Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XII; No 2685

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco


Jedno zdumienie dziennie...

 

 
.
 

Coś dla podniebienia (eskimoskiego).

Środowisko w jakim żyjemy, dostępność i sposób zdobywania pokarmu decyduje o tym co jemy i jak jemy. Obecnie, we wielu krajach, zdobycie pokarmu polega na wyskoczeniu do supermarketu i wypełnieniu lodówki, a potem spokojnym konsumowaniu. Albo jeszcze prościej, wyskoczenia do najbliższej 'szybożerni'. Nie tak bywało jeszcze bardzo niedawno, a zupełnie inaczej wglądało to u ludów żyjących na skraju cywilizacji. Inaczej wygląda to też teraz w krajach cierpiących na permanentny niedobór żywności. 

Antropolodzy tak opisywali obyczaje kulinarne Eskimosów na Diomede Island w Cieśninie Beringa (Alaska) jescze w latach dwudziestych ubiegłego wieku.
Przysmakiem było przegniłe mięso morsa, który leżał przez miesiące przykryty cienko ziemią. Przegniłe mięso przypominało bardzo dojrzały ser. Głowy ryb zakopywano i pozwalano im gnić przez długi czas aż ości przyjmowały konsystencję taką jakie miało po tym czasie mięso. Następnie ugniatano tę cuchnącą masę i zjadano jak ulepek. Bardzo ceniono świeże wnętrzności ptaków i ryb i zjadano je jak u nas je się ostrygi na żywo. Połykano żywe ryby, trzymając je za ogon głową do dołu, jak jadano śledzie w Holandii. Zjadano śluz zdrapywany ze skóry morsa wraz z uryną używaną do jej garbowania jak galaretkę. Tłuste larwy much karibu podawano na żywo, zawartość żwacza karibu trzymano w padlinie możliwie długo, aby porządnie sfermentowało. Zjadano też odchody nagromadzone w odbytnicy. Szczególnie dziwnym może wydawać się zbieranie bobków jeleni i zjadanie ich jak cukierki czy jagody. 
Wszystko to może wydawać się dziwne, ale w istocie niczym nie różni się od powszechnie akceptowanego francuskiego sera, sfermentowanych ryb skandynawskich, polskich czy szkockich flaków, czy małpiego mózgu na żywo którym delektowała się swego czasu chińska elita. 
Co do zjadania odchodów - wiele ssaków to robi i ma dwojaki cel. U młodych osobników zapewnia uformowanie właściwej flory bakteryjnej przewodu pokarmowego na wzór matki, u innych lepsze wykorzystanie substancji nieprzerobionych przez jedne zwierzęta i potrzebne innym. Nie tylko chodzi o kalorie - odchody zawierają co najmniej 30 procent wartosci kalorycznej pobieranego pokarmu - chodzi też o witaminy i związki chemiczne służące do syntezy substancji czynnych. 
Motywem przewodnim w kulinarnych obyczajach jest zjadać wszystko co jest zjadalne dopóki jest. Jak nie będzie, trzeba na tym zapasie przetrzymać głodówkę. Wtedy też otyłość, choć była stosunkowo rzadka, nie stanowiła problemu. Była dobrze odłożonym, nie narażonym na kradzieże i bankowe oszustwa kapitałem.

A oto karmelki arktyczne. Prawda, że wyglądają jak czekoladowe glansowane kuleczki?

[QZE08::023];[QEP92::229]
w sieci: 9.4.2011; nr 2685

 

 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

  Site Meter