Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XI; No 2471

  zestawienia tematyczne 

Jedno zdumienie dziennie...

.

Zaufanie do zawodów w Nowej Zelandii.

Prasę polska obiegła wiadomość (cytuję dosłownie):
      Ludzie bardziej wierzą prostytutkom niż politykom.
Nowozelandczycy bardziej wierzą prostytutkom niż politykom, którzy zajmują przedostatnie miejsce wśród profesji darzonych zaufaniem - wynika z sondażu opublikowanego w lokalnej prasie.
Najgorszą opinię wśród 40 zawodów mają sprzedawcy telemarketingu, którzy dzwonią do potencjalnych klientów, nie wyjaśniając, skąd mają ich numer telefonu.
Politycy zajęli w sondażu, przeprowadzanym co roku przez Reader's Digets, 39. miejsce, a prostytutki 38. Kolejne, najmniej cenione profesje, to ekspedienci w sieciach fast foodu, doradcy finansowi, dyrektorzy, operatorzy dźwigów, dziennikarze, agenci handlu nieruchomościami i sprzedawcy samochodów.
Po raz kolejny pierwsze miejsce w badaniu zajęli strażacy, a kolejne personel karetek pogotowia, piloci, pielęgniarki i lekarze.
Osobą najbardziej kochaną przez Nowozelandczyków przez trzeci rok z rzędu okazał się pilot wojskowy Willie Apiata, odznaczony Krzyżem Zwycięstwa za służbę w Afganistanie.
wp 28.6.10


Jako stuprocentowy Nowozelandczyk (i stuprocentowy Polak) musze dorzucić tu swój komentarz. 
Nowozelandczycy dobrze wiedzą, że zarówno politycy, jak i prostytutki dają za pieniądze. Ale panienki nowozelandzkie dają to z nieporównanie lepszym wdziękiem niż politycy. Na dodatek trzeba przyznać, że rodowite Kiwiski, swoje korzenie wywodzące ze starej Anglii, są najczęściej brzydkie. Tak pracował dobór naturalny w czasach kolonizacji i jeszcze do niedawna. Piękne Angielki nie musiały szukać szczęścia na drugim końcu świata. A tu 'każda poczwora znajdowała swego amatora'. Dzielnych facetów było więcej niż dziewczyn. Trzeba dodać, że do Nowej Zelandii nie zsyłano angielskich skazańców i prostytutek. Wędrowały one do Australii, co mocno wpłynęło na urodę Australijczyków. 
A jako obserwator tego światka stwierdzam, że porównanie panienek Hamburga czy Amsterdamu, że nie wspomnę polskich drogówek, z panienkami zawodowymi w Nowej Zelandii to jak porównywanie wyszarganej miotły z sarenką. Odnoszę wrażenie, że tutejsze panienki robią to nie tylko dla pieniędzy (studentki, przysłowiowo piękne Polinezyjski), ale i dla przyjemności. Co znacznie podnosi jakość usług. Podczas gdy politycy dają tylko dla pieniędzy i kariery. Nie słyszałem o polityku, który by dawał dla przyjemności. No, może p. Niesiołowski czy Palikot.. Mimo tak niskiej pozycji polityków w opinii nowozelandzkiej, nie ulega wątpliwości, że porównanie polityków nowozelandzkich do polskich strasznie by obrażało Nową Zelandię!
Ciekawe, Polki nie startują tu w tym zawodzie, choć miałyby szanse. Najwyżej słyszy się o cichodajkach. 

A co do lekarzy, strażaków i innych zawodów. Nie słyszałem, żeby z lekarzem nowozelandzkim w jakikolwiek sposób kojarzyła się np łapówka. Zresztą łapówki tu nie funkcjonują. Nawet restauracji nie dorzuca się napiwku do rachunku. 

[QZE07::085]
w sieci: 11.7.2010; Nr 2471

.

 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

  Site Meter