Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XI; No 2428

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

Jedno zdumienie dziennie...

 
.

Sowiecki raj oczyma amerykańskiego farmera.

   

An American Farmer 
sees the
Soviet Union
by
Julius Walstad

Published by 
Farmer's National Committee for Action
720 Locust Street
Philadelphia
[1935]; 32 str.

[Amerykański farmer widzi Związek Sowiecki]

 
  

Julius Walstad, farmer z Południowej Dakoty, wybrany został przez tysiące farmerów by wziąć udział w wycieczce do Związku Radzieckiego organizowanej przez amerykańskich Przyjaciół Związku Radzieckiego (Friends of the Soviet Union). Nominację otrzymał od United  Farmers' League na konwencji w Minneapolis. Bilet opłacono ze zbiórki, którą poparli farmerzy z 24 stanów. Koszt w obie strony, do Londynu i z powrotem, wynosił 285 $, resztę kosztów pokrywał Radziecki Związek Zawodowy. 
Wycieczka ruszyła jesienią 1934 roku tak, by trafić na obchody rocznicy Rewolucji Październikowej w Moskwie. Z Londynu do Leningradu płynęli rosyjskim parowcem 'Rykow' (
Rykow, na cześć którego został nazwany statek, został stracony w r. 1938 w trzecim procesie stalinowskiej czystki). W grupie, razem ok. 10 sób, aż trzy osoby miały jakieś polskie asocjacje - była tam Helen Glinski, Victor Majeski, a niejaka Mary Cozmauoff reprezentowała polskich robotników przemysłu stalowego i polską gazetę robotniczą w Indiana.
Po krótkim pobycie w Leningradzie przybyli do Moskwy by obserwować z pierwszego rzędu defiladę. Wzmianki o Stalinie nie ma. Widzieli defiladę Armii Czerwonej, a potem przez 9 godzin podziwiali przemarsz 1.750.000 mieszkańców Moskwy. 'Widziałem dyplomatów i wojskowych różnych obcych krajów obserwujących zmotoryzowane oddziały Armii Czerwonej z chorobliwym wyrazem twarzy. Niektórzy, ci mniej ważni, nawet się nieco zapomnieli, machali i wiwatowali.' - pisze autor. 
W Moskwie przedstawiono 194 delegatom z 14 krajów  mapę ZSRR i kazano wybierać, co chcą zwiedzić. Była pełna swoboda wyboru. Autor wybrał Ukrainę chcąc się zapoznać z klęską suszy i porównać sytuację do amerykańskiego kryzysu spowodowanego suszą. 
O jednej z farm (nie używa słowa 'kołchoz') w Szczerbinowce w rejonie Charkowa pisze tak: "Przybyliśmy w porze obiadowej
i zostaliśmy zaproszeni do jedzenia. ... Mieliśmy naprawdę dobry obiad: zupa warzywna z marchwią, kapustą itd, mięso, ziemniaki, kapusta, jabłka, chleb z masłem, wino, mleko, herbata i jakiś ser. Dzieci śpiewały piosenki, a niektórzy farmerzy grali na akordeonie." Farmerzy ci nigdy nie widzieli obcokrajowca. Wszyscy mieli swoje działki przydomowe i byli pewni, że już w r. 1936 każde gospodarstwo będzie miało krowę, trzy świnie i 50 do 100 kur, jako zupełnie prywatne dodatkowe źródło pożywienia i dochodów.  
W farmie społeczności niemieckiej w rejonie Dnieprostroj, odwiedzonej bez zapowiedzi, zastali szczęśliwych mieszkańców (445 osób), którzy poza regularną pensją, mieli do dyspozycji bezpłatne ochronki, stołówki, kuchnie, piekarnie, pralnie itp, używane na zasadzie zupełnej dobrowolności. Wszystko zelektryfikowane. Mają mnóstwo do jedzenia, dzielą się produktami i np każda rodzina dostaje 400 funtów masła rocznie, co jest prawie dwukrotnie więcej, niż autor może zaopatrzyć swoją rodzinę w Stanach, zaznacza. Wszyscy żyją w jednym bloku (!) dysponując jedno, dwu- lub trzypokojowymi mieszkaniami w zależności od rodziny. Wszędzie jest elektryczność, bieżąca woda, centralne ogrzewanie, radio, ochronka, łaźnia z wannami i prysznicami. Wkrótce warunki ich jeszcze się polepszą, będą mieli większe mieszkania z łazienką, i inne rzeczy, na które u nas (w USA) tylko najbogatsi mogą sobie pozwolić. 

Przewędrował 5000 mil, otrzymał wiele pomocy od moskiewskiej 'Gazety Rolniczej' o nakładzie 1.800.000 egzemplarzy, która zatrudnia 100 pracowników tylko do obsługi korespondencji od czytelników - załatwia około 1000 listów dziennie. Gazeta dysponuje 12 samolotami i nawet mu oferowano przeloty, ale zrezygnował ze względu na deszcze. Opowiada jak to na Ukrainie wszyscy mają ubezpieczenie społeczne, darmowe szpitale, uzdrowiska i ośrodki wypoczynkowe, szkoły dla dorosłych i dzieci, i możliwość taniego podróżowania dokądkolwiek chcą. I to wszystko po bardzo suchym roku. Działa też Instytut Sztucznego Deszczu pracujący nad sprowadzaniem opadów środkami chemicznymi. 
Podczas gdy w Ameryce, jak tłumaczył się im zawstydzony delegat, 'musiałem przyznać, susza przyniosła eksmisje i niedobory, a bezrobocie oznacza prawie śmierć głodową, i to wszystko mimo że mamy ziemię, maszyny i wiedzę by produkować dość dla każdego."

Tymczasem na Ukrainie, liczącej wówczas około 30 milionów mieszkańców, tylko w latach 1932/3 zginęło w wyniku 'Hołodomoru' od 6 do 10 milionów mieszkańców. Po wielu latach przyznano, że było to ludobójstwo spowodowane względami politycznymi. Ludożerstwo było często praktykowane. Władza sowiecka nawet wydrukowała i rozlepiała plakaty: 'Zjadanie twoich własnych dzieci jest aktem barbarzynskim'. Sąd w Kijowie w r. 2010 uznał winnymi sprawców  'Głodomoru' - Stalina, Molotova, Kaganowicza, Postyszewa i naszego rodaka Stanisława Kosiora. Sprawa została umorzona, bo wszyscy oskarżeni już nie żyli. (Naszego rodaka Stanisława Kosiora, czynnego sprawcę 'hołodomoru', już wcześniej spotkała sprawiedliwość. Został stracony w Moskwie w r. 1939 przez swoich kompanów)
O tych sprawach nikt w odwiedzanych kołchozach nic nie wiedział, nie wiedział też o tym delegat farmerów amerykańskich, autor reportażu.

Z broszurką można się zapoznać pod adresem:
http://www.archive.org/download/AnAmericanFarmerSeesTheSovietUnion/Farmer.pdf
(format pdf, ok. 6 Mb)

Nie dziwota, że naiwny farmer amerykański dał się tak omotać. Reprezentował zresztą egzekutywę Narodowego Komitetu Rolników 'Akcja', bardzo kochającą Sowiety. Bernard Shaw, skądinąd światły, choć oszołomowy facet, przebywając w r. 1932, goszczony w moskiewskim Hotelu Metropole akurat podczas straszliwego głodu, powiedział znad swojego talerza pełnego smakołyków, o których mu się nie śniło w Anglii, : "Czy widać tu jakieś braki żywności?". Następnie dodał, że uchyla kapelusza przed Stalinem za 'dostarczenie tylu dobroci'.

[QZE07::056];[QCB29::085];[QCP01::007];[RIQ35::034]
No 2428; w sieci 29.5.2010

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

  Site Meter