Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XII; No 2691

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

.

 

 

 

Ręce precz od Katynia,
jednego i drugiego.

Zasada 'Ręce precz od Katynia, jednego i drugiego', wydaje się być podstawowym motywem działań Rosji przy wydatnej pomocy Polski, ale okazuje się, pomocy nie dostatecznej. Nikt nie ma wtrącać się do tego co robi się i mówi na temat Katynia. Prawda jest jedna, ma być przyjęta, i koniec. 
Nie ulega wątpliwości, że prowokacja na lotnisku z usunięciem polskiej tablicy pamiątkowej jest następnym, poważnym ostrzeżeniem dla Tuska i władz polskich. Tusk okazał się nielojalnym poddanym, a takich Rosjanie tolerować nie mogą. 
Znamienne, że Sikorski już w piętnaście minut po katastrofie znał jej przyczyny i natychmiast zostali powiadomieni  o tym specjalnymi SMSami posłowie PO, by wiedzieli jak się należy zachować. Widać, że stanowisko rządu i władz w tej sprawie było z góry ustalone. Kiedy? Warto by to wyjaśnić. 
Tusk jednak, bardzo skromnie, zakwestionował absolutną prawdę MAKu zapowiedzianą przez Miedwiediewa podczas specjalnie zorganizowanej wizyty w Warszawie. Zlekceważył jednoznaczne wytyczne. Nie rozumiem czemu to zrobił, może ocenił, że przesolono w kłamstwie? Jego odruch był dziecinadą wobec fachowej roboty Putina. Nie zdawał sobie sprawy, że amatorszczyzną nie można pokonać fachowości. No i dostał prztyczka w nos (delikatnie to nazywając). Nie pomogły żadne przytulanki. Wedle nagłośnionych wypowiedzi Rosji wyszedł na premiera okłamującego własny naród. Przełknął to, ale 'aluzju poniał'. Zaczęto robić gorączkowo wszystko, by zamazać grzech. Komisja Millera zaczęła coraz wyraźniej iść bezwzględnie po linii zadanym kursem, choć ciągle jednak bez dostępu do zasadniczych dowodów i dokumentów. 
Z zapałem podjęły to media. Wydaje się, że zasadniczą ideą przewodnią doniesień medialnych w ostatnich miesiącach jest stara zasada polityki otumaniania - kłamać, kłamać, i jeszcze raz kłamać, i nigdy nie przyznać się do kłamstwa. Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się w opinii publicznej prawdą. To pewnie prawda. Było tak w Niemczech po objęciu władzy przez nazistów, tak było w Rosji od rewolucji i jest w dużym stopniu do dziś. Tylko czy ten mechanizm zadziała w takim samym stopniu w Polsce? Miejmy nadzieję, że nie. Polacy nauczyli się traktować właściwie kłamliwą prasę przez kilka dziesięcioleci. Pamiętamy hasła "Prasa kłamie", które bardzo przyczyniły się do zwycięstwa 'Solidarności'. Oby nie zaszła konieczność wszczęcia akcji "Media kłamią".
Przysłowiową 'kropkę nad i' postawiła Prokuratura. Ostatecznie orzekła, że w katastrofie smoleńskiej nie uczestniczyła żadna trzecia strona, przyznając jednak, że z dokumentami nie mogła się zapoznać. I przy braku dokumentów wątek zamachu wykluczyła z postępowania śledczego. Sama decyzja tak podjęta jest kuriozum prawniczym i tak wejdzie do historii. 
A tymczasem coraz więcej danych, a jeszcze więcej braku danych wskazuje, że nie był to zwykły lotniczy wypadek. Na podstawie pewnych i udostępnionych dokumentów jest rzeczą jasną, że samolot został sprowadzony specjalnie na fałszywą wysokość i złą, zabójczą ścieżkę. W krytycznej chwili uparcie powtarzano z wieży, że samolot jest na 'kursie i na ścieżce'. Nakaz sprowadzenia na lotnisko był wynikiem decyzji z Moskwy i ten wątek także jest martwy, choć jasno wyrażony w raporcie Klicha. Samolot rozpadł się na tysiące kawałków, co przy takim lądowaniu jest po prostu niemożliwe. Fachowcy dobrze o tym wiedzą, ale nikt z zapraszanych speców do studiów nic o tym nie pisnął. Pasażerowie samolotu, wedle danych MAKu, poddani zostali przeciążeniu 100 g, stąd natychmiastowa śmierć wszystkich, co jest kompletnym absurdem fizycznym. Fachowcy tego nie zauważają w nagłaśnianych wypowiedziach. Albo studia zapraszają samych przygłupów, co jest mało prawdopodobne, albo fachowcy dobrze wiedzą co mają mówić. Sytuacja powypadkowa została sfingowana i na wszelki wypadek wrak zniszczono z premedytacją, a teraz rdzewieje i 'dojrzewa', by zatrzeć wszelką możliwość rzeczowego badania śladów. Komicznie brzmi celebrowanie owej brzozy na lotnisku, o którą zawadził samolot skrzydłem. Komizm polega na tym, że ktokolwiek miał do czynienia z fechtunkiem dobrze wie, że jest rzeczą niemożliwą tak zmierzyć się choćby idealnie wyrównanymi szpadami, żeby obie szpady się złamały i wzajemnie przecięły. A tu, słaba brzoza w stosunku do stalowej konstrukcji kolosa nie tylko że odcięła mu skrzydło, ale sama także uległa przecięciu. Na dodatek świadkowie twierdzą, że osławiona część skrzydła tkwiąca w pniu brzozy pojawiła się długo po samym wypadku. Byłoby to śmieszne, gdyby nie tak tragiczne. Jest jeszcze wiele innych dziwności jak wywrotka, półbeczki, czyściutkie koła samolotu po rzekomym zawadzeniu o błotnisty grunt, itp. Ale zostańmy przy tym. 
Jest rzeczą oczywistą, że mamy tu do czynienia z ingerencją w normalnie niezawodnie działające prawa przyrody i logiki w takich okolicznościach. Rzeczowo opisał to prof. Mirosław Dakowski. (p. artykuł prof. Dakowskieg jest tu albo tu), ale wedle ostatecznego orzeczenia Prokuratury nie było zamachu, nie było strony trzeciej w całej sprawie! 
Więc było co? I tu wykryć można pewien kalambur w orzeczeniu Prokuratury. Może specjalnie zakamuflowany, żeby mieć furtkę wyjścia w razie czego, a może po prostu wypowiedź nie została do końca przemyślana.
Jeśli nie ma strony trzeciej, pozostaje strona pierwsza, albo druga, albo obie razem. W takiej sytuacji nie można mówić o zamachu, a o zupełnie czym innym. 
Nie sądzę, żeby ktokolwiek się przyznał do wtrącania się w prawa przyrody. Wynika to z zasad funkcjonowania kłamstwa w okłamywanym społeczeństwie. Faktem jest, że od samego początku Rosjanie robili wszystko by ukryć przyczynę katastrofy i jej przebieg, a władze Polski robiły wszystko, by im w tym pomóc.

Oczywiście każdy Polak chciałby żyć w warunkach spokojnego komfortu psychicznego, mieć zaufanie do władz, ufać w funkcjonowanie demokracji. Takie perspektywy zarysowały się, złudne, jak się okazało, w pierwszych fazach 'Solidarności'. Złudne, bo dopuszczono do rozkradania majątku narodowego, przestępcy nie ponieśli żadnej kary, wielu wróciło do łask i w sumie doszło do radykalnego zagmatwanie sytuacji. 

Ciągle nie mogę pojąć, czemu to, po wszystkich latach okupacji, nie ma takiej ceny jakiej by nie warto zapłacić za przyjaźń z Rosją. Płacimy połykając kłamstwa katyńskie przez pół wieku, które zresztą są ciągle żywe w Rosji, płacimy kłamstwami smoleńskimi, coraz bardziej brutalnymi, znosimy posłusznie wszelkie upokorzenia w zakresie handlu i transportu, płacimy horrendalne ceny za gaz, zostaliśmy wasalami Rosji pod względem energii. Zastanawiam się z czego wynika ta służalczość. Czy przypadkiem nie polega ona na tym, że w demokratyzującej się, mimo wszystko, Europie, Rosja, jako silny sąsiad,  jest jedynym gwarantem panowania skorumpowanej elity i biurokracji w Polsce? 
Działania Komorowskiego, Nałęcza, Tuska, Grasia, Niesiołowskiego, Millera, zdają się potwierdzać takie przypuszczenia. Inaczej do sprawy podchodzi Sikorski. Postanowił dobrać się do serc władców Rosji od tyłu. Im głębiej włazi, tym mu cieplej, tym bardziej jest przekonany o słuszności swojej linii. 

Od miesięcy jesteśmy zarzucani niezmiernie agresywną propagandą skierowaną przeciwko wszystkim, którzy by chcieli uczciwej gry z Rosjanami i z Rządem. Ale ja ciągle czuję jakiś niedosyt. Może dlatego, że tylko z bardzo daleka obserwuję scenę polityczną Polski. Chciałbym włączyć się do nurtu, być w zgodzie z większością, oceniając po sondażach. Chętnie to zrobię, jeśli ktoś mi wskaże za co to właściwie mam nienawidzić tak wściekle ś.p. Lecha Kaczyńskiego, co takiego złego zrobił i robi PiS, żebym uznał tych zaprzańców polskiego honoru zaprzańcami polskiego honoru. Proszę o pomoc, jasne wskazówki za co mam nienawidzić? Pomożecie? (!)

Ciekaw jestem jak Tusk wymiga się od następnej kary Putina. Wiadomo, że dla Rosji jest spalony. Ciekawe, jaką karę wyznaczy mu Kreml za plajtę w okiełzaniu dociekliwych Polaczków. 

Zestawienie odsyłaczy do poprzednich wypowiedzi na ten temat jest tu.

[QEP08::036];Smol08,09;[QEP93::195]
w seici 11.4.2011; nr 2691

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

  Site Meter