Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XI; No 2608

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

Jedno zdumienie dziennie...

 

.

Gilotynowe tańce.

Wielka Rewolucja Francuska wybuchła w 1789 roku i dotąd rocznica zdobycia Bastylii w lipcu 1789 obchodzona jest we wielu krajach. W wyniku różnych komplikacji wewnętrznych i zewnętrznych rozpoczęły się rewolucyjne szaleństwa. Dla usprawnienia pracy katów wymyślono gilotynę. Wkrótce spadła głowa Ludwika XVI (23.1.1793) i pokazano ją rozradowanemu tłumowi. Taki był obrządek. 

Za parę miesięcy to samo przydarzyło się Marii Antoninie. Gilotyny zbudowano w większości miast francuskich na najważniejszych placach. Nie narzekały na bezrobocie a lud miał wielką uciechę. Uczestniczenie w obcinaniu znajomych głów było ulubioną rozrywką gawiedzi, dyć nie było wtedy telewizji, nawet radia. O najlepsze miejsca na placach egzekucji walczono zawzięcie, kobiety już nocą zajmowały miejsca pod gilotyną, a żeby nie marnować czasu w oczekiwaniu, zajmowały się robótkami ręcznymi. We krwi skazańców moczono chusteczki czcząc je jako relikwie, kat zarabiał krocie na pamiątkach po skazańcach. Wielce ceniono wiązanki włosów pobrane od skazańców w momencie ostatnich postrzyżyn. 
O władzę najwyższą w karju wojowali Georges Jacque Danton i Maximilien François Marie de Robespierre. Robespierrowi udało się wysłać Dantona pod nóż (5.4.1794), ale kiedy w lipcu tego samego roku Rospierre wypalił, że należy oczyścić Komitet Bezpieczeństwa Publicznego, przelała się miarka dotąd jednogłośnie działająca jak prawdziwa maszynka do głosowania. Wszyscy poczuli się zagrożeni, powstał wrzask, 'tyran!', wołano, 'kryminalista!', choć dzień przedtem wszyscy byli zgodni w decyzjach. Robespierra poturbowano i zamknięto. Następnego dnia (28.7.1794), tego dnia miała iść pod nóż Józefina, przyszła Cesarzowa, ale się jej upiekło, Robespierre, ze złamaną szczęką, poszedł pod nóż, ku uciesze tłumu. Ale nawet pod gilotyną kopał, przeklinał i się nie dawał. Na nic to się zdało. 
Kiedy jednak spadła głowa Robespierra, lud szalał. I to przekornie, ciesząc się końcem panowania terroru. Nastąpiło niebywałe rozbestwienie obyczajów. Damy z towarzystwa latały po ulicach Paryża topless, panienki w tak przejrzystych muślinach, ze nawet rozbierać nie było co, kawalerowie prześcigali się w strojach szokujących dziwactwem. Po jakimś ustatkowaniu się, przyszła moda na 'gilotynowe bale'. Było to dosyć szokujące zjawisko odreagowania na lata terroru. Urządzano 'bale ofiar' z ograniczonym wstępem tylko dla osób, których najbliżsi zginęli pod gilotyną. Gości dokładnie legitymowano żądając przedstawiania dowodów. Zdarzały się próby podrabiania dokumentów, byle dostać się na bal. 
Obowiązywał strój balowy i gilotynowa fryzura. Panie nosiły białe suknie oznakowane czerwoną szarfą jak skazańcy, na szyi obowiązkowo musiała być czerwona aksamitna opaska, jak ślad gilotyny. Włosy podcięte na krótko z tyłu aż do linii owłosienia, z boku można było mieć 'psie uszy' aż po ramiona. Obowiązywały style 'à la titus', albo 'à la victime', jak skazańcy wysyłani pod gilotynę (żeby włosy nie przeszkadzały spadającemu nożowi). Najciekawszym jednak był przebój taneczny. Figurą taneczną były grymasy i podrygi takie, jakie robi ciało podczas ucinania głowy. Tancezre napatrzyli się dosyć by się tego nuaczyć. 
Potem wszystko powoli zaczęło wracać do normy, a plac gilotyny nazwano placem zgody (Place de la Concorde). 

 

 

[QZE07::161];[QCP05088-23;[QRE02::306]p23;[QEP84::258];QCPxxx
w sieci 19.12.2010; Nr 2608

 

 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

  Site Meter