Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XII; No 2693

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

Jedno zdumienie dziennie...

 

.

Prysznic i Priessnitz. (1)

Słowo prysznic brzmi z obca po polsku, ale się przyjęło, natrysk się nie przyjął, a wodoleja nikt nie zaproponował. Tymczasem słowo wzięło się od nazwiska sudeckiego chłopa Wincentego Priessnitza (czasem pisane jako Vincenz Prießnitz) z Gräfenbergu, obecnie Lázně Jeseník w Republice Czeskiej, wtedy Cesarstwo Austriackie, o krok od granicy polskiej w rejonie Nysy i Prudnika. Priessnitz urodził się w r. 1799 i od wczesnej młodości pracował ciężko na farmie rodziców, znał wszystkie sprawy związane z rolnictwem, hodowlą, lasem. 
Fama głosi, że pewnego razu zaobserwował jelenia z chorą nogą, który odwiedzał źródełko na farmie, moczył kończynę, i wkrótce się wyleczył. To samo zastosował Priessnitz do siebie kiedy uszkodził sobie mocno palec przy wyrębie drzewa. Kuracja wodna pomogła. Miał wtedy piętnaście lat, ale dwa lata potem połamał sobie żebra w wypadku z wozem. Doktorzy nie dawali mu szans przeżycia, a w każdym razie miał zostać kaleką. Młody chłopak nie poddał się i sam sobie zaaplikował terapię wodną. Wiadomość się rozniosła po okolicy. Sąsiedzi zaczęli przyprowadzać chore zwierzęta, a także sami pluskać się w zimnej wodzie. Na starej rycinie widzimy pierwszą wersję praktycznego wykorzystania leczniczych właściwości wody. Rynną drewnianą sprowadzał wodę od źródełka, pacjent stawał w jej strumieniu i leczenie szło. 

Priessnitz wyczuł perspektywy dla pomysłu i już w wieku 23 lat przebudował ojcowską farmę i zaczął świadczyć usługi lecznicze. I tak powstała hydroterapia, uważana teraz za jedną z postaci medycyny alternatywnej. Obecnie zalani jesteśmy najróżniejszymi medycynami, które często nie mają sensu lub są wręcz szkodliwe. Że wspomnę tylko panoszącą się obecnie homeopatię, która, jeśli ma zalety, to tylko psychologiczne. W najlepszym razie nie szkodzi i działa jak placebo, ale może powodować lekceważenie właściwych środków leczniczych i fatalne. Hydroterapia też działa jak placebo, ale na dodatek rzeczywiście przyczynia się do higieny i wraz z odpowiednim reżimem aplikacji, łączy w sobie zalety fizjoterapii. 
Oczywiście lekarze przeszkadzali jak mogli widząc w tym poważną konkurencję dla siebie, ale uparty wieśniak nie przejmował sie tym i przyjmował ludzi dalej setkami. Nazywano go oszustem, zarzucano mu brak wszelkiej medycznej wiedzy i umiejętności. Co było zgodne z prawdą, ale nie przeszkadzało to ludziom szukać leczniczej pomocy. W r. 1826, a więc Priessnitz miał zaledwie 27 lat, został wezwany na dwór cesarski by leczyć brata samego cesarza - Antoniego Wiktora. To jeszcze bardziej rozjuszyło cyrulików, aż rzecz oparła się o specjalną komisję powołaną przez Cesarza, która to komisja w r. 1838 uznała hydroterapię za legalną usługę medyczną i pozwolono mu założyć uzdrowisko. Już w rok później miał 1500 pacjentów, w tym jednego króla, księcia z małżonką i krocie co pomniejszej arystokracji, co w owym czasie liczyło się bardzo. I tak sława rosła, uzdrowisko się rozbudowywało. Pacjentem był tez sam arcyksiążę Franciszek Karol, a w 1846 Priessnitz odznaczony został przez cesarza medalem. Wielu arystokratów wystawiało mu pomniki w Gräfenbergu. Pacjentami byli też ludzie ze świata kultury, m.in. Mikołaj Gogol aż dwa razy (1839, 1846), oraz znakomitości z całego świata. 

I tak sława dotarła do Polski. Entuzjastą był Edward hr. Raczyński (1786-1845), magnat wielkopolski. To on postawił upamiętnił Priessnitza pomnikiem w Poznaniu i dzięki niemu słowo 'prysznic' weszło na stałe do języka polskiego, a sam prysznic stopniowo do domów.

[QZE08::025];[QEP92::329],30
w seici 18.4.2011; nr 2693

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

  Site Meter