Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XII; No 2739

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

Jedno zdumienie dziennie...

 
.
 

Ludzki park safari na Andamanach.

W Indiach, na Andamanie Środkowym, wyspie położonej w Zatoce Bengalskiej w Archipelagu Andamańskim powstało coś w rodzaju safari. Ale obiektem pokazywanym turystom nie są żadne słonie czy tygrysy, ale ludzie z plemienia Jarawa. Jest to prastare plemię, które przed tysiącami lat przywędrowało z Afryki, zachowało swoje tradycje i .. bezpowrotnie ginie. Przyczynia się do tego przemysł turystyczny i popierające ten przemysł władze lokalne i krajowe. Na pokazywaniu dzikusów można nieźle zarobić. Wybudowano nielegalnie drogę poprzez ich terytorium, którą wprawdzie legalnie zamknięto, co nie znaczenia w praktyce. Tysiące turystów z Indii i całego świata odwiedza co miesiąc ten teren, przewodnicy tak organizują przejazd, by można było podejrzeć safarowych ludzi, rzucić ciasteczko czy cukierka dzieciom, dzieci oczywiście wyciągają rączki po niecodzienne łakocie, bywają potrącani, kaleczeni, ot jak to bywa w safari. Najgorsze jest jednak to, że turyści przynoszą zarazki na które miejscowi są zupełnie nieuodpornieni.
Z licznego niegdyś plemienia pozostało zaledwie 365 osób. Podczas panowania brytyjskiego dziesiątkowały ich epidemie, a teraz po wybudowania w latach siedemdziesiątych drogi, także mieli szereg ataków odry, dla nich bardzo niebezpiecznej. W roku 2001 Sąd Najwyższy podjął decyzje o ochronie ich integralności, ale po fakcie. Resztę dołożyła turystyka. Biura turystyczne założyły ośrodki wypoczynkowe i w zasadzie los ich jest przesądzony. Światowe organizacje ochrony aborygenów protestują, ale to nie na wiele pomoże.

Ale to tylko jedna strona sprawy. Jest poważniejsze zagadnienie dotyczące wszystkich plemion izolowanych i ginących kultur. Dotyczy to Azji, Polinezji, Australii, Ameryki Łacińskiej i Środkowej. Co i raz odkrywa się w dżunglach Amazonii czy w plątaninie państw i księstw himalajskich jakieś zagubione plemię i, na dobrą sprawę nie wiadomo co robić. Mają prawo do istnienia, do swoich terytoriów, nawet niepodległości, ale czy ludzkość stać na to? Nie ma rozsądnego programu, nie widać nawet perspektyw opracowania jakiegoś podejścia i rozwiązania sprawy. Bo ludzie ci, wcześniej czy później, bez wykształcenia, bez rozumienia świata, zapełnią ulice i slumsy miast, nie ma dla nich pracy, której mogliby się podjąć. Na całe życie, a czasem na kilka pokoleń pozostają na marginesie świata. 
Wygląda na to, że pewne rozwiązano dla plemion Inuitów, jakoś rozwiązana po latach kłopotów sprawy dotyczące Maorysów, zachęcające wyniki mają australijscy Aborygeni i amerykańscy Indianie. Ale zaraz po inkorporacji dawnych struktur plemiennych do świata współczesnego pojawia się plaga kacykostwa, przestępstw gospodarczych, bystrzejsi przejmują mafijną władzę na długo blokująć sens integracji.
Jak dotąd rozwiązania nie widać. 

[QZE08::059];[QEP95::117]151
sieci 20.6.2011; Nr 2739

 
.

 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

  Site Meter