Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XII; No 2683

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

Jedno zdumienie dziennie...

 

.

Jadwiga Kaczyńska
o
tragedii smoleńskiej.

 

"– Zginęli ludzie, którzy byli na czele państwa. I państwo się o nich nie upomina. To znaczy, że tego państwa właściwie nie ma. To znaczy – nie ma rządu, bo to jest rząd jaki? – mówi w dokumencie GazetyPolskiej.tv zatytułowanym „10.04.10” i dodaje: Wydaje mi się, że oni się bardzo boją poznania tej prawdy, albo ją znają, i też się boją!"

wywiad;"Fakt", 28.3.2011

 Mądra, spokojna, wyważona ocena sytuacji. Może tylko warto dodać, w myśl poprzednio przedstawionych uwag:

'Oni' ją znają, i też się boją, ale nie widzą wyjścia, i jeszcze bardziej się boją.. 

[Nawet nikt się nie pyta, kto z Moskwy nakazał wieży kontrolnej w Smoleńsku przyjąć polski samolot. 'Wszystko jest włączone', jak zapewniał Nikołaj Krasnokutski tajemniczego tow. Generała. Przecież łatwo będzie stronie rosyjskiej wykazać, jak zajdzie potrzeba, że był to na przykład dobry znajomy polskiej elity. I wtedy co zrobi elita? No, Nałęcz potrafi to zamajtać. Po to w sumie jest.. (p. sprawa Rosji napędzającej PiS przeciwko PO!)]

A po wielu miesiącach peanów na cześć wspaniałej współpracy z rosyjską prokuraturą,  nasi jakby ocknęli się (cytat z prasy):

"Prokuratorzy nie ukrywają już, że śledztwo wyjaśniające przyczyny katastrofy tupolewa utknęło w martwym punkcie. Rosjanie nie przekazali Polakom kluczowych dokumentów, choćby protokołów z przesłuchań pracowników wieży kontroli lotów w Smoleńsku, a bez nich rzetelne zbadanie sprawy jest po prostu niemożliwe. Politycy załamują ręce i mówią, że bez pomocy NATO się nie obejdzie. Ale już się kłócą o organizację obchodów pierwszej rocznicy, choć nikt tak do końca jeszcze nie wie, dlaczego w ogóle do tragedii doszło – wady maszyny, błąd pilotów, mgła czy fatalna praca kontrolerów lotów."

Nic, tylko przypomnieć tu niezastąpionego Nałęcza, któremu wtórowali i Kwaśniewski, i Sikorski, i Tusk, że nie wspomnę Komorowskiego. W skrócie jest to tak, że nie ma takiej ofiary, jakiej by nie warto złożyć na rzecz poprawienia stosunków polsko- rosyjskich. Trzeba też tu wspomnieć Grasia, co to uznał, że wszelkie szukanie pomocy z zewnątrz jest ocieraniem się o zdradą narodową. A Tusk uznał "za rzecz z gruntu nieprzyzwoitą to, co wyprawia wokół katastrofy smoleńskiej grupa polityków związana z PiS". Nu, to jak teraz z NATO, panie Graś? Z tym trzeba było wystąpić natychmiast 10.4.2010, zaraz po wypadku.
Całość sytuacji najlepiej podsumował europoseł Janusz Wojciechowski:
"Rosja ma nas tam, gdzie jej weszliśmy."

Tymczasem robi się wiele hałasu koło eksperymentu z bliźniakiem tupolewa TU-154M , a prokuratura nawet zajmuje się nową jednostką diagnostyczną - 'syndromem Tbilisi'. 
TU-154M najpierw długo był reperowany w Samarze, jeszcze po Haiti, potem się psuł, potem ruszał, znów się psuł, potem był niebezpieczny dla życia, a teraz ma wykazać, czy Smoleńska można było uniknąć. 
Nie znam się na lotnictwie, ale znam się jako tako na doświadczalnictwie. Jestem przekonany, że taki eksperyment jest bez sensu, jest zwykłym robieniem piany w mózgu. Członkowie Komisji Millera o tym pewnie wiedzą, ale 'rżną głupa' dla dobra sprawy. A jeśli o tym nie wiedzą, to nie powinny brać się za jakiekolwiek eksperymentowanie. 
Eksperyment nie może odpowiedzieć na pytanie, czy samolot mógł się poderwać, czy nie, bo nie żadnych podstaw by sądzić, że jest dokładnie taki sam, jak ten ze Smoleńska. Wprost przeciwnie, wszystko wskazuje na to, że jest inny po wszystkich naprawach jakie przechodził i jeden i drugi. 
Poza tym, bez znajomości parametrów lotu na trasie Warszawa-Smoleńsk i przed samym wypadkiem wmawianie, że próby takie mogą coś wyjaśnić to zwykła bzdura. 
Potrzebna jest też konkretna informacja, dlaczego samolot był ciągle 'na kursie i na ścieżce', jakie i w jaki sposób otrzymywał dane o swoim położeniu. Eksperyment symulacyjny bez symulacji podstawowego sprzętu i parametrów  jest bez sensu. A takiej symulacji nie można zrobić. 
Wiele można by wywnioskować po dokładnej analizie wraku, ale o to już zadbano, żeby to nie było możliwe. Dobrzy specjaliści i na tych zmanipulowanych szczątkach wiele by odczytali, ale o to też zadbano, i na wszelki wypadek nawet nie wspomina się o zwrocie wraku, jak to wielokrotnie obiecywano. 

Coraz więcej dowodów i wypowiedzi świadków wskazuje, że był to zamach. Tego jednak nie wolno nawet dotykać. No bo jak padnie słowo 'zamach', to zaraz padnie pytanie, kto za tym stał. Za każdym zamachem przecież ktoś musi stać. No i wtedy będzie klops. Za żadną cenę nie wolno dopuścić do badania tego wątku. 

Wreszcie kwestia żałoby. Prasa donosiła 5.8.2010:
"... prezydent elekt oświadczył, że Maria i Lecz Kaczyńscy oraz urzędnicy kancelarii prezydenta i Biura Bezpieczeństwa Narodowego, którzy zginęli w katastrofie smoleńskiej, zostaną godnie upamiętnieni na Krakowskim Przedmieściu."

Teraz trzeba zapomnieć o wszystkim, zakończyć żałobę, sprawy nie ma i nie było.

Aha. Dobrzy ludzie przysłali mi 'Mgłę'. Rzecz na skalę do podręcznika historii. Ale to już osobna sprawa do osobnego omówienia.

Inne notki związane ze Smoleńskiem:
początek
pigułki nienasenne;
Ławrow, Sikorski, i wdzięczność za tragedię;
ocieranie się o zdradę;
zamykanie sprawy;
wytyczne;
zapowiedź kary;
arcybolesność;
sianie MAKu;
kara;
bzdura c.d.;
cud budowlany.

[QZM04::169];[QEP93::081];Smol5,6,7
w sieci 30.3.2011; Nr 2683

 

 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

  Site Meter