Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XI; No 2570

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

Jedno zdumienie dziennie...

 

.

Kalkulator Apokalipsy.

Wszystko co może się w przyrodzie zdarzyć, to się zdarzy. Tylko najczęściej nie wiemy kiedy, gdzie i w jakim stopniu nas to będzie dotyczyć. 
W całej pełni odnosi się do zjawisk astronomicznych jak narodziny gwiazd, szaleństwa czarnych dziur, ale także do bliżej nam znanych - odwiedzających nas meteorów, meteorytów, asteroidów, czyli 'spadających gwiazd'. 
Drobne ciała niebieski zderzają się z ziemią nieprawdopodobnie często. Tysiące błysków widocznych, setki tysięcy niewidocznych gołym okiem, w skali światowej zdarzają się codziennie. Obiekty wielkości samochodu spadają z nieba średnio raz do roku i kończą żywot spektakularnym fajerwerkiem, czasem deszczem niegroźnych najczęściej odłamków,  dzięki swej szybkości i gęstości atmosfery. Większe obiekty rzędu kilkuset metrów spadają średnio co około 2000 lat powodując poważne szkody lokalne. Słynny meteoryt tunguski w r. 1908 miał zaledwie około 100 m średnicy. Gdyby spadł na miasto, szkody byłyby olbrzymie, ale jednak lokalne. Na Syberii zdewastował około 2000 km2 tajgi. Ale co kilka milionów lat wchodzi nam w drogę ciało niebieskie o średnicy rzędu kilometrów. Wtedy skutki obejmują całą planetę i są one niewyobrażalnie poważne. Około 250 milionów lat temu planetoida o około 10 km średnicy radykalnie zmieniła florę i faunę kuli ziemskiej, a 67 milionów lat temu w wyniku podobnej katastrofy wyginęły olbrzymie gady (tak głosi jedna z prawdopodobnych hipotez dotyczących tej sprawy). 
Jednym słowem jest nad czym się zastanawiać. 
Uczeni z Purdue University w USA (prof. Jay Melosh) i Imperial College London opracowali ogólnie dostępny program komputerowy - właściwie kalkulator, którym można posługiwać się 'on line'. Kalkulator oparty jest na podstawie zebranych informacji z tysięcy zaobserwowanych zjawisk i poparty skomplikowanymi obliczeniami. Wystarczy wejść na stronę:
http://www.purdue.edu/impactearth    
gdzie pojawi się klawiatura kalkulatora z rubrykami do wypełnienia, coś jak gdyby menu katastrofy -

i wprowadzamy swoje życzenia. Ja wprowadziłem takie parametry, bez specjalnego zastanawiania się, ale dosyć realne: 
Zakładam, że znajduję się 50 km od miejsca przewidywanego upadku asteroidu, asteroid ma tylko 1 km średnicy i składa się ze skały zbliżając się do ziemi pod kątem 45o z szybkością 41 km/godz. i wpada do zbiornika wodnego (morza) o głębokości 100 m.
Po chwili mamy obraz oczekującego nas zajścia
i wszystko jest jasne. 
Przy zadanych parametrach nie zmieni się długość dnia, możemy spać spokojnie w przyszłości. Dziura w morzu będzie miała średnicę 24,8 km, oczywiście zniknie po jakimś czasie. Powstanie krater podmorski o średnicy 14,7 km i głębokości 5,21 km, ale wkrótce rozmyje się do 21 km średnicy i głębokości 740 m. W wyniku zderzenia stopi się i w połowie wyparuje około 7,24 km3, a grubość warstwy skały stopionej wyniesie 42,5 m. Jak dotąd wszystko OK. Ale po 1,69 min będzie mi lecieć na głowę pył i odłamki i pokryją mnie warstwą grubości 3,37 m. Ale na pociechę, większość będzie to pył, a kamienie będą średniej wielkości 85,2 cm. To już gorzej, ale w dobrym schronie nic nam nie grozi. Gorzej, że kula ognista prawie 100 razy większa od słońca pojawi się już po 4,73 min, będzie niosła energię 867 razy większą niż napromieniowanie słoneczne. W tych warunkach ubranie, papier, trawa, lasy, drewno, wszystko płonie. Ludzie doznają poparzeń trzeciego stopnia. Fala sejsmiczna dopadnie nas po 10 sekundach i będzie miała moc 8.2 w skali Richtera. Domy, mosty, tamy rozwalą się, krzywią się szyny kolejowe. Fala powietrza dołapie nas po 2,53 min, zdmuchnie co się da, bo podmuch będzie rzędu 910 m/sec (ok. 3300 km/godz), szczegóły skutków zostawmy wyobraźni. Do wybrzeża fala tsunami dotrze po 26,6 min i będzie miała amplitudę od 24,8 m do 49.6 m. 
Można bawić się godzinami. Osoby o marzycielskiej naturze powinny wybrać różne scenerie a potem spokojnie iść spać. 
Niestety sprawa nie leży tylko w sferze marzycielskiego horroru. Kilka lat temu astronomowie namierzyli asteroid 2006HZ51 o średnicy zaledwie 800 m, zbliżający się w stronę naszej ziemi. Zderzenie mogło nastąpić 21 czerwca 2008. Nie nastąpiło, prawdopodobieństwo było stosunkowo małe (1:6.000.000). Powaga problemu polega jednak na tym, że potrafimy namierzać tylko duże asteroidy i to jedynie z wyprzedzeniem 2-3 letnim, zakładając że stacje badawcze nie przegapią intruza. Ale nawet gdy go namierzą a prawdopodobieństwo spotkania będzie wielkie, ludzkość może tylko założyć ręce i oczekiwać. Jak dotąd nie mamy żadnej możliwości ingerowania w te sprawy. Rozważa się rozbicie intruza wybuchami jądrowymi, 'namówienie' go do zmiany trasy jakąś cudowną bronią, ale to tylko mrzonki. Perspektywa tragedii kosmicznej chyba jest jedynym racjonalnym  uzasadnieniem badań w zakresie broni jądrowej. Może to coś da. Tymczasem jednak wolimy skierowywać głowice jądrowe na sąsiadów. Bardziej realistyczne i więcej w tym frajdy, gdyby co.  

PS. Pozwoliłem sobie, w marzycielskiej wenie, zadać kalkulatorowi sprzeczne dane. Oszukać się nie daje. Na pytanie jaki bę podmuch w odległości 0 nie odpowiada. Ale zabawa fajna

[QZE07::150];[QEP84::164]
w sieci 7.11.2010; Nr 2570

.  

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

  Site Meter