Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XII; No 2704

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

Jedno wspomnienie dziennie...

 

.

 

 

 

Moje spotkania z Papieżem. (1)

Nie, ja nie wędrowałem do Watykanu jak wielu moich znajomych by być na specjalnej audiencji dla wycieczek Polaków. To Papież przyleciał do mnie, a ściślej do kraiku na Karaibach, gdzie akurat mieszkałem. A było to tak:

Z początkiem 1985 roku skromniutka Polonia w Trynidadzie zelektryzowana została wiadomością, że Papież odwiedzi Trynidad i Tobago. W Trynidadzie nie było polskiej ambasady ani też jakiejś polskiej organizacji polonijnej. Po prostu tych kilka rodzin polskich znało się osobiście, skrzyknięto się pocztą pantoflową, i natychmiast zabrano się do roboty. Kancelaria arcybiskupa Trynidadu z zadowoleniem przyjęła inicjatywę kilku polskich pań, obiecano zarezerwować specjalne miejsca na Stadionie Narodowym dla polskiej grupy, włączono polską dziewczynkę, Ewunię Kurpiel, do grupy dzieci mających spotkać się z Papieżem przed ołtarzem i wręczyć mu polski prezent na pamiątkę. Równocześnie zainteresowała się Polakami policja Trynidadu. Nie dla żadnej inwigilacji, ale z własnej potrzeby. Reprezentacyjna orkiestra policji miała na powitanie odegrać hymn Trynidadu i hymn polski, ale nikt nie wiedział jak to zrobić. Sprawa została rozwiązana bardzo szybko. Znalazła się Polka z muzycznymi zamiłowaniami , dostarczyła nuty i nawet brała udział w przygotowywaniu orkiestry do występu. Była to Barbara Beckels, córka gen. Żaby z armii na uchodźstwie, żona miejscowego wykładowcy uniwersyteckiego, Tobagończyka, czarnego jak heban. 
Sprytna Żabówna, znając dobrze sytuację w Polsce, podrzuciła Policji dwa komplety nut. Jeden - 'Jeszcze Polska nie zginęła..', i drugi - 'Boże, coś Polskę..'. Policja coś przewąchała i drugie nuty odrzuciła mimo przekonywania, że teraz to 'Boże coś Polskę..' jest właściwym hymnem śpiewanym przez Polaków dumnych z Papieża. Może dla uspokojenia generałówny Policja poćwiczyła jedną i drugą melodię, ale na stadionie słyszeliśmy tylko oficjalny hymn. 
I tak przed południem 5 lutego 1985 ruszyliśmy na spotkanie z Papieżem. Na Stadionie Narodowym wszystko było przygotowane i panował wzorowy porządek, co w tym kraju nie jest łatwe do osiągnięcia. Nie było kontroli osobistej, choć w drodze na stadion, zauważyłem, widać żyło żołnierzy z bronią stojących na dachach co wyższych domów. Wpuszczono nas na stadion za okazaniem uprzednio rozdanych plakietek i 'usher' sekcji ulokował całą naszą grupę w wydzielonej części widowni, bardzo blisko ołtarza, tak że Papież mógł czytać duży polski transparent. Dziwna to była grupa, nadspodziewanie liczna i kolorowa. Z kilkunastu rodzin polskich na stadionie w polskiej sekcji pojawiło się kilkadziesiąt osób, białych, czarnych żółtych, brązowych i wszelkich kombinacji rasowych. Przybyli członkowie tzw rozszerzonych rodzin, bardzo często mieszanego pochodzenia. Oprócz  Polaków byli rodowici Trynidadczycy, Tobagończycy, mieszkańcy innych wysp Karaibów i sąsiednich pobliskich krajów Ameryki Południowej, a także miejscowi Trynidadczycy pochodzenia chińskiego, hinduskiego i jakiego tam jeszcze. Chyba tylko brak było Eskimosów.. i Maorysów. Każdy z koligacjami polskimi dostawał specjalną plakietkę imienną upoważniającą do zajęcia miejsca w naszej sekcji. 
Przy niesamowitych owacjach tłumu wjechał odkrytym papamobilem Jan Paweł II w towarzystwie arcbp Antoniego Pantina. Tłum skandował 'Is we Pope![, i 'We Pope! We Pope!' w miejscowym slangu, natychmiast podejmując rytm kalypso, melodii granej przez grupę poprzedzającą Papieża. Oczywiście grali na klasycznych kotłach blaszanych.

Papież przy specjalnie zaprojektowanym na tę okazję ołtarzu celebrował mszę św. w towarzystwie arcybiskupa i miejscowego kleru. Wygłosił homilię drukowaną potem w miejscowej prasie. 

Prasa zamieszczała też zdjęcia z lotniska Piarco, kiedy to Papież swoim zwyczajem uszanował trynidadzką ziemię. Bardzo to ujęło miejscowych, nawet niekatolików. *)

Były też zdjęcia z przywitania się z arcybiskupem Pantinem i miejscowymi notablami. 

 

*) gest tak bezczelnie parodiowany potem przez pijane towarzycho ówczesnego prezydenta  Kwaśniewskiego pod Kaliszem w r. 1997.

[QZE08::040];[QEP93:::333]1,2
w sieci: 1.5.2011; Nr 2704

 

 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

  Site Meter