Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XII; No 2658

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

                                                                                 

 

Jedno zdumienie dziennie...

 
.
http://

Opasłe koty, czyli epidemia otyłości.

Już nie ma wątpliwości, że epidemia otyłości, niektórzy nazywają 'tsunami otyłości', opanowuje coraz większą część ludzkiej populacji. Początkowo wszystko wydawało się jasne. Rosnący dobrobyt pozwala na spełnienie najbardziej podstawowej potrzeby człowieka - przyjmowania pokarmu, w nadmiarze. Stąd tysiące rad, recept na właściwe dania i tryb życia. Czasem skutecznych, najczęściej nie. Wścibscy uczeni zaczęli szukać innych przyczyn. Z wielu obserwacji wynikało też, że zwierzęta domowe także dotknięte są tą epidemią. Najprostsza odpowiedź też była pod ręką - lepiej jedzą, nikt je nie głodzi, mieszkają w domach, itd. Nie zadowoliło to jednak wścibskości badaczy. Postanowiono zbadać jak to naprawdę jest ze zwierzętami domowymi. Sięgnięto do archiwów różnych instytucji badawczych, odrzucono wszelkie wyniki które wydawały się podejrzane ze względu na manipulacje dla celów reklamowych, przeanalizowano tylko spolegliwe dane o gatunkach badanych laboratoryjnie na przestrzeni ostatnich pięćdziesięciu lat. 
Udało się zebrać dane dotyczące 20.000 zwierząt z ośmiu gatunków w 24 populacjach, od naczelnych trzymanych w laboratoriach do zdziczałych szczurów miejskich w USA. 
Okazało się, że masa ciała szympansów wzrastała o 33% na dziesięć lat, a laboratoryjnych marmozetów o 9 procent. Masa myszy laboratoryjnych wzrastała o 12%, szczurów laboratoryjnych o 3%, a szczurów miejskich o 7% na dziesięć lat. To samo działo się ze zwierzętami domowymi. Koty grubiały o 10%, psy o 3% na każdą dekadę. 
Co więcej, wyników szeregu przypadkach nie można było złożyć na lepsze żywienie. Tendencja była ta sama w populacjach gdzie rodzaj i ilości podawanego pokarmu nie ulegały zmienia, ponieważ trzymano się ścisłej, kontrolowanej procedury przygotowywania pokarmu. 
A więc dzieje się coś, co nie ma bezpośredniego związku z kaloriami, stwierdzono. Coś musiało się zmienić w czasie, nad czym nie mieliśmy kontroli. Pozostały zmiany w środowisku lub niekontrolowane epidemie np wirusów czy bakterii. Podejrzewano coraz powszechniej spotykany adenowirus powodujący u ludzi przeziębienia, ale występujący też u zwierząt.
Najwięcej podejrzeń padło jednak na hormonalne czynniki ekologiczne, które weszły do środowiska w ostatnich dziesięcioleciach. Podejrzenie to zostało poparte obserwacją, że coraz częściej obserwuje się dziwne zachowania zwierząt na całym świecie. Coraz więcej jest ogłupiałych żab, nadaktywnych ryb, niebojaźliwych myszy, spadających z nieba bez powodu ptaków. 
A warto przypomnieć, że w samych tylko Stanach Zjednoczonych handel rozprowadza 82.000 różnych chemikaliów, z tego ponad 3.000 używa się jako dodatki do produktów spożywczych jako środki konserwujące, zapachowe, barwniki, itp. A wszystko to, prędzej czy później, trafia do gleby, ścieków, wód lądowych i mórz, a także do atmosfery. Ich dalsze losy i czas trwania w środowisku najczęściej po prostu nie jest znany. Większość nowowprowadzanych do handlu chemikaliów poddaje się testom biologicznym. W zasadzie bada się ich toksyczność i rakotwórczość. Zauważono jednak ze zdumieniem, pewnie po czasie, że nie bada się dodatków do środków spożywczych na ich zdolność ingerowania w system hormonalny zwierząt. A równowaga hormonalna to rzecz zasadnicza dla wszystkiego co żyje. Tymczasem wiele z powszechnie stosowanych związków chemicznych, których przedtem nie było w środowisku, potrafi zakłócać równowagę hormonalną blokując mechanizm sterujący metabolizmem. Wiele po prostu 'udaje' hormony, co bardzo zaburza naturalny rozwój i funkcjonowanie organizmu. Oprócz wielu insektycydów, herbicydów i fungicydów, których działanie wręcz polega na zaburzania systemu hormonalnego roślin, owadów czy grzybów, zwrócono uwagę na tzw bidphenol-A (BPA). Jest to stosunkowo prosty związek chemiczny (p. wzór), nie jest bezpośrednio trujący ani rakotwórczy, ale ku zdumieniu biochemików, w organizmie zwierząt potrafi symulować hormon o podstawowym znaczeniu - estrogen. 
Dodanie do kotła metabolicznego BPA, to jakby nasypanie piasku do zegarka mechanicznego. A produkcja  BPA w skali światowej jest olbrzymia i ciągle wzrasta. W r. 1980 produkowano ok. jednego miliona ton, a w r. 2007 ponad 2,2 miliony. Z tego aż 5 procent używa się jako tzw środki kontaktowe z produktami spożywczymi. Powłoka wewnętrzna puszek, butelki plastikowe, naczynia, wszystko to powleczone jest BPA, no i oczywiście same wytwory plastikowe składają się z BPA, niedostępnego bezpośrednio, ale w końcu też znajdującego swoje miejsce w biosferze.  Ocenia się, że w morzach znajdują się setki milionów ton plastikowego śmiecia, sama Japonia dorzuca swój udział w ilości 150.000 ton rocznie. 
I tu może być 'pies pogrzebany'. Okazuje się, że BPA jest już wszędzie, wykrywa się go we krwi 95 mieszkańców Ameryki i nie widać racji by w łańcuchu pokarmowym nie dotarł do wszystkich ludzi, zwierząt domowych i dzikich. Niestety wygląda na to, że 'pies' przysłowiowy jest już nie do odgrzebania. Rozlazł się wszędzie i nawet nie wiadomo jak jest długi jego czas biologicznego półtrwania. 
Pożyjemy, poobserwujemy, pobadamy, może znajdzie się wyjście tej ekologicznej pułapki. 


4,4'-dwuhydroxy-2,2-dwufenylopropan, BPA

[QZE08::009];[QEP91::254]a,b;[QEP85::035];[QEP04::189];[QHB08::070];[QHB11::025];[QHB11::042];[QHB12::039]
w sieci 11.2.2011; Nr 2658

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

  Site Meter