Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XII; No 2679

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

Jedno zdumienie dziennie...

 

.

Jak to jest z tym radioaktywnym jodem.
(notka poprzednia)

Atomy izotopu uranu 235U stanowiącego materiał rozszczepialny w stosach atomowych, rozpadają się na dwa atomy zupełnie innych pierwiastków z wydzieleniem dużej ilości energii cieplnej, promieniowania jonizującego i neutronów. Ponieważ stos atomowy pracuje w środowisku wodnym, woda staje się nasyconym roztworem produktów rozpadu. Większość z nich odznacza się niewielką rozpuszczalnością w wodzie, pozostaje więc w prętach uranowych. Dobrze rozpuszczalnymi w wodzie są sole jodu i cezu. W przypadku więc, gdy ulatnia się gorąca woda z reaktora, czy to w wyniku uszkodzenia osłon, czy w wyniku koniecznego upustu pary dla zmniejszenia ciśnienia, zawarty jest niej radioaktywny jod 131I (jest też 137I, ale można go w tych rozważaniach pominąć). Stąd właśnie kłęby pary i dymu są tak niebezpieczne dla otoczenia. Jod z łatwością pobierany jest przez wszystkie organizmy żywe czy to przez oddychanie, czy przez picie wody skażonej radioaktywnym powietrzem, czy przez zjadanie pokarmów roślinnych pochodzenia roślinnego. 
Problem polega na tym, że wszystkie ssaki, w tym człowiek, mają zdolność do szybkiego pobierania i akumulacji jodu, który potrzebny jest do produkcji hormonów zawierających ten pierwiastek. Jest to trójjodotyronina i tyroksyna (tetrajodotyroksyna), które spełniają zasadniczą rolę w regulowaniu metabolizmu fosforu i wapnia. Brak jodu prowadzi do poważnych schorzeń, a na ogól nie ma go w nadmiarze w środowisku lądowym, dlatego jest skrupulatnie pobierany. To tarczyca jest miejscem produkcji wymienionych hormonów i tam jod się gromadzi. Tarczyca to jakby gąbka chłonąca jod. Radioaktywny jod szybko rozpada się z wydzieleniem wysokoenergetycznego promieniowania jonizującego, które uszkadza same tkanki tarczycy, a także powoduje napromieniowanie reszty ciała. Napromieniowanie tarczycy powodować może zrakowacenia tarczycy, a DNA w pozostałych częściach ciała może powodować uszkodzenie DNA, co prowadzi do odziedziczalnych mutacji genetycznych, a także zrakowaceń. 
Już w latach pięćdziesiątych, w okresie dosyć swawolnych eksperymentów z bronią atmową w atmosferze (radioaktywny jod powstaje tak samo w wyniku wybuchu uranowych jak i plutonowych bomb tamowych) zauważono, że mieszkańcy terenów arktycznych w znacznie mniejszym stopniu pobierali radioaktywny jod. Wyjaśniło się wkrótce, że zachodzi to dzięki dużej zawartości jodu w ich diecie. Ryby i wszelkie pokarmy pochodzenia morskiego są bogate w ten pierwiastek. I tak doszło do opracowania najprostszej metody ochrony przed akumulacją radioaktywnego jodu. Kiedy organizm ma go dosyć, przestaje być gąbką pochłaniającą wszelkie jego ślady. Podawanie więc jodu przed skażeniem środowiska chroni przed skażeniem organizmu. 
Mając to na uwadze, po katastrofie w Czarnobylu, zalecono podawanie jodu w całej Polsce (decyzję podjęto już 29 kwietnia 1986 nocą, i to na szczeblu KC PZPR, przed ogłoszeniem sprawy przez Rosję!). Specjalnych preparatów jodowych jeszcze nie było, pito więc płyn Lugola - roztwór jodu w jodku potasu stosowany do odkażania gardła i skóry, oraz wykrywania skrobi. Z zalecenia tego skorzystało 18,5 miliona osób w Polsce, w tym 95 procent dzieci (było to chyba najskuteczniejsze zalecenie KC w historii PRL). 
Warto wspomnieć, że juz w latach sześćdziesiątych działała w Polsce sieć laboratoriów badających skażenia żywności. (Rezultaty regularnych pomiarów, ściśle tajne, przekazywaliśmy odpowiednim urzędom.)
Istotnym jest fakt, że radioaktywny jod 131I ma bardzo krótki czas życia. Jego półokres rozpadu wynosi 8,1 dni. W technikach izotopowych przyjmuje się, że po upływie dziesięciu półokresów rozpadu, radioaktywność jest tak minimalna, że przy umiarkowanych źródłach, po prostu izotop nie istnieje. Tak więc można zakładać, że po stosunkowo krótkim czasie szkodliwość jego jest także minimalna. Przy chmurach radioaktywnych dochodzi jeszcze rozcieńczanie jodu w wyniku przemieszczania się mas powietrza i turbulencji. 
O ile w okolicy Fukushimy nastąpiło poważne skażenie powietrza i wody, wydano zakaz podawania wody dzieciom (łatwiej powiedzieć, niż wykonać!), to w miejscach bardziej odległych zagrożenie radykalnie maleje. Chmury radioaktywne skierowały się najpierw w kierunku USA, a tam nawet nie ogłoszono alarmu. To samo dotyczy Polski. Tak więc, póki co, nie ma się czym przejmować. W przypadku Nowej Zelandii dochodzi jeszcze bariera równikowa, mocno opóźniająca mieszanie się mas powietrza. 

notka następna

inne notki o radioaktywności:
o radioaktywnym plutonie;
radioaktywne grzyby.

następna notka o dozach napromieniowania.

ilustr.: lokalizacja tarczycy
[QZE08::030];[QEP93-018]21,35;[QEP68-036];[QEP38-126];
w sieci 24.3.2011; Nr 2679

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

  Site Meter