Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XI; No 2447

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

                  

 

 

Jedno zdumienie dziennie...

 
.
 

Sposób na wszy.

Prawie półtora wieku temu (1864-6) dwaj francuscy misjonarze M Huc i M. Gabet,  lazaretanie, wybrali się na Daleki Wschód dla zebrania informacji w związku z ustanowieniem katolickiego wikariatu w Mongolii. Przewędrowali Tartarię (Mongolię), Tybet i Chiny pilnie obserwując obyczaje i sytuacje polityczną miejscowych królestw, chanatów i hord. 
Nie straszne był im głód i pragnienie, ostre wiatry czy chłód, dzikie zwierzęta, niewygody, rozbójnicy, ciągła groźba śmierci, a nawet lawiny. Wszystko to było niczym w porównaniu do robactwa. Wszystkie tatarskie namioty i chińskie domy były tak zawszone, że misjonarze omijali je jak ognia. 


Tatarzy nie przejmowali się tym. Wychowani od dzieciństwa w robactwie ignorowali je tak długo, jak mogli. Kiedy jednak wyglądało na to, że robactwo ich zeżre, całe rodziny organizowały walkę. Do walki dołączali się też przypadkowi odwiedzający czy nawet lamowie. Rozebrawszy się, urządzano generalne polowanie na wszy z tym, że lamowie nie zabijali znalezionych wszy, tylko je odrzucali. Chodzi o to, by wiedząc o transmigracji, nie zabić przypadkowo jakiegoś pobratymca przemienionego w innym wcieleniu w wesz. 
Misjonarze nasi w Chinach otrzymali receptę na walkę z wszawicą. Znali ją też Tatarzy, nie korzystali jednak z tego z braku faktycznej potrzeby. 
Recepta była prosta. Bierze się pół uncji rtęci i dodaje się do przeżutych starych liści herbaty. Liście muszą być przeżute, nie tylko namoczone wodą. Namoczone nie działają. Wszystko trzeba dokładnie przemieszać, aż rtęć rozdrobni się na kulki drobne jak kurz. Tym preparatem przesyca się bawełniany, luźno spleciony sznur i zawiesza się go na szyi. Wszy wpijają się w przynętę, czerwienieją, pęcznieją i giną. Naszyjnik herbaciano-rtęciowy jest niezawodny, trzeba go tylko wymieniać raz na miesiąc. 
Przy okazji misjonarze piszą, jak to lamowie dokonują cudów zręczności podróżując na koniach, by ominąć owady czy inne zwierzaki, na jakie koń mógłby nadepnąć. A to przed strachem przypadkowego zabójstwa jakiegoś zmetameryzowanego współwierzącego. 
Niestety, wynaleziony przez Chińczyków sposób na wszy nie da się zastosować obecnie, mimo że szkoły amerykańskie narzekają na wszawicę nie do opanowania. Po prostu nie wolno używać wolnej rtęci, nawet w termometrach, a wszy lekceważą sobie środki owadobójcze. Niektórzy nawet sądzą, że je żrą.... 

Książka misjonarzy o podróży na wschód do ściągnięcia z sieci (ok. 2 Mb wraz z małymi ilustracjami):

http://www.gutenberg.org/files/32747/32747-h/32747-h.htm 

[QZE07070];[QCB28::114]p148;QZC00-088
w sieci 17.6.2010; No 2447

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

  Site Meter