Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XI; No 2525

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

 

 

Jedno zaczytanie dziennie...

.

 

 

Od Fredry do Herberta
( 200 lat poezji)

Nowym tom przekładów pana Marcela Weylanda, wydany niedawno w Sydney ( Brandl & Schlesinger) pod tytułem „The Word/ Słowo” obejmuje wiek XIX i XX polskiej poezji - od romantyków do poetów nam współczesnych. Tytuł zbioru zapowiada już dwujęzyczny układ książki, istotnie obok przekładów są oryginały. W hierarchii chronologicznej nestorem tej antologii jest Aleksander Fredro, który figuruje we fraszkach i w wierszach dla dzieci. Trzeba od razu wyjaśnić koncept owej antologii, którą tłumacz podzielił na sfery tematyczne. I tak mamy zatem wiersze o poezji, miłości, śmierci, wojnie, holokauście, wygnaniu i emigracji czy o Bogu. Jest jeszcze obszerny dział o naturze, refleksjach i różnościach ( miscellanea) oraz część antologii poświęcona osobno balladom ( „Trzech Budrysów”, „Czaty”). Pojawia się więc też kryterium formy ( a nie tematu), podobnie jak w działce odmierzonej dla fraszek. A na zakończenie mamy sferę tłumaczeń, wypełnioną tylko żartobliwym utworem Gałczyńskiego. Całość liczy aż 478 stron, co daje pojęcie o rozmiarach tej antologii, a sporo stron zajmują biogramy zamieszczonych w niej poetów oraz przypisy. Istotny jest także wstęp od Autora antologii, który przybliża nam jego ukochanie polskiej poezji, trochę biograficznych faktów a wreszcie rysuje w ogromnym skrócie dzieje naszej poezji od XVI wieku do czasów najnowszych. Wypada jeszcze wspomnieć, że tytuł książki „The Word/Słowo”, choć zaczerpnięty od Tuwima, wyraża tę samą – tuwimowską - pasję dla poezji: „karmię zgłodniałe ciało/ słowami jak owocami/…słowo jest winem i miodem/ słowo jest mięsem i chlebem”.Tę pasję pan Weyland dzieli z Tuwimem, a wielka jest wrażliwość twórcy tej antologii i jej tłumacza na poezję. Istotnie, pan Weyland ma jakby we krwi żyłkę do poetyckich przekładów, jest w dodatku jakby genialnym medium poetyckich duchów tylu epok, z tym może zastrzeżeniem: bardziej leży mu liryka aniżeli epos. A jednak za herkulesowy trud przekładu „Pana Tadeusza” otrzymał nagrodę Ministerstwa Kultury.

Antologia obejmuje 60 poetów tworząc jakże różnorodną panoramę, w której obok Mickiewicza, Słowackiego, Norwida znajdujemy wiersze Lenartowicza, Asnyka, Konopnickiej, Kasprowicza, Przerwy-Tetmajera, Wierzyńskiego, Lechonia, Czechowicza, Leśmiana, Tuwima, Wittlina, Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Baczyńskiego, Gajcego, Staffa, Gałczyńskiego, Różewicza, Poświatowskiej, Herberta, Szymborskiej czy ks.Twardowskiego, by wymienić tylko bardziej znanych. W antologii jest też sporo wierszy poświęconych tragedii Holokaustu, co nie dziwi a jedynie daje pełniejszy obraz tamtej straszliwej wojny. Szczególnie wstrząsające są utwory Władysława Szlengla, który zginął w powstaniu w getcie warszawskim. Pewnym kuriozum jest tu wiersz Jana Kotta „Obrońcom getta” ( z r. 1943, po wojnie autor raczej zajął się krytyką ), w którym są np. takie słowa : „walczy miasto umarłych – ty odwracasz twarz”, słowa niezbyt sprawiedliwe. Armia Krajowa dostarczała broni powstańcom, a mieszkańcy stolicy nie byli obojętni na los Żydów. Warszawski tramwajarz woził też paczki do getta, niestety otwarta pomoc militarna nie była możliwa. Niemiecka przewaga w uzbrojeniu nie pozwalała na zryw, co pokazało fatalne powstanie w 1944, wywołane naiwną oceną sytuacji, która dawała złudę pomocy Rosjan.

Nieuzasadniony lament Kotta nie przyćmi jednak bogactwa omawianego tomu, ani talentu pana Weylanda, który z miłością układał przez lata swoją antologię, na marginesie swej pracy zawodowej ( architektura, prawo). Ale powoli z tego „violon d’Ingres” wyłoniło się dzieło, które dziś podziwiamy. Trawestując popularny toast zaśpiewajmy więc tłumaczowi „dwieście lat, niechaj żyje nam!”. Każda antologia jest po części owocem osobistych wyborów, wiedział to i Borges składając swoją „Antologia personal”. Nie inaczej jest z antologią pana Weylanda, chociaż we wstępie wspomina on o konsultacjach z prof. P. Skrzyneckim oraz z niżej podpisanym. Dodaje też, że nasze „comments were valued and acted upon”, co niezupełnie zgadza się z prawdą, przynajmniej z mojej strony. Niestety, tłumacz zignorował moją radę co do Putramenta, który był raczej enkawudzistą i agentem służb specjalnych niż literatem, uprawiał zresztą prozę, a z jego wierszy młodzieńczych trudno określać go jako „poetę”. Z tych trzech powodów nie powinien więc figurować w antologii, jego obecność jest tu dużym dysonansem, zwłaszcza gdy wziąć pod uwagę twórców moralnie tak czystych jak Herbert czy Wittlin. Zabrakło panu Weylandowi smaku i subtelności ducha, kiedy do grona swoich poetów włączał Putramenta, próbując nieco wybielić go we wstępie, odsłaniając jedynie wieloletni pobyt tego pana w ZSRR. Dostaliśmy wprawdzie piękny placek polskiej poezji, ale z zakalcem.

Innym niewypałem jest mylna interpretacja mojego wiersza „Wigilia wygnańców” (str.198), który tłumacz raz odnosi do wigilii „from the dark years of the Stalinist rule” (str.19), po czym w przypisach zaprzecza tej wersji, sytuując ową wigilię w czasach Gomułki (str.477), po których – jego zdaniem – nastąpił „end of the communist regime” (!?). Genialny tłumacz okazał się tu marnym historykiem, a nawet kiepskim matematykiem, bo w tamtych czasach byłem w wieku przedszkolnym, nie pisałem jeszcze wierszy. Kontekst mojego sonetu wskazuje zaś wyraźnie na wigilię stanu wojennego, inną sprawa jest to, że pan Weyland nie raczył skonsultować ze mną swoich wątpliwości, lecz z całą beztroską ukrył przez czytelnikiem Zachodu wojskowy zamach stanu z 1981 r. , choć nie było to chyba celową manipulacją. Wspominam o tej pomyłce interpretacji, gdyż corrigenda wydrukowana po ukazaniu się książki nie trafia jakoś do wszystkich egzemplarzy antologii, ilustrowanej z wdziękiem przez panią Philippę Weyland.

Mimo tych usterek antologia Marcela Weylanda pozostanie wielkim sukcesem na polu krzewienia polskiej poezji, a jak trafnie napisał prof. Peter Skrzynecki, sam przeciez też poeta : „This bilingual edition is fresh, challenging and reveals Poland with its tragedies and victories, hopes and dreams, symbolic of the White Eagle".

Marek Baterowicz

---------

Inna wypowiedź o książce Weylanda i odsyłacze do jego twórczości znajdują się tu

[QZE07::121];[QLE15::204];[QAB08::217]
  w sieci 13.9.2010; nr 2525

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

  Site Meter