Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XI; No 2493

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

                       

Jedno zniesmaczenie dziennie...

 
.
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wojna o uczciwość władzy. 

Przez te parę dni tak nazwanej krzyżowej wojny przejrzałem ponad setkę zdjęć i przeczytałem kilkadziesiąt wypowiedzi prasowych. Na zdjęciach, we wszystkich zbliżeniach widać rozeźlone staruszki machające krzyżem albo emerytów w bardzo zaawansowanym wieku. Ale barierki targane są przez zdrowych, młodych chłopów, którym daleko do emerytury. Natomiast wszędzie w  tle znakomita większość to młodzi ludzie (patrz w stopce). Czy takie zdjęcia nadsyłali internauci, czy, podejrzewam mocno, mamy do czynienia z (auto)cenzurą? 
Jeszcze bardziej niepokoi mnie to czego dowiedziałem się z wypowiedzi różnych dziennikarzy, utytułowanych pracowników naukowych instytucji, kilku duchownych, a nawet kościelnych prominentów. Wszędzie mowa o średniowieczu, wstydzie, w najlepszym razie o nadużywaniu krzyża. Nigdzie jednak nie padło ani jedno słowo, z którego można by się dowiedzieć o co naprawdę chodzi. Jakby przez pomyłkę tylko, na marginesie, pojawił się transparent, obcięty zresztą,  stawiający sprawę jasno (przedstawiony obok).  
Dla każdego obserwującego przebieg wypadków w ostatnich miesiącach jest sprawą oczywistą. Przecież ludzie nie wojują o drewniany krzyż postawiony w dobroci serca przez harcerzy. W usuwaniu krzyża widać chęć usunięcia z pamięci i zafałszowania spraw związanych z katastrofą smoleńską. 
     Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że Rosjanie na wszystkich szczeblach władzy i egzekwowania władzy coś paranoicznie ukrywają. Widocznie mają co ukrywać. Co gorsza. Władze polskie na wszystkich szczeblach pomagają w tym ze wszystkich sił. Nie jest rzeczą jasną, czemu to robią. Ale chyba jakieś racje mają.  
     Dopiero w wyniku nacisków parlamentarnych i opinii publicznej prominenci, którzy skandalicznie zawalili sprawę wysilają się, by przekonać, że wszystko jest cacy. Odpowiedzialni urzędnicy najwyższego szczebla państwowego latają do Moskwy jak panny służące z nocnikiem do sypialni hrabiny, i wracają z nim, najczęściej nie mówiąc, co przywieźli. Można się domyślać. Do bzdurnego raportu MAKu po prostu nikt się konkretnie nie ustosunkował. Prokuratura śle płaczliwe prośby do Rosji, bez skutku. Wrak nie wraca. Tusk zagroził jednak, że zadzwoni do Putina w tej sprawie ... jak zajdzie potrzeba. Już widzę, jak Putin miota się w strachu po komnatach Kremla niczym Iwan Groźny po dokonaniu morderstwa i na dźwięk telefonu wpada w objęcia archimandryty.. Ale tymczasem Tusk nie zadzwonił. Nie widzi potrzeby.  
      Nic dziwnego, że w tym kontekście, w akompaniamencie wulgarnych wypowiedzi sejmowych mędrków i wielu dziennikarzy, nie można było inaczej tłumaczyć całej krzyżowej akcji ze strony władz jak tylko chęcią zagmatwania i rozmycia sprawy, wcisnąć narodowi, by sprawę zapomniano. 
A przecież wystarczyło jasno powiedzieć - tragedia smoleńska będzie wyjaśniona, winni zostaną ukarani i rzecz zostanie uwieńczona odpowiednim pomnikiem w oczywistym miejscu. 

Wreszcie, o wiele dni za późno (5.8.10), prezydent elekt oświadczył, że 'Maria i Lecz Kaczyńscy oraz urzędnicy kancelarii prezydenta i Biura Bezpieczeństwa Narodowego, którzy zginęli w katastrofie smoleńskiej, zostaną godnie upamiętnieni na Krakowskim Przedmieściu.' 
Rozsądne to posunięcie natychmiast znalazło swoich przeciwników, liczmy jednak na to, że słowa zamienią się w czyn. Byłby to godny początek prezydentury. Pozostaje jeszcze wyjaśnienie przyczyn i ukaranie winnych. 

RA

PS 
3.8.10 prasa sieciowa podała niepokojącą wiadomość: "Strażnicy Miejscy, by zapanować nad tłumem, musieli użyć gazu łzawiącego." Potem nie było żadnej wzmianki o tym, ani żadnych zdjęć. Jak to było? 

Uzupełnienie. A jednak użyto gazu łzawiącego. To nie ten, który pamiętamy z czasów rozganiania manifestacji studenckich, ale słabszy, środek obrony policjantów przed atakiem. Kłopot jednak w tym, że ze zdjęć wcale nie wynika, by policjantowi cokolwiek groziło. Co gorsza. Strumień gazu wypuszcza ktoś z poza Straży Miejskiej - ten bez czapki, w białej koszuli (p. niżej). Gdyby zaatakowany nie uchylił głowy, mógłby doznać uszkodzenia wzroku. Czy to prowokator, który miał zaognić sytuację, jak kolesie od krzyżowego piwa? Wygląda mi to na 'palikotyzację' sprawy. Niepotrzebnym użyciem gazu powinna zająć się prokuratura. (8.8.2010)

[QZE07::102];[QEP82:zbior]
w sieci 5.8.2010; 8.8.2010

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

  Site Meter