Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XI; No 2402

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

 

 

Jedno zdumienie dziennie...

.

 

 

300.000$ kary bibliotecznej winien 'Ojciec Narodu'.

Kiedy George Washington (1732 - 1799) został pierwszym prezydentem Stanów Zjednoczonych, nie miał żadnego przygotowania prawniczego. Z wykształcenia był mierniczym, ale głownie interesowała go uprawa tytoniu i zarządzanie olbrzymią farmą, która przed prezydenturą obejmowała 3.000 ha gruntu. Był to jeden z najlepiej prowadzonych majątków ziemskich w Wirginii. No i znał się na (ludzkim) zarządzaniu niewolnikami - pod koniec życia miał ich 300. 
Nic dziwnego, że po objęciu tak wysokiego stanowiska (zaprzysiężony 30.4.1779) wiele czasu poświęcał studium prawniczym. To właśnie w pierwszych miesiącach urzędowania wypożyczył  z Biblioteki Towarzystwa Nowojorskiego, jedynej biblioteki na Manhattanie, dwie książki - 'Prawo narodów' i tom protokółów z obrad Brytyjskiej Izby Gmin. Warto zauważyć, że protokoły takie, choć w różnej formie prowadzone, znane są od 1066 roku. W księdze wypożyczeń nawet nie zostawił swojego nazwiska, sekretarz po prostu napisał 'prezydent'. Dalsza identyfikacja nie była potrzebna. No i książki przepadły. Teraz, podczas komputeryzacji zasobów biblioteki stwierdzono ubytek. 
Kara za 220 lat przetrzymywania dwóch książek, poprawiona na inflację wynosi $US300.000. Ale Biblioteka zapowiada, że nie wystąpi do rządu o egzekwowanie kary. Zadowoli się odzyskaniem książek, co jest, oczywiście, bardzo wątpliwe. 

Biblioteki na całym świecie mają niezliczone trudności ze zwrotem wypożyczonych książek . Najczęściej wypożyczenia są terminowe, a po przekroczeniu terminu nalicza się kary (w Nowej Zelandii zwykle pożycza się książki na miesiąc, a potem płaci się kary rzędu 20 - 50 centów za dzień). Przy uporczywym nieoddawaniu książek, biblioteki mają prawo ściągać należności drogą sądową, ale najczęściej, przy skromnych zaległościach, rzecz załatwia się polubownie. Zdarzyło mi się zapodziać wypożyczoną tu książkę. Po pewnym czasie otrzymałem upomnienie. Kiedy powiadomiłem bibliotekarkę, że książkę zagubiłem, powiedziała, trudno, trzeba płacić. Nie wypadało nic innego, jak poddać się karze. Pewnie do sądu by nie poszli, ale żadna biblioteka już by mi książki nie pożyczyła. Ze zdumieniem jednak dowiedziałem się, że za książkę wartości ok. 60$ mam zapłacić tylko 10$! Okazało się, że to pewien odpust, że stały czytelnik, że to po raz pierwszy itd. Po jakimś czasie znalazłem jednak książkę i oddałem bez ceregieli. Jeszcze bardziej zbaraniałem, kiedy ze trzy razy dzwoniła do mnie bibliotekarka, żebym odebrał wpłacone pieniądze. Pieniędzy nie pobrałem, 'dla dobra przybranej ojczyzny' - odpowiedziałem. Pewnie mieli dużo kłopotów jak to zaksięgować... 

[QZE07::039];[QEP78::216]
No: 2402; w sieci: 24.4.2010

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

  Site Meter