Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XII; No 2743

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

Jedno zdumienie dziennie...

 

.

Aprowizacja w państwie Inków.

Produkty rolne nie wystarcza tylko wyprodukować, ale w zorganizowanym państwie trzeba jeszcze mieć sposób na ich przechowanie na czas nieurodzaju oraz na rozprowadzenie do miejsc gdzie będą najbardziej potrzebne. Państwo Inków przez wiele stuleci przed najazdem hiszpańskim było organizmem wspaniale zorganizowanym na wzór totalitarny czy komunistyczny. Cały olbrzymi kraj podzielony był na cztery regiony, każdy region zarządzany był przez gubernatora bezwzględnie posłusznego królowi, a pod sobą miała całą drabinę urzędników do drobiazgowej kontroli i absolutystycznego zarządzania. Byli więc dziesięciotysięcznicy, tysięcznicy, setnicy, a nawet dziesiętnicy. Każdy drobiazg życia był pod dokładna kontrolą. Oczywiście podstawą wszystkiego była niezawodna, zadowolona armia. To ze względu na armię zadbano niezwykle starannie o zaopatrzenie olbrzymiego państwa. Olbrzymi kraj o powierzchni około 2 milionów km kwadratowych, zamieszkały przez 12 d0 20 milionów mieszkańców połączony był systemem dróg. Łączna ich długość wynosiła 40.000 km, a najważniejsza magistrala łącząca północ z południem kraju miała długość 6.000 km. Przy tym cechą szczególną było to, że w kraju Inków nie było transportu kołowego. Wszystko przenoszone było na plecach tragarzy lub w karawanach llam. Aby system mógł funkcjonować zaopatrzenie musiało być niezawodne. I tak przy drogach, w odstępach jednego dnia marszu, powstało wiele setek punktów zaopatrzenia armii i magazynów uruchamianych na czas klęski głodu. Magazyny te były budowane wedle pewnego standardu. Albo o zarysie kołowym albo czworobocznym o wymiarach 4 - 4,5 m, ścianach wysokości 3,5 m, kryte przed deszczem z zapewnioną wentylacją i ochroną przed szkodnikami. 

W miejscach ważnych strategicznie powstawały całe zespoły magazynów jak przedstawiony niżej zespół w Ollantaytambo w prowincji Urubamba. Przerzucane wojsko z jednego końca kraju w drugi miało bez przerwy gwarancję pełnego zaspokojenia potrzeb. Oczywiście magazyny były otwarte dla władcy i jego dworu a także udostępniane na wszelkie uroczystości religijne. Oblicza się, że łączna pojemność magazynów wynosiła około dwóch milionów metrów sześciennych, co jak nawet na 20.000.000 ludności nie jest mało.  

W strategicznie ważnych miejscach powstawały olbrzymie zespoły zaopatrzeniowe dla armii, przy tym zorganizowane one były w iście wojskowym ordynku. W mniej więcej połowie drogi między Cuzco o morzem znajdował się kompleks złożony z siedmiuset magazynów qollas ustawionych w szyku jak na paradzie woskowej. W Cotapachi (obecnie Boliwia) było 2.400 qollas każdy w takim samym odstępie od innych, wszystko zabezpieczone przez zmianami pogody i zapewnioną wentylacją. 
Najważniejszymi były trwałe produkty spożywcze jak omawiany poprzednio chunu, ale też ptactwo suszone, mięso, słodkie ziemniaki, kukurydza, chilli i oczywiście coca, chicha (piwo kukurydziane), owoce, sól i ryby. Dla armii i dla specjalnych potrzeb były zapasy lin, drewna, siana, słomy, a także zapasy wełny, narzut i ubrań, obuwia, broni, tarcz, noży i różnych narzędzi, no i oczywiście strojnych piór na uroczystości królewskie i religijne. 
Za zaopatrzenie tych magazynów odpowiedzialni byli miejscowi zarządcy ze wszystkiego zdający sprawę królowi w Cuzco. 
I pomyśleć, że wszystko to rozpadło się w wyniku awanturniczej szarży kilkuset konkwistadorów. 

W tle tunika Tupa Inca Yupanqui (1471-1493)
[QZE08::064];[QEP95::181]6;[QNT05::066]
w sieci 29.6.2011, nr 2743

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

  Site Meter