Jedno zdziwienie dziennie - ...
(luty 2001)

 

Metody lecznicze Gurjieffa czyli oboroterapia.

Katarzyna Mansfield (Kathleen Murry, z domu Mansfield Beauchamp, 1888 - 1923), pisarka nowozelandzka, która uznana jest za mistrzynię opowiadań, wiodła smutne i chorowite życie. Z niewiadomych względów miała słabość do Rosjan, i kiedy powiedziano jej, że niejaki Dr Manuchin posługuje się nowoczesnymi metodami leczniczymi, postanowiła i ona spróbować.
Dr Manuchin (Manoukhin) leczył pacjentów przy pomocy naświetlania śledziony silnym strumieniem promieni X. Skutki takiego leczenia gruźlicy teraz nie trudno jest sobie wyobrazić. Ale w medycynie wszystkie nowe sposoby są dobre. Tak się złożyło, że w tym samym czasie Katarzyna Mansfield przebywała w grupie wyznawców Gurdjieffa, mistyka, filozofa, i szarlatana. Przewodził on grupie swoich wielbicieli, którzy żyli jakby we wspólnocie w majątku koło Fontainebleau pod Paryżem. Wszyscy wykonywali tam prace domowe, uprawiali duży ogród, prowadzili hodowlę bydła.
Pisarka pozostawała pod urokiem Gurdjieffa, który sam też chętnie zajmował się leczeniem. Dla Mansfield taką oto przepisał kurację. Mistrz kazał gruźliczce cześć dnia spędzać na specjalnie skonstruowanej platformie nad oborą, aby chora mogła wchłaniać uzdrawiające zapachy bydła. Teraz nazwalibyśmy to aromaterapią... Balkonik ten, choć w oborze, pomalowany był ślicznie złotą farbą, miał malunki ptaków i owadów, dla wygody i ciepła wyłożony był materacami i dywanami. Mistrz wyznaczył nawet dwie inne wyznawczynie na opiekunki pisarki. Ta niezwykła, rzekomo wschodnioeuropejska kuracja nie wiele pomogła. Katarzyna zmarła w komunie Gurdjieffa w kilka dni po bankietach i przyjęciach, jakie urządzano z okazji Bożego Narodzenia i Nowego roku 1923 i pochowano ją na cmentarzu ewangelickim w pobliży Prieuré.

[p. portret Gurdjieffa i Katarzyny Mansfield]
[QAH00013]

Pawian Heleny Bławackiej.

Helena Bławacka (Helena Blavatsky nee Hahn, 1831 - 1891), postać niezwykle barwna, założycielka ruchu teozoficznego, po kilkunastu latach pełnych nieprawdopodobnych przygód i podróży, życiu, niektórzy mówią, awanturniczym, inni, pełnym medytacji, osiadła w połowie lat 1870-tych w Nowym Jorku. Prowadziła tam bardzo ruchliwy tryb życia, dom jej otwarty był dla wszystkich entuzjastów mocy tajemnych, spirytyzmu i mediumizmu.
Madame Blavatsky kochała zwierzęta, także wypchane. W jej salonie uwagę przyciągały różności w rodzaju - łeb lwicy zawieszony nad drzwiami, małpki wyglądające z każdego zakątka, wypchane ptaki, półka pełna jaszczurek, szara sowa, wąż, itp.
Najważniejszy w tej menażerii był jednak pawian pani Bławackiej. Stał ów pawian na dwóch nogach, z okularami na nosie, ubrany w poranny strój dżentelmena z krawatem i wysokim kołnierzykiem, a pod ręką trzymał manuskrypt wykładu p.t. 'O pochodzeniu gatunków' Karola Darwina. W ten sposób Madame Blavatsky wyrażała swoją pogardę dla teorii ewolucji i osobistą niechęć do jej twórcy.
Z ruchu teozoficznego pozostało nie wiele, ale niechęć do darwinizmu wśród jego zwolenników pozostała. Darwin i darwiniści starają się coś poznać i wiedzieć, zwolennicy teozofii po prostu wiedzą, i koniec.

[zał. karykatura Darwina]
Z teozofią można zapoznać się poprzez internet:
The Blavatsky Student Centre
http://www.azstarnet.com/~blafoun/
oraz Blavatsky net - Theosophy
http://www.blavatsky.net/blavatsky/blavatsky-net.ht
[QAH022]

Kopalny jednorożec.

Pierwszej rekonstrukcji kopalnego kręgowca dokonał prawdopodobnie Otto von Guericke (1602 - 1686), burmistrz Magdeburga i inżynier w Armii Gustawa II Adolfa Ten sam Guericke, który tak wspaniale posługiwał się pompą próżniową i który dotknął eksperymentu na oczach gawiedzi próbując końmi rozerwać dwie półkule metalowe, uprzednio 'napełnione próżnią' - półkule, z których usunięto powietrze przy pomocy wspomnianych pomp.
O ile doświadczenie z kulą próżniową było wspaniałą demonstracją praw fizyki, o tyle rekonstrukcje kręgowca uznać trzeba za niezbyt udane przedsięwzięcie, gorzej, można je uznać za zupełny niewypał naukowy. Guericke skonstruował mianowicie, ni mniej ni więcej, tylko szkielet jednorożca (unicorn) posługując się kupą przypadkowo zebranych z wykopaliska kości i składając je jak kostki lego. Wiadomo, z jednego kompletu lego zrobić można wiele konstrukcji..
Jednorożec fascynował całe pokolenia naturalistów i .. poetów, a istnienie jego było czymś oczywistym dla każdego naturalisty owych czasów i nawet heraldyka dostarczała niezbitych dowodów (p. Lidzbark Welski w Polsce). Niestety, jak się potem okazało, 'w skład' jednorożca wedle Guericke, wchodziły nawet kości mamuta.
Prawdziwej naukowej rekonstrukcji kręgowców dokonał znacznie później Georges Cuvier (1769 - 1832) pod koniec osiemnastego wieku. Ale do tego potrzebne były bogate zbiory muzealne i znajomość anatomii porównawczej zwierząt współczesnych. Tym Guericke nie dysponował.

[zał. rekonstrukcja wg Guericke oraz
słup granicznyc z rzeźbą herbowa Lidzbarka Welskiego]

O Cuvier p. strona poświęcona ewolucji:
http://www.ucmp.berkeley.edu/history/cuvier.html
Olbrzymią galerię jednorożców obejrzeć można pod adr.::
http://wwwusers.imaginet.fr/~faidutti/licornes/unicorn.html
[QAH00021]

Sprytny budzik do herbaty.

Sto czy jeszcze kilkadziesiąt lat temu, przed powszechnym stosowaniem elektryczności w źyciu codziennym, sporządzenie rannej herbaty czy kawy, przygotowanie ciepłej wody do golenia czy chociaźby symbolicznego mycia 'z grubsza', to był powaźny problem. A jak w domu nie było słuźby, rzecz była udręką.
Sprytni Anglicy juź na przełomie wieku oferowali (nawet w handlu korespondencyjnym) wspaniałe urządznie rozwiązujące ten problem.
Na małej tacy zamontowany był budzik, ale spełniał wiele czynności. Nastawiony na określoną godzinę i odpowiednio nakręcony, zapalał najpierw mała lampkę spirytusową ustawioną pod czajniczkiem, który wieczorem należało napełnić wodą. Kiedy woda w czajniczku się zagotowała, odpowiednia dźwigienka podnosiła czajniczek znad palnika, przechylała go odpowiednio i wlewała wrzątek do podstawionego naczynia. Następnie budzik gasił lampkę i dzwonił po raz drugi dając znać, źe czas na wstawanie, picie porannej herbaty, golenie, itp.
I wszystko to bez źadnych wyłączników, grzałek elektrycznych, automatów, chipów i komputerów, itp. Zamiast tego wykorzystano po prostu zwielokrotnione, mechaniczne sprzężenie zwrotne, które wtedy jeszcze nie było tak nazywane. Nie było jeszcze cybernetyki ani robotów.
Urządzenie, jak na zalączonej reklamie gazetowej z przelomu poprzedniego wieku kosztowało jedyne 25 szylingów (odpowiednio chromowane urządzenia były droższe i kosztowały po 70 sz.).
Obecnie taki budzikoczajnik bardzo rzadko spotkac moźna w sklepach kolekcjonerskich i płaci się za niego grube pieniądze.

[zał. reklama handlowa owego budzika]
[QAH00033]

Malarstwo bakteryjne.

W Londynie, w 1936, miał się odbyć Drugi Międzynarodowy Kongres Mikrobiologiczny. Był to czas, w którym coraz oczywiściej widziano koniecność międzynarodwej współpracy w naukach eksperymentalnych. W ramach przygotowań zorganizowano mała wystawę na zapowiedzianą wizytę Królowej Mary w St. Mary's Hospital Medical School. Mało jeszcze znany wówczas mikrobiolog Alexander Fleming (1881-1955), pokazał Królowej dziwny rodzaj malartswa. Otóż na szalkach Petriego z pożywką bakteryjną na agarze widać było flagę 'Union Jack' w całej barwnej krasie. Uczony wyjaśnił skromnie, że malować można też .. bakteriami.
Na samym Kongresie Fleming przedstawił dwa komunikaty - w jednym powiadamiał o tym, że ze znanej wszystkim pleśni Penicilium otrzymać można substancję nazwaną penicyliną, która zabijaja niektóre bakterie chorobotwórcze. Drugi komunikat był lżejszy w naturze - zademonstrował, że starannie dobierając szczepy bakteryjne i wysiewając je w odpowiedni sposób na agarowej pożywcze można .. uprawiać malarstwo. Zamiast pędzla, ma się ezę bakteriologiczną, zamiast płótna - szalkę Petriego z odpowiednio przyrządzonym agarem. Jako dowód pokazał szkic młodej mamusi karmiącej z butelki. A jako dokumentację naukową tej sztuki zademonstrował inną szalkę z kolorowo wypisanymi łacińskimi nazwami bakterii. Był to raczej pokaz mistrzowstwa w sztuce bakteriologicznej, niż w malarswie, oczywiście.
Ani referat o substancjach zabijających bakterie, ani na demonstrację malatswa nie zwrócono większej uwagi.
Po kilku latach niepozorna pleśn po dalszych badania uratowała życie milionom ludzi. W 1945 otrzymał za te badania Nagrodę Nobla i szlachectwo. A skromne demonstracje z malunkami są wskazówką, że mikrobiologię uprawiać można dla przyjemności i zabawy, a okazuje się, i że droga do wielkich odkryć naukowych często prowadzi przez zabawę.
Na dosyc kąśliwą uwagę Królowej Mary w czasie wizyty w Szpitalu - 'a co z tego za pożytek' - po obejrzeniu bakteryjnego 'Union Jacka' aż cisnęła się na usta odpowiedź - pytanie - 'a jaki jest pożytek z zabawy?" Ale wychowanie dżentelmena nie pozwalało na taki dyskurs z samą Królową..

[załączone zachowane zdjęcia stykowe - czarno białe - stanowiące ilustrację do referatu o malarstwie bakteryjnym].

Warto tu wspomnieć, że zanim techniki fotograficzne osiągnęły poziom pozwalający utrwalać wszystko i wszędzie, sprawa wiernej dokumentacji doświadczń naukowych przedstawiała wiele trudności. Jednym z eleganckich sposobów utrwalania doświadczeń z zakresu mikrobiologii polegał na ustawianiu szalek petriego po zakończenia doświadczenia na papierze fotograficznym w ciemni, krótkim oświetleniu i wywołaniu papieru fotograficznego przy pomocy zwyczajnego wywoływacza. W niektórych przypadkach można było starannie wysuszyć agar na płytce i miało się gotowe przeźrocza umożliwiające ilustrowanie wykładu przy użyciu zwykłego diaskopu

[zał. zdjęcie szalek petriego z malarstwem Fleminga]
[QAH00027]

Adam i nazewnictwo zwierząt.

Jak tylko Adam otrzymał władzę nadrzędną nad wszelkim zwierzem, a otrzymał tę władzę wyrokiem najwyższych czynników ("Uczyńmy człowieka na obraz nasz, podobnego do nas i niech panuje nad rybami morskimi i nad ptactwem niebios, i nad bydłem, , i nad całą ziemią i nad wszelkim płazem pełzającym po ziemi." Genesis, 1,26), natychmiast zabrał się za uporządkowanie swojego inwentarza. Przede wszystkim zwołał wszystkich podopiecznych, pobłogosławił im i ponazywał. Rozumiał znaczenie nazewnictwa w porządkowaniu świata żywego, i wiele tysięcy lat minęło, zanim zrozumieli to uczeni, tacy jak Linneusz. W tym świetle niesłusznie nazywany jest ojcem nazewnitwa biologicznego.
Samo zebranie zobaczyć można i przeczytać o nim w pięknej Biblii przepisanej i iluminowanej w 1440 w Holandii.
Samo nadawanie imion możnaby uznać za zwyczajny zabieg gospodarsko - porządkowy. Ale po dokładniejszym przypatrzeniu się ilustracji rzuca się w oczy obecność jednorożca. Co więcej, jednorożec jest tu wyraźnie postacią uprzywilejowaną - Adam gładzi go po rogu, podczas gdy Ewa pobożnie składa dłonie. Wszystko w rajskiej atmosferze, w adamowych strojach, w otoczeniu innych zwierząt oczekujących na swoją kolej w najlepszej zgodzie.
Piękna ta scena jest doskonałą ilustracją, jak widziano świat i przyrodę w owych czasach i jaką rolę miał w niej spełniać człowiek.
Szkoda, że tak wiele wyszło na opak...

[zał. ilustracja z Biblii holenderskiej z 1440 roku]
[QAH00029]

Rozkosze starości.

Państwo Azteków było ustrojem, w którym każdy mieszkaniec był dokładnie umieszczony w hierarchii społecznej, znał swoje miejsce i byl bardzo dokładnie kontrolowany. Było to w pełnym tego słowa znaczeniu państwem policyjnym, choc bez policji w naszym tego zlowa znaczeniu.
Absolutni władcy azteccy zdawali sobie sprawę, że pijaństwo jest największym wrogiem porządku społecznego i w państwie ich picie napojów zawierających alkohol było surowo zakazane. Kara w zasadzie była jedna, taka sama dla mężczyzn i kobiet - ukamieniowanie.
Nie było u Azteków więzień, za mniejsze przewinienia karano chłostą, dźganiem kolcami agawy, wstawianiem głowy w dym z ogniska zaprawionego papryką, wreszcie oddaniem w niewolę. Scena kamieniowania przedstawiona jest w pięknie ilustrowanym tzw. Kodeksie Mendoza [ilustr. załączona].
Co ciekawe, Aztekowie od wieków potrafili produkować napój zwany pulque - najpospolitszy i dziś napój codzienny, coś w rodzaju piwa, w Meksyku. Otrzymuje się go z agawy (Agave salmiana) w ten sposób, że wycina się w dobrze rosnącej roślinie środkowy pąk liściowy tworząc coś w rodzaju zbiornika. Roślina wydziela tam sok (t. zw miód agawowy) zawierający do 10 procent cukru. Zebrać można w ten sposób kilka litrów dziennie tego miodu z jednej rośliny. Pozostawiony przez jakiś czas w naczyniu, sok ten fermentuje i tak powstaje bardzo pożywny, odurzający napój o zawartości do 6% alkoholu.
Ale po co cała ta technologia, skoro picie było karane śmiercią a życie było tak kontrolowane, że o żadnych 'bimbrowniach' nie mogło być mowy.
Otóż była pewna klasa ludzi, którym wolno było pić, a nawet byli zachęcani do picia pulque.
I to wcale nie bogaci czy arystokracja. Tym też nie było wolno 'zalewać robaka'.
Natomiast do woli mogli popijać staruszkowie po siedemdziesiatce, zarówno kobiety jak i mężczyźni. Ale i tu było dziwne, jak na nasze pojęcia, ograniczenie. Otóż staruszkowie cieszyli się tym przywilejem, o ile mieli bezpośrednich spadkobierców.
Pulque podawano im bez ograniczeń podczas uczt. Jedna taka scena przedstawiona jest w tzw. Kodeksie Florentynskim [ilustracja załączona]. Widzimy tam muzykantów i młodą osobę usługującą, oraz dwoje staruszków pociągających pulque przez słomkę z wymyślnego naczynia w kształcie królika. Wiek ich jest dokładnie widoczny - Aztekowie nie mieli alfabetu, wszystko więc musiało być jasno namalowane.
I jak tu nie dziwować się mądrości władców i ich prowodawstwu, które i starszym potrafiło zapewnić radość u schyłku życia, i młodszym umożliwiało szybsze przejęcie majątku zramolałych staruchów..

[zal. il. wesołych stauruszków z tzw Codex Florentino]
[QAH00030]

Mini majteczki Xingu.

Najskromniejsze majteczki swiata noszą chyba dziewczęta i kobiety z plemienia Xingu z centralnej Amazonii w Brazylii.
Strój ten ma swoją nazwę 'uluri' i jest specyficzny dla tego regionu do tego stopnia, że cały ten rezerwat (22.000 km. kw., zaludniony przez okolo 1800 osób - dane sprzed kilku lat) nazywany bywa 'Regionem Uluri'. Rzadki to przypadek nazywania regionu od damskich parafernalii. [p. załączona mapka regionu].
Rzecz jednak w tym, że to nie fatałaszek, a najczęściej, szczególnie przy uroczystych okazjach, cały strój miejscowej damy czy panienki.
Typowe uluri to pasek ze skręconych włokien palmy zwanej buriti, (Mauritia flexuosa L.) spięty u przodu wysuszonym listkiem przypominającym kształtem muszelkę. Pasek ten zakładany jest bardzo nisko na biodrach, tak że listek mieści się na wzgórku łonowym, lub nieco poniżej. Jak każdy ubiór, i ten pelni rolę informującą, a ze względu na klimat, to jedyna właściwie jego rola. Liczka pasemek włókien w pasku powiadamia, czy kobieta jest wolna, czy zamężna, czy wdówka. Od listka spinającego pasek zakłada się w miarę potrzeby sznureczek, który przechodzi między nogami i zaczepiony jest z tyłu do tegoż paska. Zakładanie tego sznureczka reguluje odbywanie stosunków seksualnych, ponieważ mówi on o cyklu menstruacyjnym.
Aż dziw bierze, ile takich kilka sznurków umieszczonych we właściwym miejscu może o człowieku powiedzieć.. [p. zdjęcie piękności Xingu].
Amazonia, znana ze swej liczebności gatunków opisanych już roślin i zwierząt, i z jeszcze większej gatunków nieopisanych dotąd, znana jest także z mnogości kultur indiańskich. Większość z nich już wyginęła lub jest na wymarciu i dlatego z większą uwagą należy badać i obserwować, co jeszcze istnieje.
Nie sądzę, żeby w najbliższym czasie przyjęła się moda 'na uluri' w ubiorze i zachowaniu. Ale wiedzieć warto.

[ilustr.: dziewczyna Xingu ubrana w uluri]
[QAH00031]

Sposób na dziewczynki.

W Indiach, i w kilku jeszcze krajach, od dawien dawna było i jest rzeczą niebezpieczną być dziewczynką, od samego poczęcia.
Radżputowie, indyjska grupa etniczna z Gudżaratu i Radżpustanu, uważająca się za potomków indoaryjskich zdobywców o boskim pochodzeniu, dbali o liczbę wojowników. Wiadomo, był to jedyny sposób na przetrwanie we wiecznie skłoconej mozaice państw i księstewek obecnych Indii, Pakistanu i Bangladeszu. Kobiety byly potrzebne do produkcji wojowników, ale nie w nadmiarze. Jedna kobieta może zrodzić kilku, kilkunastu wojowników, a każda dziewczyna w 'nadmiarze', to tylko wydatki i kłopoty.
Kobiety radżputańskie pomogały w zwiększaniu przewagi chłopców nad dziewczętami w momencie odchodzenia spod matczynej opieki.
Doskonale pomagała w tym roślina, znana ze swoich groźnych właściwości ludom na całym świecie. Chodzi o różne gatunki bielunia z rodziny psiankowatych (Datura sp., fm Solanaceae), należąca do tej samej rodziny co ziemniak, pomidor i kilka jeszcze innych roślin jadalnych.
Indyjskie kobiety posługiwały się miejscowym gatunkiem bielunia - Datura metel [obok ilustracja wykonan przez M. North].
Najlepszym sposobem na niechciane dziewczynki było smarowanie piersi sokiem z tej rośliny. Sądzono, że działa to na dziewczynki zaledwie poczęte, a na nowonarodzone był to środek niezawodny. Zabieg stosowano dosyć powszechnie w ubiegłym wieku, a napewno praktykuje się go i dziś w jakimś stopniu, bo motywy społeczne nie wiele się zmieniły.
Nie ma nic skuteczniejszego (i przyjemniejszego chyba), niż trucizna podana z mlekiem matki.
Wszystkie gatunki bielunia zawierają silne trucizny. Od samych nazw mozna dostać bolu głowy: hioscyjamina, skopolamina, skopina, skopolina, apostropina, to wszystko alkaloidy, dochodzą jeszcze sponiny trójterpenowe i garbniki.
Nasz bieluń dziędzierzawa (Datura stramonium) jest jedną z najniebepieczniejszych roślin trujących w Polsce. Miał i ma wiele zastosowań. Oprócz trucia przeciwników używany był do bardziej wzniosłych celów - stanowił składnik maści czarownic, pomagał przy lataniu na miotle..

[p. ilustr. zielnikowa Datura stramonium]
[QAH00032]

'Skok o linie'.

Nie znam polskiego określenia sportu zwanego 'bunji jumping'. Rzecz polega na skakaniu na łeb na szyję w przepaść, z mostu, z klifu, wreszcie z budynków czy wieży. Najczęściej jednak nie jest to skok samobójczy. Zawodnicy czy amatorzy dreszczyku przywiązani są w kostkach do elastycznej liny tak wymierzonej i dopasowanej do ich wagi i wysokości pozycji startowej, że akurat zatrzymują się nieco nad ziemią, nieco nad wodą, czasem kilkadziesiąt centymetrów pod powierzchnią wody, ale nie powinni rozbijać się o skały czy o dno zbiornika wodnego czy rzeki. W zasadzie. Czasami bywa jednak inaczej.
Sport, który opanował co bardziej ekskluzywne ośrodki wypoczynkowe na całym świecie, w Nowej Zelandii dorobił się nawet czegoś w rodzaju bohatera narodowego zaliczającego co większe konstrukcje świata, narodził się na Pacyfiku i opisywany był dawno temu jako rytuał inicjacyjny młodzieńców w maleńkiej republice wyspiarskiej Vanuatu (dawne Nowe Hebrydy).
Ubezpieczone skoki z wieży praktykowano tu od czasów niepamiętnych jako sposób na okazanie, że młodzieńcy są pełnoprawnymi członkami społeczności, pełnymi odwagi i sprawności fizycznej. W pewnym sensie miały też charakter religijny, wykazywały zdolność do poświęceń i czynów bohaterskich.
Obyczaj znany jest od wielu pokoleń i hołdowano mu w czasach kiedy jeszcze o elastycznych linach nikomu się nie śniło. Ale na wyspach Pacyfiku było zatrzęsienie cienkich, elastycznych, niezwykle wytrzymałych lian, których właściwości do złudzenia przypominają elastyczne liny z włókien syntetycznych.
Rzecz miała charakter uroczysty. Cała ludność wysepki zbierała się pod drewnianą konstrukcją kilkunastometrowej wysokości dookoła której przygotowywano jadło. organizowano tańce. Kandydaci na bohaterów, po poddaniu się testom wytrzymałości, czasem poniżeniom związanym z przymusowym przebieractwem, wdrapywali się na wieżę, obwiązywali kostki lianą długą na tyle, żeby akurat po rozciągnięciu sięgała do powierzchni ziemi minus kilkadziesiąt centymetrów i ... skakali na łeb na szyję. Czasem się nie udawało, ale i teraz czasem się nie udaje. Co i raz słychać, że ktoś rozwalił się w kanionie, ktoś dostał udaru mózgu, komuś odkleiła się siatkówka.
Ale czy jest sport albo poważny rytuał bez ryzyka? Mówiono, że rutynowany pingpongista udławił się na śmierć piłeczką pingpongową..

[p. pocztówka z Vanuatu]
[QAH00019]

 

witrynę prowadzi
R. Antoszewski

Titirangi, Auckland, Nowa Zelandia

antora@ihug.co.nz

luty 2001
v.1

Site Meter