Seria poetycka; Polish poetry (English translations) ISSN 1176-7545; rok XI; No 2415

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

 

.
Teofil Kowalczyk

(1908–1985)

Mak zawstydzony

W zacisznym gabinecie przestali pić wino
i wyrok napisali wieczorną godziną.
Wiosenny wiatr poszumem gasił trzask motoru,
gdy ich wieźli zakutych w kajdany do boru.

Pod lasem ich wywlekli: krótki strzał w tył głowy
i każdy do podróży w zaświat był gotowy.
Nie stali po bilety w ogonku przy kasie:
zawdzięczali to wyższej, szlachetniejszej rasie.

Z osłupienia się pierwsza obudziła brzoza:
– Co to było? Skąd u nóg moich taka zgroza?
Czemu to martwo w gwiazdy patrzy młody chłopiec?
Zaszumię wonniej nad nim, żeby tego dociec –

Nie przywrócisz mu szumem życia, panno lasu,
Historia obróciła mocniej koło czasu.
Gdy płonie las, nie mogą w nim żyć polne róże,
Młody chłopiec zagrażał zachodniej kulturze.

– Jakiż to grzech popełnił? – zaszemrała brzoza.
Czy kochał kwiat paproci i wiądł, jak mimoza?
Czy bibliotekę sykstyńską spalił w starym Rzymie?
Nie – on walce o wolność poświęcił swe imię. –

– A ten drugi dlaczego oddał młode życie?
Czy okradał kościoły? Czy truł ludzi skrycie?
Czemu go zastrzelono, jak dzikiego zwierza?
Czy ludzkie mięso jadał przy szepcie pacierza?

– Nie okradał kościołów, nie mordował ludzi,
Nie lubił hakenkreuzów, ale któż je lubił?
Zastrzelono go z dzikim, cynicznym bezwstydem
za to, że był hańbionym i zaszczutym Żydem.

Gdy ich w ziemi chowano, nie szumiały drzewa,
tylko chłodem błyskała gwiazd ciężka ulewa.
Z zimnym rozsądkiem patrzał lodowaty księżyc
na grób pod psim cmentarzem we wieńcu ostrężyn.

I trawa nie wyrosła na biednej mogile
uległa nowym czasom i własnej bezsile.
Tylko mak wyszedł z żyta zielonej ustroni
i na grobie się kwiatem, jak wstydem, zapłonił.

W okresie teroru 1943 roku zastrzeliła żandarmeria
niemiecka w pewnej miejscowości w powiecie miechowskim
dwóch ludzi – Polaka i Żyda. Przez długi czas mogiła nie porosła nawet źdźbłem trawy. Dopiero następnego lata wyrósł na mogile piękny, polny mak. Stąd ballada. (Przyp. autora)


The shamefaced poppy

In a cosy retreat they at ease drank and ate
and indited the sentence when it grew quite late.
The spring wind covered over the motor’s dull roaring
while, in chains, two were borne to the wood in the lorry,

near the trees dragged out; shot in the back of the head;
both were thus to the other world skilfully sped.
For their tickets they did not stand long in the queue,
for this, thanks to the noblest of races were due.

The beech first to come to in amazement complete:
– What has happened? What horror is this at my feet?
Why the boy looks at stars with such unblinking eyes?
My scent I’ll spread above him – perhaps he’ll rise?

– You will not thus return him to life, forest maid,
Wheel of history is spinning much faster today,
a field rose shan’t survive in a forest aflame
the young man was a threat to our culture sublime.

– What the sin he committed, the beech murmured, – say,
had he loved the fern flower, and so pined away?
Did he the Sistine Library destroy in old Rome?
– No, he struggled for freedom, and now he is gone.

– And this other young fellow, why was he gunned down?
Did he steal from the churches? Spread poison around?
Or, why, like a beast slaughtered, why was he not spared?
Had he human flesh eaten, while muttering a prayer?

– No, he did not rob churches, nor poisoned he men,
did not like the Hooked Cross, but who does like it then?
So inhuman and shameless, the young man they slew
for being a dishonoured and hunted-down Jew.

And the trees did not rustle when the pit was filled,
a down-rush of cold stars rained its shower of chill,
the ice moon looked discreetly at what lay beneath,
this grave by a dogs’ graveyard, with blackberries wreathed.

And no grass ever grew on the poor wayside grave,
too weak in this new epoch to shoot forth a blade,
there came only a poppy out of the rye field,
on the grave with its flower it blushed, red as guilt.

During the 1943 terror German gendarmes shot two men –
a Pole and a Jew. For a long time not even a blade of grass
grew on the grave. Only during the following year there sprang from the grave a beautiful field poppy. And so, the ballad. (Author’s note)


Źródło: The Word; Słowo
Two hundred years of Polish poetry,
Dwieście lat poezji polskiej.
Blackheath NSW, Australia, 2010 (za zgodą)

translated by:

Marcel Weyland (Sydney)
marcel.weyland@bigpond.com

[QZM04::061];[QAB08::217]p200;  w sieci 1.9.2010; nr 2515


 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

  Site Meter