Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XII; No 2712

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

Jedno zdumienie dziennie...

 
.

Polowanie na hipopotama.

Mamy ochotę na pieczeń z hipopotama? Nic prostszego. Umawiamy się z łowcami z plemienia Bayeiye z nad jeziora Ngami w Botswanie i mamy potwora prawie na ruszcie.
Tak przynajmniej opisywał słynny podróżnik brytyjski Dr. David Livingstone.
W połowie dziewiętnastego wieku, kiedy Afryka środkowa była jeszcze białą plamą na mapie, wiedziano że gdzieś w centralnej Adryce istnieje jezioro Ngami. Ale nikt nie wiedział dokładnie gdzie i nikt je opisał. Postanowił dokonać tego Livinstone. W tym czasie Livingstone nie był jeszcze owym słynnym podróżnikiem, bohaterem narodowym uratowanym przez Stanleya, po czym pozostało to historyczne powiedzenie: 'Dr. Livingstone, I presume?'. Wtedy był zaledwie skromnym misjonarzem w stacji misyjnej Kolobeng, najbardziej na północ założonej stacji misyjnej w Południowej Afryce. Stacja nie nawróciła zbyt wielu tuziemców, a Livingstone pilnie studiował miejscowy język Setswana. To stamtąd w r. 1849 wyruszył wynająwszy duży wóz afrykańskich kolonistów na poszukiwania jeziora Ngami. Wraz z kilkoma towarzyszami skierował się na północ, pokonał ponad 800 km pustyni Kalahari  i dotarł do wybrzeży rzeki Zouga. Obecnie jest to sezonowa rzeka Botetle w Botswanie, wtedy była to Beczuana. Wody Zougi zasilały jezioro Ngami, wtedy region bagnisty zamieszkały przez przyjazne plemię Bayeiye.  
To tam dowiedział się jak polować na hipopotamy, które były bardzo pospolite w całym bagnistym dorzeczu. 
Otóż na bagniska wybieramy się małą łódką uzbrojeni w dzidy-harpuny zaopatrzone w sznur. Podpływamy do potwora, razimy go dzidą, która zakotwicza się w ciele zwierzęcia. 

 

Najczęściej zraniony hipcio zaczyna uciekać. Wtedy luzujemy nieco linę i pozwalamy się holować, aż do wyczerpania jego sił potwora i spokojnie go dobijamy. Czasem jednak krokodyl ucieka na ląd. Wtedy wlokącą się za nim linkę obwiązujemy o mocne drzewo i czekamy na wyczerpanie się stworzenia. 

Czasem jednak krokodyl odwraca się i atakuje łódkę. Wtedy los przynajmniej jednego z łowców jest przesądzony. Ale na tym polega piękno i ryzyko polowania na grubego zwierza. 

W tym sposobie polowania uderza podobieństwo do polowania wieloryby. Wielorybnicy także posługiwali się harpunem (z pływakiem), podążali za zwierzęciem i skutek był jak z hipopotamem. Na wieloryby polowano w podobny sposób od kilkuset lat, ale było to bardzo daleko - na Atlantyku lub Pacyfiku. Afrykanie wynaleźli te metodę samodzielnie, bo trudno sobie wyobrazić kulturowe kontakty mieszkańców centrum Afryki z wielorybnikami. 

[QZE08::047];[QCB35::090]Bots;[QEP94::155]
w sieci: 22.5.2011; nr 2712

 

 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

  Site Meter