Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XII; No 2652

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

Jedno zdumienie dziennie...

 

.

Arcybolesnej bzdury
ciąg dalszy
.

Na sprawę katastrofy smoleńskiej, Małego Katynia, jak proroczo nazwał to Urban, patrzę z innej perspektywy niż Rodacy w kraju. Nie mam żadnej racji politycznej, od czasu do czasu muszę jednak klarować rzecz tuziemcom, a także przyjdzie pora wylegitymowania sprawy przed młodzieżą  Polonii. 
Przebieg wypadków po katastrofie i stan obecny umożliwia wyciągnięcie pewnych wniosków. 

Raport MAK.
Nie ma najmniejszej wątpliwości, że Raport przedstawiony Polsce jest bzdurą. Napisany został z całkowitą pewnością, że wytyczne Miediewa, Putina, i Sikorskiego zostaną wiernie wykonane i nikt nie śmie podnieść ręki na takie dictum. 
Stało się jednak inaczej. Tusk przecenił moc swoich umizgów i obłapanek z Putinem i ośmielił się pisnąć, że Raport jest nie do przyjęcia. Jest rzeczą zupełnie oczywistą, że należało za Raport podziękować i odesłać bez 150 stron uwag, o których wiadomo było, że zostaną zlekceważone. Jedyną godną odpowiedzią mogło być stwierdzenie, że nie może strona polska analizować Raportu, ponieważ nie ma dostępu do materiałów na podstawie których został opracowany. Jak mogło być inaczej? W tej sytuacji - pułapce, w którą Rząd dał się wciągnąć, wszelkie uwagi i zastrzeżenia są tylko tylko domysłami lub przypuszczeniami na niczym nie opratymi. No i tak zostały potraktowane, i pewnie o to chodziło. (Z ostatniej chwili - Rząd radykalnie' zmienia stanowisko w sprawie Raportu na ... zupelnie nijakie /16.2.11). 
Tusk jednak zrozumiał dostawszy prztyczka w nos (a może się okazać, że i nóż w plecy). Wolał nie czekać na dalsze kroki i maszyna ruszyła. Propozycja potępienia Raportu upadła. Została odrzucona już na etapie rozważań przez Komisję. Nawet nie zgodzono się na zacytowanie wypowiedzi Tuska na temat tego Raportu. Uzasadnienia nie doczytałem się. Jest rzeczą oczywistą, że posłowie potrafili poznać się na Raporcie. Nie wszyscy są tak głupi, jak to czasem wynika z ich niektórych wypowiedzi publicznych. 
Ale nauczkę zrozumiano 'na górze', zadziałała partyjna dyscyplina. Tak samo zadziałała partyjna dyscyplina, czyli maszynka do głosowania, przy votum nieufności dla ministrów Grabarczyka i Klicha. 
Przy okazji nasuwa się spostrzeżenie co do poprawności stosowania partyjnej dyscypliny. Pewnie z Konstytucją nie jest sprzeczna, ale nie ze zdrowym rozsądkiem i interesem społecznym. Przecież posłowie reprezentują wyborców. Wiedzą przecież co ludzie myślą o wypadku i Raporcie, mają też swoje zdanie o niedołężnych ministrach. Ale głosują tak jak każe Partia. "Partia Matka Nasza" wraca? Coś tu nie jest w porządku, na zdrowy rozum rzecz biorąc. 
Jednym słowem rosyjskie ostrzeżenie potraktowano bardzo poważnie. I zapewne słusznie. W tak zagmatwanej i zakłamanej sprawie niejeden szkielet tkwi w szafie. Tusk wie, że mimo wszystkie umizgi, uściski i obłapanki, Putin nie będzie miał żadnych skrupułów wypalić następny strzał. 
W tym kontekście rozumiem też kurczowe trzymanie na stołkach Klicha i Grabarczyka. Jeśli ktoś z ferajny poczuje się odrzucony i pokrzywdzony, może zacząć świnić. Partii na to nie stać. Teraz na ciepłe trzeba dmuchać, póki nie będzie za późno. A tematów do sypania jest wiele.

A spraw niebezpiecznych, które w każdej chwili mogą zaowocować opłakanymi skutkami jest wiele. Że powtórzę niektóre sprawy z poprzedniej mojej wypowiedzi:

1) Panuje prawie że zupełna cisza na temat meaconingu - najbardziej prawdopodobnego wyjaśnienia przyczyn wypadku. Już w kwietniu mówił o tym prof. Chodakiewicz z Instytutu Polityki Światowej w Waszyngtonie. Podkreślił też, że Rosja jest bardzo zaawansowana w tej technice. A potem wypowiadało się wielu specjalistów. 
2) Cisza panuje też na temat owych 100 g jako przyczynie natychmiastowej śmierci wszystkich w samolocie. Poza jednym, niezbyt pewnym i nieprecyzyjnym potwierdzeniem takiej możliwości, nikt temu nie daje wiary. Lotnicy zabierający głos milczą na ten temat.
3) Dlaczego samolot po zawadzeniu o nikłą przeszkodę (30 cm drzewko) wywinął tak spektakularnego kozła i rozbił się przy tym na dziesiątki tysięcy kawałków?
4) W dalszym ciągu nie ma mowy o tym, co to za ludzie uciekali z wieży po wypadku, zostali schwytani przez milicję, jeden nawet się bronił! Co tam robili? Można łatwo udowodnić stosowaną metodą w śledztwie rosyjskim, że to byli polscy nasłańcy dzielnie odpędzeni przez tajne służby rosyjskie.
5) Z dumą rozgłoszono, że zidentyfikowano osoby z którymi kontaktowano się z wieży, ale o tajemniczym tow. generale, któremu meldowano, że wszystko jest włączone, ani słowa. Tymi samymi metodami można wykazać, że to był polski generał oddelegowany do akcji specjalnej. 
Są też wątki ściśle polskie:
6) Nie wiadomo co robił na lotnisku ambasador tytularny Tomasz Turowski, kierownik Wydziału Politycznego Ambasady RP w Moskwie. Że był, jak duża świta innych ambasadorów, to pół biedy. Gorzej, że to on jakąś dziwną mocą kazał rosyjskim wojakom zabierać i niszczyć polskie nagrania. Tu już najłatwiej wykazać, że wykonywał specjalne zlecenia polskie. 
7) Nikt nie wyjaśnia, nawet nie śmie zadać pytania, dlaczego zniszczono teren zacierając wszelkie ślady (nawet usunięto drzewka), dlaczego celowo niszczono a potem przeniesiono wrak bez badania z dostępem polskich specjalistów. Nikt nie wyjaśnia dlaczego wielokrotnie zapowiadana grupa specjalistów ruszyła tak późno na miejsce katastrofy i nie składała się z odpowiednich specjalistów, no i wróciła właściwie bez efektów. Prokuratura coś niby ruszyła na temat zniszczenia wraku, ale jakoś jakby bez związku ze sprawą. (Z ostatniej chwili - aha, jest olbrzymie osiągnięcie - Polacy zostaną dopuszczeni do sprawy karnej wytoczonej czterem rosyjskim mołojcom, jakby to miało jakikolwiek związek z wypadkiem. /15.2.11)
8) Nie wyjaśniono także jak to było ze zorganizowaniem dwóch rocznic i skandalicznym  przygotowaniu podróży drugiej. Są tylko przepychanki bez konkretów, choć to wydawać by się mogło, prosta sprawa. Przecież procedura podróży VIPów jest jasno określona przepisami.
9) Wreszcie warto by wiedzieć jak to było z proroctwem Urbana. W przeddzień katastrofy 'NIE' Urbana, a także 'Fakty i Myśli', proroczo przewidziało krach samolotu jako 'Mały Katyń'. Czyżby był jakiś przeciek w Polsce? Ciekawe czy Prokuratura się tym zajęła.

W każdym razie jedno jest pewne. Takiego wypadku jaki opisuje MAK i od miesięcy powtarza prasa polska nie było, jeśli w Rosji działają te same prawa fizyki co w kosmosie i te samo reguły logiki co w krajach cywilizowanych. To oczywista oczywistość (!!).

Staję w obronie Anodiny!
Te ponure rozważania warto zakończyć czymś weselszym. Niewątpliwie dokonano gwałtu na narodzie polskim. W każdym dochodzeniu o gwałt pada zawsze kluczowe pytanie: Kto zdjął majtki? Oczywiście winien ten, kto pierwszy zdjął majtki .

On jest winien, 
ona czysta,
Tusk zdjął majtki, 
oczywistość to oczywista.

A Anodina, choć generał, ale też kobieta, z okazji skorzystała. Dyć Tusk dosyć przystojny i swój ponury wdzięk ma..

Jest w tym wszystkim także pewien element optymistyczny.
Otóż niezależnie jak się sprawy potoczą, czyja okaże się wina, był zamach czy nie,  sprawa katastrofy smoleńskiej przejdzie do historii prawa i lotnictwa. Takiego wypadku i tak skandalicznie prowadzonego śledztwa historia nie zna. Studenci będą się o tym długo uczyć. Polska wejdzie do historii jak głupiec. Ale w polityce już tak jest. Nie ważne co się mówi, ważne że się mówi. Najgorsze jest milczenie.  

[QZE07::198];Smol5,6
w sieci 11.2.2011; Nr 2652

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

  Site Meter