Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XII; No 2700

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

                                    

 

Jedno zdumienie dziennie...

 

.

Neolityczny miód pitny, czyli mead.

Stosunkowo w niewielu krajach produkuje się miód pitny na sprzedaż. Polska jest jednym z nich, stara się nawet o rynki zagraniczne dla półtoraków, dwójniaków, trójniaków, a nawet czwórniaków czy piątaków. Skąd ta matematyzacja miodowa? Rzecz polega na tym, że pszczoły, po zniesieniu miodu do ula podgęszczają nektar wachlując nad plastrem skrzydełkami tak długo, aż zawartość wody w nektarze spadnie do odpowiedniego poziomu. Skąd wiedzą jaki to poziom, to już ich sprawa, ale chodzi o to, by stężenie cukru było dostatecznie wysokie, by nie mogły w nim rozwijać się mikroorganizmy. Tak więc miód w ulu nie fermentuje (chociaż być może pszczoły pokątnie, w zakamarkach ula, produkują dla siebie alkoholowy trunek pozostawiając nieco naturalnego nektaru. Tego jednak, o ile mi wiadomo, nikt nie badał, wiadomo tylko, że pszczoły popadają czasem w narkomanię, ale z użyciem innych narkotyków). 
Tak więc aby miód nadawał się do produkcji miodu pitnego, trzeba odwrócić robotę pszczół i go odpowiednio rozcieńczyć. Wystarczy dodać wody w ilości połowy objętości miodu (2:1), aby mogła rozpocząć się fermentacja. Tak powstaje półtorak. Dalsze rozcieńczanie daje następne rodzaje napoju. Rozcieńczony miód, z dodatkiem różnych ziół, chmielu, różnych przypraw, owoców czy soków stanowi brzeczkę gotową do fermentacji. Im mniej wody w miodzie, tym dłużej trzeba czekać na otrzymanie właściwego napoju i tym większa zawartość alkoholu w produkcie końcowym (może być aż do 18% obj. etanolu). Dla najlepszych gatunków może to być nawet dziesięć lat (miód królewski). Właściwości smakowe napoju zależą od gatunku kwiatów nektarodajnych (lipa, wrzos itp.) i dodatków, receptura których jest zwykle tajemnicą producenta. 
Znana jest piękna legenda szkocka z tym związana. Otóż w Szkocji produkowano miód (mead) już 4.500 lat temu. Jakość jego była bezkonkurencyjna, ale tajemnicę receptury znał tylko jeden kapłan Piktów, który zaklinał się, że nikomu jej nie zdradzi. Po namowach i pogróżkach powiedział, że zdradzi ją tylko samemu królowi Szkocji. I zdradził. Na spotkaniu z królem poprosił go o rozmawę na osobności. Król w zaufaniu oddalił się od swojego BORu i zbliżył się do kapłana. A kapłan orzekł, że powie mu na ucho i objął króla, wyszeptał mu tajemnicę, a że stali nad brzegiem klifu, pociągnął go nieco, i razem wpadli w przepaść. I kapłan zdradził tajemnice, i król ją poznał, ale tajemnica zaginęła wraz z królem i kapłanem w przepaści. Aż nagle, w r. 1984, archeolodzy znaleźli na wyspie Rhum w zachodniej Szkocji skorupy naczynia sprzed 4500 lat, a w nich gęstą, lepką, czarną masę. Substancję poddano najnowocześniejszej analizie chemicznej w nadziei odszyfrowania tajemnicy receptury szkockiego miodu. Udało się. Okazało się, że był to napój na bazie miodu wrzosowego, ziaren owsa i jęczmienia oraz ziół (wiązówki błotnej i paproci - długosza królewskiego). Podnieciło to bardzo angielskiego właściciela firmy William Grant & Sons, produkującej whisky, który postanowił odtworzyć legendarny napój z epoki neolitu i zarobić na tym. Kiedy jednak podano zespołowi do testowania wyprodukowanego napoju w specjalnie przygotowanych kubkach neolitycznych w obecności prasy i mediów, wynik okazał się fatalny. Neolityczny miód pozostawiał w ustach posmak, delikatnie nazywając, dziwny. Widocznie bardzo zmieniły się od tego czasu gusta smakowe Anglików w porównaniu do Piktów sprzed 4500 lat. 
Produkcji na skalę handlową nie podjęto. W Szkocji, jak i w Polsce i krajach skandynawskich produkuje się miody wedle bardziej współczesnych receptur.  

 


tak reklamuje się mód Wikingów, tez amatorów mead...

[QZE08::041];[QRE02::336]p336;[QEP94::006]
w sieci: 1.5.2011; Nr 2700


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

  Site Meter