Jedno zdziwienie dziennie - ...
(luty 2001)

Święte ziele bazylii.

Bazylia pospolita (Ocimum basilicum z rodziny Wargowych - Labiatae) od wieków ceniona była jako przyprawa kuchenna dzięki swojemu zapachowi i właściwościom leczniczym. Zwłaszcza kuchnia francuska kocha się w bazylii. Używa się jej jako przyprawę do mięsiw, farszów, pasztetów, kiełbas, ogórków, zup, sosów, a już szczególnie uświetnia zupę żółwiową. Niektórzy dodawali bazylii nawet do kawy. Zapach zawdzięcza bazylia dużej zawartości olejków eterycznych w liściach, głównie estragolu i linalolu. Świeże liście mogą zawierać ponad 1.5% substancji zapachowych. Sam olejek bazyliowy używa się także do zaprawiania napojów alkoholowych i w przemyśle perfumeryjnym. Ponieważ ceniona jest głównie ze względu na te lotne subatancje, suszone preparaty dawniej sprzedawane w aptekach jako Herb. Basilici (tak jest wymieniana w farmakopeach) są znacznie uboższe w olejki eteryczne. Przechowywać więc bazylię najlepiej w stanie zamrożonym w folii.
Znanych jest ponad trzydzieści gatunków bazylii i w zależności od regionu geograficznego, różne jej gatunki znalazły drogę do kuchni i do ... obyczajów.
W medycynie ludowej zalecano ziele bazylii przeciw zaziębieniom, na kurzajki, a także na melancholię, co było poważnym nieraz cierpieniem panienek z wyższych sfer. A do dziś niektóre kobiety w krajach latynoamerykańskich posypują ciało sproszkowaną bazylią, co powstrzymuje ich mężów przed zdradą małżeńską. Nie wiadomo, czy indukuje to impotencję i stąd ta wierność z natury rzeczy, czy też wprost przeciwnie, wzmaga pociąg do własnych żon.
Wielka musi być siła ozdrowieńcza bazylii, skoro pomaga w tak różnych sprawach jak kurzajki, melancholia i wierność małżeńska.
Dla Hindusów bliski krewniak bazylii pospolitej, bazylia święta (Basilium sanctum) jest rośliną hodowaną w pobliżu świątyń i w pobliżu prawie każdego domu jako roślina kultowa. Z korzeni świętej bazylii robi się naszyjniki, z nasion robi się różańce modlitewne. Liść bazylii kładzie się na piersi zmarłego, co otwiera mu bramy niebieskie. Bazylię sznuje zarówno Krishna jak Vishnu, a nawet żona Vishnu, Laksmi przemieniła się w święta bazylię. Nie przeszkadza to jednak Braminom spożywać codziennie kilka listków bazylii na śniadanie dla celów zdrowotnych.
Kult bazylii spotyka się też w innych krajach.
W Grecji, dokąd dotarła ze wschodu wraz z wycofującą się armią Aleksandra Wielkiego, cieszy się dużym poważaniem, uważana była za ziele królewskie (stąd jej nazwa - basilikos - król) a wedle Dioskorydesa, spożywanie bazylii chroni przed wężami i skorpionami. Może dlatego w kościele grecko-prawosławnym używa się wiązki bazylii jako kropidła do wody święconej. W Egipcie natomiast rozrzuca się nasiona bazylii pomiędzy grobami. Wobec tych znamion świętości pewne zdumienie wywołuje przesąd praktykowany w Greji i Rzymie, że bazylię należy siać obrzucając ją przekleństwami i wyzwiskami. Inaczej nie będzie rosła.
Niezbadane są ścieżki logiki przesądow.
Najbardziej egzotyczne zastosowanie bazylii opisuje Boccaccio w słynnym Dekameronie - tam Izabella wykorzystała właściwości konserwujące tego ziela i przechowywała przez długi czas głowę zamordowanego kochanka w słoju z bazylią.

[zał. zdjęcie bazylii pospolitej]
QAH00035

Wścieklizna a wampiryzm.

Dr. Juan Gomez-Alonso pracujący w szpitalu Xeral w Vigo (Hiszpania), neurolog zajmujący się m.in. wścieklizną, oglądał kiedyś klasyczny film o Drakuli i wampirach. Podszedł do sprawy zawodowo. Zastanowiło go podobieństwo między symptomami wścieklizny u ludzi i wampiryzmem. Zwrócił uwagę na agresywność i niezmiernie wzmożoną aktywność seksualną w pewnych stadiach chorobowych. Analizując dane statystyuczne stwierdził dalej, że 25 procent mężczyzn zarażonych wścieklizną ma nieopanowaną chęć gryzienia innych. Zauważył też, że opowieści o wampirach szerzyły się w Europie równocześnie z epidemiami wścieklizny. W pierwszej połowie osiemnsatego wieku wścieklizna wścieklizny psów, wilków i innych zwierząt na Bałkanach, a szczególnie na Węgrzech miała charakter prawie epidemii. Wtedy też powstała legenda o Drakuli. A trzeba powiedzieć, że Drakula to nie tylko legenda. Vlad V Tepes, książę wołoski w latach 1452 - 1462 znany był z niezykłej okrutności, wiele powiadano o jego nieopanowanej skłonności do picia krwi i nazywano go Draculaea - diabelskim synem.
Analizując opisy zachowania się 'ludzkich wampirów' stwierdził fachowo, że prawie wszystkie cechy wampirów można wytłumaczyć chorobowymi symptomami wścieklizny. I tak znana wrażliwość wampirów na zapach czosnku i odbicie w lusterku tłumaczyć można nadwrażliwością na bodźce świetlne i zapachy przejawiajacą się skurczami mieśni twarzy i krtani. Wyjaśnia to szczerzenie zębów, pienienie się i wydawanie nieartykułowanych dźwięków.
Ogromną aktywność seksualną wampirów oraz nocny tryb życia też wiąże się z wpływem wirusa na ośrodki mózgu regulujące sen i aktywność płciową. W literaturze medycznej opisane są przypadki pacjentów odbywających 30 stosunków seksualnych dziennie. Skojarzono to sobie z zachowaniem się nietoperzy i psów, które też są przenosicielami wirusa wścieklizny i zakażone wykazują te same symptomy chorobowe.
Trzeba jednak powiedziec, że istnieją inne próby wytłumaczenia wampiryzmu, jedna z nich to dziedziczna anomalia metabolizmu żelaza (erythropoietic protoporphyria) objawiająca sie ogromnym zapotrzebowaniem na żelazo w pożywieniu i nadwrażliwością na światlo co też dobrze zgadza się opisami ludzkich wampirów.

[zał. portret Draculi oparty na średniowiecznym drzeworycie]
QAH00036

Jadalne galasówki.

Na liściach, pędach i korzeniach wielu gatunków roślin występują zgrubienia, narośla, a czasem nawet bardzo skomplikowane struktury anatomiczne zwane galasami lub galasówkami. Powodowane są przez owady, które skądają jaja w tkankach rośliny. W strukturach tych owady, po wykluciu, przechodzą różne stadia rozwojowe żywiąc się pokarmem dostarcznym przez roślinę i znajdując ochronę w konstrukcjach dla nich wytworzonych, niejako wymuszonych przez owady.
Z biochemicznego punktu widzenia jest to niezmiernie interesujący przykład hormonalnego 'podszywania' się owadów, jakby udawania, że są normalną częścią rośliny. Owady składając jaja wprowadzają równocześnie do rośliny hormony. Rzecz w tym, że są to hormony roślinne, choć produkowane przez owady, te same hormony, które powodują akumulację składników pokarmowych w owocach czy nasionach. Można by to nazwać biochemiczną mimikrą. Sam proces wzrostu i rozwoju galasów w zdumiewający sposób przypomina kształtowanie się owoców.
Zdecydowana większość galasów przynosi szkodę roślinom, na których występują. Tylko niektóre znajdują zastosowanie w medycynie ludowej, a dawniej miały też zastosowanie techniczne, jak znane w Polsce galasy na dębach, które używano do produkcji inkaustu.
Jednak na Krecie i w niektórych krajach Bliskiego Wschodu znane są galasy jadalne. Zbierane są z dziko rosnącej szałwi (Salvia pomifera) i sprzedawane jako 'szałwiowe jabłka'. Doskonałe są jako zaprawy - mają kwaskowaty smak i wspaniały zapach, z miodem używane są do wypieków.
Jest to jedyny znany mi przypadek używania galasówek do celów konsumpcyjnych.
A sprawca, ciągle tkwiący w galasie, to mały owad z nadrodziny galasówek (Cynipoidea)
Przedstawiciel tej grupy widoczny jest na załączonej ilustracji.

[zał. : rys., owad z rodziny galasówek]
QAH00038

Flaki z szafranem i inne szafranowe pożytki.

Szafran, suszone znamiona kwiatów szfranu uprawnego (Crocus sativus L.), od tysiącleci używany jest w medycnie, kuchni i technologii.
Medyczne zastosowanie szafranu, przynajmniej w Europie, należy już do przeszłości, dlatego można sobie pozwolić na podanie nieco informacji 'z myszką' na ten temat.
We wspaniałej 'Encyklopedyji Powszechnej' wydanej przez Orgelbranda, w tomie 24 (1867) taki znajdujemy opis:
" [szafran handlowy] wchodzi w skład różnych leków tak zwanych złożonych. Działa pobudzająco, otrzeźwiająco, przeciwskurczowo, w większych zaś dawkach sprawia krwotoki, nawet odurzenie i udar czyli bezprzytomność. Najdzielniej działa na macicę."
Pospolity dawny lek domowy, tzw 'laudanum', czyli alkoholowa nalewka na surowym opium, podbarwiany bywał szafranem.
Krocyna, żółty barwnik znamion szafranu jest bardzo trwała i jako barwnik niezmiernie wydajna. A że równocześnia ma atrakcyjny zapach i dodaje smaku pokarmom, używano szafran powszechnie do barwienia i polepszania ciast i wyrobów cukierniczych. Znano szafranowy chleb, bułki, szczególnie popularne z okazji różnych świąt i okazji uroczystych.
Sławę zdobyły sobie polskie szafranowe baby, za którymi ckniło się Juliuszowi Słowackiemu na obczyźnie i tak o nich pisał do Matki:
"Otóż mam do ciebie prośbę, Mamo! prośbę dosyć śmieszną - oto - abyś mi przysłała przepis bab naszych, ale przepis bab prawdziwych, z szafranem i bez szafranu, z opisem jak ma być piec gorący, kiedy je kłasć do pieca itp.. ... zawsze o babach gadam ... więc się babom zachciało widzieć baby.. " - pisał Słowacki z Genewy w długaśnym liście z 24 marca 1834.
W Polsce przepadano za sosami szfranowymy używanymi do miąs i ryb, przyprawiano nim ulubione polskie flaki.
Bardzo powszechnie jaskrawo barwione szafranem stroje stanowiły o statusie społecznym w najróżniejszych, nie powiązanych ze sobą kontaktami kulturalnymi społeczeństwach. Szafranem barwiła szaty szczepowa starszyzna irlandzka, hinduscy nababowie, czy rzymscy patrycjusze, greccy królowie (i greckie kurtyzany!). Królowie Persji natomiast nosili żółte sandały także barwione szafrone. Jako ciekawostkę warto dodać, że w średniowieczu w niektórych krajach Żydzi zobowiązani byłi farbować swoje kapeluszu na jaskrowo zółty kolor i robiono to szafranem.
I żółty kolor, wydaje się, przylgnął do tej nacji i wyznania na wiele wieków..

[zał.: foto : kwiaty szafranu w łanie]
QAH00039

Kredowa biel elżbietańskich piękności.

Angielskie piękności z czasów elżbietańskich zdumiewają bielą swoich lic, i niezwykłą kunsztownością kołnierzyków, czepców i innych elemntów stroju. Biel twarzy była marmurowa, bardziej przypominała jednak biel kredową, a w rzeczywistośći była to biel skrobi otrzymywanej z kłączy obrazków plamistych.
Kłącza obrazków plamistych (Arum maculatum L.), dosyć rzadkiej obecnie rośliny w Polsce, od wieków używane były jako źródło skrobi. Choć kłacza mają szereg składników trujących, po ugotowaniu spożywano je bez szkody dla zdrowia, a przy zastosowaniu odpowiednich zabiegów, otrzymywano z nich doskonałą mączkę skrobiową używaną do krochmalenia bielizny i do celów kosmetycznych.
W dawnych czasach życie kobiety z towarzystwa bez pudru nie było do wyobrażenia. Liczne schorzenia skóry nie były do uleczenia w ówczesnym stanie higieny i medycyny i trzeba było je po prostu zakrywać. Nadawała się do tego skrobia z kłączy obrazków plamistych. Białą używano do pudrowania włosów i pokrywania twarzy równą warstewką zawiestego preparatu, czerwoną, żółtą i fioletową używano do krochmalenia bielizny. Barwę skrobi uzyskiwano przez dodanie odpowiednich barwników, szafranu na przykład dla skrobi o odcieniu żółtawym.
Praczki i prasowaczki narzekały, że bielizna krochmalona w ten sposób była szczególnie nieprzyjemna dla rąk. Powodowała złuszczenia i pęcherze na skórze. Prawdopodobnie było to związane ze stopniem oczyszczenia skrobi. Obrazki plamiste zawierają w kłaczach, oprócz skrobi, drażniącą aroinę, saponiny i glikozydy cyjanogenne.

[zał. portet Elżbiety I - prawdop. autor: George Gower, 1588] oraz
[Porteret Młodej Damy, Miechel Jan Miereveld (1616)]

QAH00040

Pieprzowa twarda waluta.

Przez kilka stuleci, szczególnie po Wyprawach Krzyżowych, pieprz był 'dźwignią handlu'. Na handlu pieprzem wyrosły takie potęgo ekonomiczne jak Wenecja, Genua, opierało się bogactwo takich miast jak Augsburg, Lizbona, Amsterdam i Brugia, no i oczywiście olbrzymie zyski ciągnęli arabscy pośrednicy, szczególnie w Egipcie.
Pieprz był nie tyko przedmiotem handlu, ale jak złoto, stał się pieniądzem. W średniowieczu pełnił funkcję przysłowiowej 'twardej waluty'. Wiele osób trzymało swój kapitał w postaci pieprzu, lokowano go w skarbcach, a bogactwo osób czy firm handlowych oceniano na podstawie ich pieprzowych zasobów.
Pieprzem opłacano cło w wielu portach, opłacono należności właścicielom gruntów, no i był ulubionym narzędziem płacenia łapówek. W Wenecji standardowym 'wziątkiem' urzędników podatkowych była paczuszka zawierająca pieprz, cynamon i imbir, każdego po funcie..
Już słynny Pliniusz (23 - 79) nie mógł się nadziwić, dlaczego ludzie tak lubią pieprz, skoro nie jest ani słony, ani słodki, ani kwaśny, tylko taki okropny jaki jest. Ale o gustach smakowych trudno dyskutować. Pieprz wszedł na stoły rzymskie i na stałe pozostał na wszystkich stołach świata.
Tak jak wszystkie cenności świata, i pieprz stał się przedmiotem szalbierstw i oszustw.
Tenże Pliniusz zanotował jeszcze jedną ciekawostkę. Już w jego czasach fałszowanie pieprzu było plagą. Używano do tego celu jagód jałowca, które po wysuszeniu podobne są do ziaren pieprzu i szybko przechodzą jego zapachem. Jest to pierwszy opis fałszertwa tzw artykułów kolonialnych, które potem stało się plagą całej handlującej Europy.
Pieprzowym monopolistom chodziło też o utrzymanie wysokiej ceny i zagwarantowanie trwałości swego monopolu. Stosowano w tym celu środek niezawodny, dezinformację.
Dał się zwieźć fałszywej informacji nawet Bartolomeusz Anglik (pisał w latach 1220 - 1240), franciszkanin, jeden z pierwszych encyklopedystów średniowiecznych, autor dziewiętnastotomowej encyklopedii 'O naturze rzeczy' ("De proprietatibus rerum"), jak na owe czasy bardzo otwarta głowa. Taki opis pieprzu znajduje się w jego dziełach:
"Pieprz jest nasieniem lub owocem drzewa, które rośnie na południe od Gór Kaukazu w najgorętszym słońcu. Lasy peiprzowe są pełne jadowitych węży które je pilnują. Kiedy owoce są dojrzałe, przychodzą ludzie i podpalają las. Węże uciekają, ale dym przyczernia owoce pieprzu i robi ich smak ostrzejszym."
Nie wyjaśniało to, dlaczego jest pieprz biały i czarny na rynku, ale nie była to rozprawa o technologii produkcji pieprzu. Rzecz w tym, że Arabowie z rozmysłem podawali nieprawdopobne informacje o oferowanych przyprawach, żeby podnieść ich egzotyczność i cenę, a także odstraszyć ewentualnych amatorów produkcji pieprzu poza ich kontrolą.

[zał. ilustracja z holenderskiego dzieła S. de Vriesa (1670) przedstawia (po lewej) drzewo z typowymi owococstanami.]
QAH00041

Flaga z przyprawami.

Owoc drzewa muszkatołowego (Myristica fragrans Houtt., muszkatowiec wonny, rodz. muszkatowcowate) wygląda dokładnie tak, jak na fladze małego Karaibskiego kraju Grenada. Jest to torebka o barwie jasno żółtej w czerwone ciapki, pękająca dwoma klapami z których wyłania się fioletowo-czerwona, postrzępiona osnówka (aril). Osnówka ma wabić gołębie, które w naturalnych warunkach rozsiewają nasiona, czyli gałki muszkatołowe. Spowita w osnówkę jest pestka, wewnątrz której znajduje się brunatna, oleista, pomarszczona właściwa gałka muszkatołowa.
Zarówno osnówka jak i gałka to cenne przyprawy kuchenne. Osnówka czyli tzw. kwiat muszkatołowy ('macis') uchodzi za jedną z najdelikatniejszych przypraw kuchennych. Sama gałka muszka muszkatołowa, mimo że do potraw dodawana jest w drobnych strużynkach, sprzedawana jest w całości i przed samym użyciem uciera się ją lub miele. Rozdrobniona, w krótkim czasie traci zapach.
Maszkatołowiec pochodzi z Moluków w Archipelagu Malajskim należących do Indonezji. Skąd więc na fladze kraju w Indiach Zachodnich malajska roślina?
W czasach kiedy nad Imperium Brytyjskim nie zachodziło słońce, rozsiewano co cenniejsze rośliny po różnych koloniach, gdzie tylko klimat był odpowiedni. I tak stało się z Grenadą.
Ale droga gałki maszkotołowej na Grenadę była skomplikowana. Najpierw, już w 1770 Francuzom udało się zasadzić nieco drzewek muszkatołowych na wyspie Mauritius koło Madagaskaru. Potem w czasie wojen napoleońskih Anglicy okupowali Moluki i już bez kłopotów przenieśli sadzonki do swoich kolonii. I tak w 1802 muszkatołowiec pojawił się na Cejlonie (obecnie Sri Lanka) a potem w Indiach Zachodnich - najpierw na Saint Vincent, potem w Trynidadzie (1806), a w 1843 na Grenadzie.
Obecnie maleńka Grenada jest drugim co do ilości producentem gałki muszkatołowej i kwiatu muszkatołowego, zaraz po Indonezji, i jedynym obecnie krajem z przyprawami na fladze państwowej. Kiedyś, przez kilka tygodni, gożdziki gościły na fladze Sułtanatu Zanzibaru, ale to już inna historia.
W większych ilościach zarówno gałka jak i kwiat muszkatołowy mają właściwości odurzające i w tym charakterze, jako narkotyki, są zażywane w Azji Południowo-Wschodniej.

[zał. flaga Grenady, Indie Zachodnie]
QAH00042

Kamienie szlachetne a medycyna.

Tak zwane kamienie szlachetne, najczęściej najróżniejsze minerały odznaczajace się trwałością w warunkach naturalnych i urzekające swoimi barwami, przejrzystością czy formą, miały moc czarodziejską od czasów przedhistorycznych.
Było rzeczą oczywistą, że dzięki swoim szczególnym właściwościom, kamienie szlachetne muszą mieć wpływ na człowieka, co wspaniale widać po doskonałym samopoczuciu tych, którzy są w stanie je nosić.
I tak uważano, że purpurowy ametyst zapewnia noszącemu trzeźwość, a szmaragdy zapewniają wewnętrzny spokój. Katoliccy kardynałowie nosili niebieskie szafity w pierścieniu, co zapewniało czystość duchową.
Wielkie znaczenie miały wszelkie kamienie szlachetne w medycynie. I tak uważano, że szafir dobry jest na choroby oczu, rubiny doskonale pomagały na schorzenia wątroby i śledziony, ametyst natomiast doskonały był jako antidotum na ukąszenia węży. Trzeba go było mieć przy sobie jako naszyjnik, i to koniecznie na sznureczku zrobionym z psiego włosia. Szlachetne formy skaleni uważano za doskonały lek na gruźlicę, a szmaragdy pomagały przy zatwardzeniach, ale równocześnie uśmierzały ciepienia związane z biegunką. Widocznie miały moc ustawiania tych rzeczy w normie.
W czasach średniowiecznych, szczególnie kiedy szalała zaraza morowa czyli tzw. Czarna Śmierć i ludzie czyli się zupełnie bezradni, uciekano się także do kamieni szlachetnych jako leku. Co bogatsi nosili na sobie kamienie szlachetne w ilościach, na jakie tylko było ich stać wierząc, że tak piękne twory boskie muszą mieć większą siłe, niz ta okropna choroba.
Kroniki podają, że kiedy papież Klemens VII (panował w latach 1523 - 1534) leżał na łożu śmieci, lekarze doszli do wniosku, że trzeba zastosować środek radykalny - zdecydowano się leczyć papieża sproszkowanymi kamieniami szlachetnymi, z diamentami włącznie. Dieta z kamieni szlachetnych nie uratowała jednak papieża. Po dwóch tygodniach zmarł po spożyciu kamieni szlachetnych o łącznej wartości 40.000 dukatów. Była to olbrzymia suma, jak na owe czasy. Kamienie były starannie mielone przed podaniem leku, więc już więcej nie nadawały się do użytku ani jako ozdoba, ani jako lekarstwo.

[zał. ilustr: brosza i szpila z rubinem i diamentami
ze zbiorów kremlowskich]
QAH00043

Św. Foutin.

W wielu miejscowościach południowej Francji (Prowansja, Langewdocji, okolic Lyonu) jeszcze w siedemnastym wieku wielkim poważaniem cieszył się Św Foutin, i figury jego znajdowały we wielu kościołach. Sława jego pochodziła stąd, że dostarczał niezawodnego sposobu na płodność. Zabieg był prosty - należało zeskrobać kilka strużynek z członka Świętego, zrobić z tego napar i wypić. Można było strużynki zalać winem, poczekać aż wino przemieni się w ocet. Ten 'święty ocet' miał taką samą moc. Trzeba dodać, że drewniane figury przedstawiały Świętego w całej męskiej, przesadzonej pewnie, okazałości, a czasami były to po prostu pokaźne rzeźby samej istoty rzeczy. Kłopot polegał na tym, że członek Świętego, z natury rzeczy, szybko się zużywał, szczególnie po jarmarkach i kościelnych świętach. Przemyślni braciszkowie znaleźli na to sposób. W miarę zużywania się świętego członka nadsztukowywano go regularnie od tyłu kawałeczkami drewna. W ten sposób i kobiety były szczęśliwe, i Święty nie doznawał uszczerbku.
Dodajmy, że Św. Foutin nie jest wymieniony w polskiej 28-tomowej Ęncyklopedii Kościelnej', ani w oxfordzkim słowniku świętych, ani w `Żywotach Świętych Pańskich' Piotra Skargi czy Ojca Prokopa. W religioznawstwie kult Św Foutina uważa się za kontynuację kultu Priapa - starożytnego boga urodzaju i płodności, opiekuna sadów i ogrodów (Uwaga: sadownicy, priapizm nie oznacza wcale umiłowania ogrodnictwa

[zał. il.: Ofiary skladane Priapowi w starożytnym Rzymie]
QAH00051

Koty na usługach polityki.

Angielski ceremoniał koronacyjny od niepamiętnych czasów odznacza się niezwykłą wystawnością i politycznym zaangażowaniem.
Kiedy w 1588 na tron angielski wstąpiła Elżbieta I zwana Dobrą Królową Bess, wiele było okazji do politycznych manifestacji i urabiania opinii tłumu. Szczególnie żywotna była wówczas walka kościoła katolickiego z jego anglikańskimi odszczpieńcami. Na tronie papieskim zasiadał wtedy Paweł IV, władca energiczny, fanatyczny w sprawach obrony popawności wiary. On to wydał pierwszy oficjalny wykaz książek zakazanych (Index librorum prohibitorum).
Jedną z atrakcji koronacyjnych uroczystości była olbrzymia, wielometrowej wysokości kukła papieża, którą miano uroczyście spalić. Była to solidna konstrukcja drewniana obita misternie kolorową materią. Prawdziwy zachwyt ogarnął gawiedź, kiedy to podpalona kukła nagle zaczęła wydawać nieopisany wrzask i wykonywać przedziwne ruchy, jak potępieniec na mękach. A były to czasy, gdzie palenie na stosie było znanym zabiegiem ratującym duszę, a nie było jeszcze przemyślnych maszyn czy cyborgów. Rzecz była stosunkowo prosta - otóż pokaz był animowany jaknajbardziej autentycznie, to znaczy kukła wyfaszerowana była mnóstwem żywych kotów. A który kot nie będzie wrzeszczał, wierzgał i starał się uratować z pochodni, szczególnie, kiedy jest do niej przywiązany?
Tak więc lud miał prawdziwy ubaw, a korona korzyść polityczną, bo nic tak nie urabia przychylności tłumu, jak godziwa rozrywka?

[zał.: portret papieża Pawła IV]
QAH00063

 

witrynę prowadzi
R. Antoszewski

Titirangi, Auckland, Nowa Zelandia

antora@ihug.co.nz

luty 2001
v.1

Site Meter