sumeryjskich, ale wiemy jaką wartość stanowiły zwoje dla Ateńczyków czy władców Aleksandrii. Ptolomeusz III Euergetes (246 - 222 BC) poświęcił olbrzymie sumy na kompletowanie biblioteki aleksandryjskiej, był chyba największym bibliomaniakiem w historii i właściwie ukradł Ateńczykom oryginalne manuskrypty Sofoklesa, Ajschylosa i Eurypidesa. Zwrócił się o ich wypożyczenie. Ateńczycy bronili się jak mogli, wreszcie zażądali olbrzymiej kaucji. Ptolomeusz chętnie wpłacił olbrzymią sumę, ale po latach negocjacji oddał Ateńczykom tylko kopie dzieł chętnie tracąc wpłaconą kaucję. A że w końcu wszystko i tak poszło na ogrzewanie aleksandryjskich łaźni, to już inna historia. 
W Europie średniowiecznej na posiadanie ksiąg pozwolić sobie mogli władcy albo kościoły i zakony. Wyprodukowanie jednej księgi ręcznie pisanej i iluminowanej to często wynik pracy kilkunastu lat. A samo kopiowanie nawet bez iluminacji zajmowało miesiące. Stąd wartość zbiorów była olbrzymia, no i narażone były na kradzieże, bezzwrotne wypożyczanie i łupiestwo (tą drogą polskie zbiory biblioteczne znalazły się w Szwecji, w Petersburgu, w Niemczech, Moskwie, Wiedniu i in). 
Najprostszym sposobem zabezpieczania dzieł powszechnie stosowanym w bibliotekach katedralnych i zakonnych było ich przymocowywanie do murów czy mocnych konstrukcji drewnianych przy pomocy żelaznych łańcuchów. Księgi zakonne często mają wpisy świadczące o wydatkach na zakup łańcuchów. 
Wyglądało to na przykład tak (Biblioteka w Lejdzie, 1610). 

Czytało się na stojąco a instrukcje wyraźnie mówiły, że nie wolno poplątać łańcuchów przy odkładaniu książek. W niektórych bibliotekach angielskich, gdzie  z książek korzystać mogli studenci, ograniczano czas czytania danej książki, np. jedna i ta sama osoba mogła czytać przez godzinę. Oczywiście chodziło o udostępnienie dzieła innym studentom a łańcuchy zapewniały, że będą w tym samym miejscu. [opis korzystania z dawnych zbiorów bibliotecznych znajduje sie np. w starej książce Williama Andres (1890) dostępnej w sieci pod tym adresem (ok. 22 Mb)] 

Były jeszcze inne powody dokładnego pilnowania książek, w niektórych krajach znacznie ważniejsze od pilnowania przed kradzieżą. Chodziło o to, żeby książki nie uciekły, żeby z nich coś nie wyciekło co jest nieprawomyślne i zagraża systemowi, czyli po prostu ludziom władzy. 
Oczywiście najprostszym sposobem było spalenie książki, oczywiście całego nakładu jeśli wyszła drukiem, najlepiej łącznie z autorem (p. np. dzieje polskiego autora Lisińskiego).
Był to zabieg stosowany dosyć często w średniowieczu, ale panował do naszych czasów, choć autora teraz publicznie się nie pali na stosie. 'Załatwia' się go w kazamatach lub w lesie, rzece, morzu, i gdzie tam jeszcze. Ale to brutalne metody i wolimy o nich nie pamiętać. 
Były też metody milsze, bardziej do użytku osobistego. Po prostu zamykano książki na kłódkę, a nawet wiązano łańcuchem, kiedy żal było książkę spalić, a czytać nie było wolno. Stosowano też też metody wybiórcze, kiedy tylko część dzieła była groźna a reszta znośna lub pochwalna. Wtedy po prostu zamykano pieczęcią trafne rozdziały. 

 

Teraz książek pilnuje się metodami elektronicznymi. Ważniejsze archiwa i biblioteki obstawione są monitorami, a nawet w bibliotekach publicznych ustawiono bramki elektroniczne. Książki zaopatrzone są w chipsy identyfikacyjne, dezaktywuje się je przy wydaniu książki, aktywuje się na nowo po zwrocie książki. Przy wyjściu są bramki elektroniczne z odpowiednimi czujnikami (tak jest w Nowej Zelandii, choć to kraj niby uczciwy..). Jeśli jest coś nie w porządku subtelnie bzykają czujniki budząc uwagę obsługi. Jak widać jednak na przykładzie Kodeksu Kaliksta nowoczesne metody nie zawsze pomagają. 

Szkoda, że nie zastosowano żadnej metody ochronnej w krakowskiej bibliotece PAU, skąd w r. 1998 wyniesiono pierwsze wydanie dzieła Kopernika i 58 innych starodruków o wartości kilkunastu milionów zł, jeśli wartość można ocenić w złotówkach. Tak zginęło rewolucyjne dzieło "De revolutionibus orbium coelestium" ("O obrotach sfer niebieskich") wydane w Norymberdze w 1543 roku w nakladzie 400-500 egzemplarzy.

Wielka to przyjemność posiadać książki rzadkie, unikatowe, którymi mało kto może się raczyć, a my je mamy na każdą zachciankę. Tysiące bibliomanów i bibliomaniaków gotowe są dać wiele i ryzykować wiele za tę przyjemność. Ale to też wielka odpowiedzialność i udręka na wypadek niedopilnowania cenności. Posiadam kilka cennych książek w swoich zbiorach, zdobytych często wielkim trudem i poświęceniem. Niestety, w najbardziej nieprawdopodobny sposób, o czym może kiedyś napiszę, zostałem okradziony. Do dziś dręczą mnie myśli, co z nimi złodziej zrobił. Pół biedy jeśli sprzedał w ręce innego zbieracza umiejącego się nimi zaopiekować. A jak wpadły w ręce 'rozcinaczy' sprzedających poszczególne wycięte ryciny dla ozdoby mieszkań nowobogackich nie mających pojęcia o książce, widzących tylko 'wartośc ścienną' obrazka? Tak stało się z moimi książkami, których przez głupotę i niezasłużone zaufanie do 'człowieka' straciłem pewnie bezpowrotnie. 

[QZE08::072];[QEQ00::091]34;[QCB37::071p119
w sieci 25.7.2011; nr 2755

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

  Site Meter