 
|
Metody lecznicze Gurjieffa
czyli oboroterapia.
Katarzyna Mansfield (Kathleen Murry, z domu Mansfield
Beauchamp, 1888 - 1923), pisarka nowozelandzka, która
uznana jest za mistrzynię opowiadań, wiodła smutne i
chorowite życie. Z niewiadomych względów miała
słabość do Rosjan, i kiedy powiedziano jej, że
niejaki Dr Manuchin posługuje się nowoczesnymi metodami
leczniczymi, postanowiła i ona spróbować.
Dr Manuchin (Manoukhin) leczył pacjentów przy pomocy
naświetlania śledziony silnym strumieniem promieni X.
Skutki takiego leczenia gruźlicy teraz nie trudno jest
sobie wyobrazić. Ale w medycynie wszystkie nowe sposoby
są dobre. Tak się złożyło, że w tym samym czasie
Katarzyna Mansfield przebywała w grupie wyznawców
Gurdjieffa, mistyka, filozofa, i szarlatana. Przewodził
on grupie swoich wielbicieli, którzy żyli jakby we
wspólnocie w majątku koło Fontainebleau pod Paryżem.
Wszyscy wykonywali tam prace domowe, uprawiali duży
ogród, prowadzili hodowlę bydła.
Pisarka pozostawała pod urokiem Gurdjieffa, który sam
też chętnie zajmował się leczeniem. Dla Mansfield
taką oto przepisał kurację. Mistrz kazał gruźliczce
cześć dnia spędzać na specjalnie skonstruowanej
platformie nad oborą, aby chora mogła wchłaniać
uzdrawiające zapachy bydła. Teraz nazwalibyśmy to
aromaterapią... Balkonik ten, choć w oborze, pomalowany
był ślicznie złotą farbą, miał malunki ptaków i
owadów, dla wygody i ciepła wyłożony był materacami
i dywanami. Mistrz wyznaczył nawet dwie inne
wyznawczynie na opiekunki pisarki. Ta niezwykła, rzekomo
wschodnioeuropejska kuracja nie wiele pomogła. Katarzyna
zmarła w komunie Gurdjieffa w kilka dni po bankietach i
przyjęciach, jakie urządzano z okazji Bożego
Narodzenia i Nowego roku 1923 i pochowano ją na
cmentarzu ewangelickim w pobliży Prieuré.
[p.
portret Gurdjieffa i Katarzyny Mansfield]
[QAH00013]
|
 |
Pawian Heleny Bławackiej.
Helena Bławacka (Helena Blavatsky nee Hahn, 1831 -
1891), postać niezwykle barwna, założycielka ruchu
teozoficznego, po kilkunastu latach pełnych
nieprawdopodobnych przygód i podróży, życiu,
niektórzy mówią, awanturniczym, inni, pełnym
medytacji, osiadła w połowie lat 1870-tych w Nowym
Jorku. Prowadziła tam bardzo ruchliwy tryb życia, dom
jej otwarty był dla wszystkich entuzjastów mocy
tajemnych, spirytyzmu i mediumizmu.
Madame Blavatsky kochała zwierzęta, także wypchane. W
jej salonie uwagę przyciągały różności w rodzaju -
łeb lwicy zawieszony nad drzwiami, małpki wyglądające
z każdego zakątka, wypchane ptaki, półka pełna
jaszczurek, szara sowa, wąż, itp.
Najważniejszy w tej menażerii był jednak pawian pani
Bławackiej. Stał ów pawian na dwóch nogach, z
okularami na nosie, ubrany w poranny strój dżentelmena
z krawatem i wysokim kołnierzykiem, a pod ręką
trzymał manuskrypt wykładu p.t. 'O pochodzeniu
gatunków' Karola Darwina. W ten sposób Madame Blavatsky
wyrażała swoją pogardę dla teorii ewolucji i
osobistą niechęć do jej twórcy.
Z ruchu teozoficznego pozostało nie wiele, ale niechęć
do darwinizmu wśród jego zwolenników pozostała.
Darwin i darwiniści starają się coś poznać i
wiedzieć, zwolennicy teozofii po prostu wiedzą, i
koniec.
[zał.
karykatura Darwina]
Z teozofią można zapoznać się poprzez internet:
The Blavatsky Student Centre
http://www.azstarnet.com/~blafoun/
oraz Blavatsky net - Theosophy
http://www.blavatsky.net/blavatsky/blavatsky-net.ht
[QAH022]
|
 
|
Kopalny jednorożec.
Pierwszej rekonstrukcji kopalnego kręgowca dokonał
prawdopodobnie Otto von Guericke (1602 - 1686), burmistrz
Magdeburga i inżynier w Armii Gustawa II Adolfa Ten sam
Guericke, który tak wspaniale posługiwał się pompą
próżniową i który dotknął eksperymentu na oczach
gawiedzi próbując końmi rozerwać dwie półkule
metalowe, uprzednio 'napełnione próżnią' - półkule,
z których usunięto powietrze przy pomocy wspomnianych
pomp.
O ile doświadczenie z kulą próżniową było wspaniałą
demonstracją praw fizyki, o tyle rekonstrukcje kręgowca
uznać trzeba za niezbyt udane przedsięwzięcie, gorzej,
można je uznać za zupełny niewypał naukowy. Guericke
skonstruował mianowicie, ni mniej ni więcej, tylko
szkielet jednorożca (unicorn) posługując się kupą
przypadkowo zebranych z wykopaliska kości i składając
je jak kostki lego. Wiadomo, z jednego kompletu lego
zrobić można wiele konstrukcji..
Jednorożec fascynował całe pokolenia naturalistów i
.. poetów, a istnienie jego było czymś oczywistym dla
każdego naturalisty owych czasów i nawet heraldyka
dostarczała niezbitych dowodów (p. Lidzbark Welski w
Polsce). Niestety, jak się potem okazało, 'w skład'
jednorożca wedle Guericke, wchodziły nawet kości
mamuta.
Prawdziwej naukowej rekonstrukcji kręgowców dokonał
znacznie później Georges Cuvier (1769 - 1832) pod
koniec osiemnastego wieku. Ale do tego potrzebne były
bogate zbiory muzealne i znajomość anatomii
porównawczej zwierząt współczesnych. Tym Guericke nie
dysponował.
[zał.
rekonstrukcja wg Guericke oraz
słup granicznyc z rzeźbą herbowa Lidzbarka Welskiego]
O Cuvier p. strona poświęcona ewolucji:
http://www.ucmp.berkeley.edu/history/cuvier.html
Olbrzymią galerię jednorożców obejrzeć można pod
adr.::
http://wwwusers.imaginet.fr/~faidutti/licornes/unicorn.html
[QAH00021]
|
 |
Sprytny budzik do herbaty.
Sto czy jeszcze kilkadziesiąt lat temu, przed
powszechnym stosowaniem elektryczności w źyciu
codziennym, sporządzenie rannej herbaty czy kawy,
przygotowanie ciepłej wody do golenia czy chociaźby
symbolicznego mycia 'z grubsza', to był powaźny
problem. A jak w domu nie było słuźby, rzecz była
udręką.
Sprytni Anglicy juź na przełomie wieku oferowali (nawet
w handlu korespondencyjnym) wspaniałe urządznie
rozwiązujące ten problem.
Na małej tacy zamontowany był budzik, ale spełniał
wiele czynności. Nastawiony na określoną godzinę i
odpowiednio nakręcony, zapalał najpierw mała lampkę
spirytusową ustawioną pod czajniczkiem, który
wieczorem należało napełnić wodą. Kiedy woda w
czajniczku się zagotowała, odpowiednia dźwigienka
podnosiła czajniczek znad palnika, przechylała go
odpowiednio i wlewała wrzątek do podstawionego
naczynia. Następnie budzik gasił lampkę i dzwonił po
raz drugi dając znać, źe czas na wstawanie, picie
porannej herbaty, golenie, itp.
I wszystko to bez źadnych wyłączników, grzałek
elektrycznych, automatów, chipów i komputerów, itp.
Zamiast tego wykorzystano po prostu zwielokrotnione,
mechaniczne sprzężenie zwrotne, które wtedy jeszcze
nie było tak nazywane. Nie było jeszcze cybernetyki ani
robotów.
Urządzenie, jak na zalączonej reklamie gazetowej z
przelomu poprzedniego wieku kosztowało jedyne 25
szylingów (odpowiednio chromowane urządzenia były
droższe i kosztowały po 70 sz.).
Obecnie taki budzikoczajnik bardzo rzadko spotkac moźna
w sklepach kolekcjonerskich i płaci się za niego grube
pieniądze.
[zał.
reklama handlowa owego budzika]
[QAH00033]
|
 |
Malarstwo bakteryjne.
W Londynie, w 1936, miał się odbyć Drugi
Międzynarodowy Kongres Mikrobiologiczny. Był to czas, w
którym coraz oczywiściej widziano koniecność
międzynarodwej współpracy w naukach eksperymentalnych.
W ramach przygotowań zorganizowano mała wystawę na
zapowiedzianą wizytę Królowej Mary w St. Mary's
Hospital Medical School. Mało jeszcze znany wówczas
mikrobiolog Alexander Fleming (1881-1955), pokazał
Królowej dziwny rodzaj malartswa. Otóż na szalkach
Petriego z pożywką bakteryjną na agarze widać było
flagę 'Union Jack' w całej barwnej krasie. Uczony
wyjaśnił skromnie, że malować można też ..
bakteriami.
Na samym Kongresie Fleming przedstawił dwa komunikaty -
w jednym powiadamiał o tym, że ze znanej wszystkim
pleśni Penicilium otrzymać można substancję nazwaną
penicyliną, która zabijaja niektóre bakterie
chorobotwórcze. Drugi komunikat był lżejszy w naturze
- zademonstrował, że starannie dobierając szczepy
bakteryjne i wysiewając je w odpowiedni sposób na
agarowej pożywcze można .. uprawiać malarstwo. Zamiast
pędzla, ma się ezę bakteriologiczną, zamiast płótna
- szalkę Petriego z odpowiednio przyrządzonym agarem.
Jako dowód pokazał szkic młodej mamusi karmiącej z
butelki. A jako dokumentację naukową tej sztuki
zademonstrował inną szalkę z kolorowo wypisanymi
łacińskimi nazwami bakterii. Był to raczej pokaz
mistrzowstwa w sztuce bakteriologicznej, niż w
malarswie, oczywiście.
Ani referat o substancjach zabijających bakterie, ani na
demonstrację malatswa nie zwrócono większej uwagi.
Po kilku latach niepozorna pleśn po dalszych badania
uratowała życie milionom ludzi. W 1945 otrzymał za te
badania Nagrodę Nobla i szlachectwo. A skromne
demonstracje z malunkami są wskazówką, że
mikrobiologię uprawiać można dla przyjemności i
zabawy, a okazuje się, i że droga do wielkich odkryć
naukowych często prowadzi przez zabawę.
Na dosyc kąśliwą uwagę Królowej Mary w czasie wizyty
w Szpitalu - 'a co z tego za pożytek' - po obejrzeniu
bakteryjnego 'Union Jacka' aż cisnęła się na usta
odpowiedź - pytanie - 'a jaki jest pożytek z
zabawy?" Ale wychowanie dżentelmena nie pozwalało
na taki dyskurs z samą Królową..
[załączone zachowane zdjęcia stykowe - czarno białe -
stanowiące ilustrację do referatu o malarstwie
bakteryjnym].
Warto tu wspomnieć, że zanim techniki fotograficzne
osiągnęły poziom pozwalający utrwalać wszystko i
wszędzie, sprawa wiernej dokumentacji doświadczń
naukowych przedstawiała wiele trudności. Jednym z
eleganckich sposobów utrwalania doświadczeń z zakresu
mikrobiologii polegał na ustawianiu szalek petriego po
zakończenia doświadczenia na papierze fotograficznym w
ciemni, krótkim oświetleniu i wywołaniu papieru
fotograficznego przy pomocy zwyczajnego wywoływacza. W
niektórych przypadkach można było starannie wysuszyć
agar na płytce i miało się gotowe przeźrocza
umożliwiające ilustrowanie wykładu przy użyciu
zwykłego diaskopu
[zał.
zdjęcie szalek petriego z malarstwem Fleminga]
[QAH00027]
|
 |
Adam i nazewnictwo
zwierząt.
Jak tylko Adam otrzymał władzę nadrzędną nad
wszelkim zwierzem, a otrzymał tę władzę wyrokiem
najwyższych czynników ("Uczyńmy człowieka na
obraz nasz, podobnego do nas i niech panuje nad rybami
morskimi i nad ptactwem niebios, i nad bydłem, , i nad
całą ziemią i nad wszelkim płazem pełzającym po
ziemi." Genesis, 1,26), natychmiast zabrał się za
uporządkowanie swojego inwentarza. Przede wszystkim
zwołał wszystkich podopiecznych, pobłogosławił im i
ponazywał. Rozumiał znaczenie nazewnictwa w
porządkowaniu świata żywego, i wiele tysięcy lat
minęło, zanim zrozumieli to uczeni, tacy jak Linneusz.
W tym świetle niesłusznie nazywany jest ojcem
nazewnitwa biologicznego.
Samo zebranie zobaczyć można i przeczytać o nim w
pięknej Biblii przepisanej i iluminowanej w 1440 w
Holandii.
Samo nadawanie imion możnaby uznać za zwyczajny zabieg
gospodarsko - porządkowy. Ale po dokładniejszym
przypatrzeniu się ilustracji rzuca się w oczy
obecność jednorożca. Co więcej, jednorożec jest tu
wyraźnie postacią uprzywilejowaną - Adam gładzi go po
rogu, podczas gdy Ewa pobożnie składa dłonie. Wszystko
w rajskiej atmosferze, w adamowych strojach, w otoczeniu
innych zwierząt oczekujących na swoją kolej w
najlepszej zgodzie.
Piękna ta scena jest doskonałą ilustracją, jak
widziano świat i przyrodę w owych czasach i jaką rolę
miał w niej spełniać człowiek.
Szkoda, że tak wiele wyszło na opak...
[zał.
ilustracja z Biblii holenderskiej z 1440 roku]
[QAH00029]
|
 |
Rozkosze starości.
Państwo Azteków było ustrojem, w którym każdy
mieszkaniec był dokładnie umieszczony w hierarchii
społecznej, znał swoje miejsce i byl bardzo dokładnie
kontrolowany. Było to w pełnym tego słowa znaczeniu
państwem policyjnym, choc bez policji w naszym tego
zlowa znaczeniu.
Absolutni władcy azteccy zdawali sobie sprawę, że
pijaństwo jest największym wrogiem porządku
społecznego i w państwie ich picie napojów
zawierających alkohol było surowo zakazane. Kara w
zasadzie była jedna, taka sama dla mężczyzn i kobiet -
ukamieniowanie.
Nie było u Azteków więzień, za mniejsze przewinienia
karano chłostą, dźganiem kolcami agawy, wstawianiem
głowy w dym z ogniska zaprawionego papryką, wreszcie
oddaniem w niewolę. Scena kamieniowania przedstawiona
jest w pięknie ilustrowanym tzw. Kodeksie Mendoza
[ilustr. załączona].
Co ciekawe, Aztekowie od wieków potrafili produkować
napój zwany pulque - najpospolitszy i dziś napój
codzienny, coś w rodzaju piwa, w Meksyku. Otrzymuje się
go z agawy (Agave salmiana) w ten sposób, że wycina
się w dobrze rosnącej roślinie środkowy pąk
liściowy tworząc coś w rodzaju zbiornika. Roślina
wydziela tam sok (t. zw miód agawowy) zawierający do 10
procent cukru. Zebrać można w ten sposób kilka litrów
dziennie tego miodu z jednej rośliny. Pozostawiony przez
jakiś czas w naczyniu, sok ten fermentuje i tak powstaje
bardzo pożywny, odurzający napój o zawartości do 6%
alkoholu.
Ale po co cała ta technologia, skoro picie było karane
śmiercią a życie było tak kontrolowane, że o
żadnych 'bimbrowniach' nie mogło być mowy.
Otóż była pewna klasa ludzi, którym wolno było pić,
a nawet byli zachęcani do picia pulque.
I to wcale nie bogaci czy arystokracja. Tym też nie
było wolno 'zalewać robaka'.
Natomiast do woli mogli popijać staruszkowie po
siedemdziesiatce, zarówno kobiety jak i mężczyźni.
Ale i tu było dziwne, jak na nasze pojęcia,
ograniczenie. Otóż staruszkowie cieszyli się tym
przywilejem, o ile mieli bezpośrednich spadkobierców.
Pulque podawano im bez ograniczeń podczas uczt. Jedna
taka scena przedstawiona jest w tzw. Kodeksie
Florentynskim [ilustracja załączona]. Widzimy tam
muzykantów i młodą osobę usługującą, oraz dwoje
staruszków pociągających pulque przez słomkę z
wymyślnego naczynia w kształcie królika. Wiek ich jest
dokładnie widoczny - Aztekowie nie mieli alfabetu,
wszystko więc musiało być jasno namalowane.
I jak tu nie dziwować się mądrości władców i ich
prowodawstwu, które i starszym potrafiło zapewnić
radość u schyłku życia, i młodszym umożliwiało
szybsze przejęcie majątku zramolałych staruchów..
[zal. il. wesołych stauruszków z tzw Codex
Florentino]
[QAH00030]
|
 
|
Mini majteczki Xingu.
Najskromniejsze majteczki swiata noszą chyba
dziewczęta i kobiety z plemienia Xingu z centralnej
Amazonii w Brazylii.
Strój ten ma swoją nazwę 'uluri' i jest specyficzny
dla tego regionu do tego stopnia, że cały ten rezerwat
(22.000 km. kw., zaludniony przez okolo 1800 osób - dane
sprzed kilku lat) nazywany bywa 'Regionem Uluri'. Rzadki
to przypadek nazywania regionu od damskich parafernalii.
[p. załączona mapka regionu].
Rzecz jednak w tym, że to nie fatałaszek, a
najczęściej, szczególnie przy uroczystych okazjach,
cały strój miejscowej damy czy panienki.
Typowe uluri to pasek ze skręconych włokien palmy
zwanej buriti, (Mauritia flexuosa L.) spięty u
przodu wysuszonym listkiem przypominającym kształtem
muszelkę. Pasek ten zakładany jest bardzo nisko na
biodrach, tak że listek mieści się na wzgórku
łonowym, lub nieco poniżej. Jak każdy ubiór, i ten
pelni rolę informującą, a ze względu na klimat, to
jedyna właściwie jego rola. Liczka pasemek włókien w
pasku powiadamia, czy kobieta jest wolna, czy zamężna,
czy wdówka. Od listka spinającego pasek zakłada się w
miarę potrzeby sznureczek, który przechodzi między
nogami i zaczepiony jest z tyłu do tegoż paska.
Zakładanie tego sznureczka reguluje odbywanie stosunków
seksualnych, ponieważ mówi on o cyklu menstruacyjnym.
Aż dziw bierze, ile takich kilka sznurków umieszczonych
we właściwym miejscu może o człowieku powiedzieć..
[p. zdjęcie piękności Xingu].
Amazonia, znana ze swej liczebności gatunków opisanych
już roślin i zwierząt, i z jeszcze większej gatunków
nieopisanych dotąd, znana jest także z mnogości kultur
indiańskich. Większość z nich już wyginęła lub
jest na wymarciu i dlatego z większą uwagą należy
badać i obserwować, co jeszcze istnieje.
Nie sądzę, żeby w najbliższym czasie przyjęła się
moda 'na uluri' w ubiorze i zachowaniu. Ale wiedzieć
warto.
[ilustr.:
dziewczyna Xingu ubrana w uluri]
[QAH00031]
|
 |
Sposób
na dziewczynki.
W Indiach, i w kilku jeszcze krajach, od dawien dawna
było i jest rzeczą niebezpieczną być dziewczynką, od
samego poczęcia.
Radżputowie, indyjska grupa etniczna z Gudżaratu i
Radżpustanu, uważająca się za potomków indoaryjskich
zdobywców o boskim pochodzeniu, dbali o liczbę
wojowników. Wiadomo, był to jedyny sposób na
przetrwanie we wiecznie skłoconej mozaice państw i
księstewek obecnych Indii, Pakistanu i Bangladeszu.
Kobiety byly potrzebne do produkcji wojowników, ale nie
w nadmiarze. Jedna kobieta może zrodzić kilku,
kilkunastu wojowników, a każda dziewczyna w
'nadmiarze', to tylko wydatki i kłopoty.
Kobiety radżputańskie pomogały w zwiększaniu przewagi
chłopców nad dziewczętami w momencie odchodzenia spod
matczynej opieki.
Doskonale pomagała w tym roślina, znana ze swoich
groźnych właściwości ludom na całym świecie. Chodzi
o różne gatunki bielunia z rodziny psiankowatych
(Datura sp., fm Solanaceae), należąca do tej samej
rodziny co ziemniak, pomidor i kilka jeszcze innych
roślin jadalnych.
Indyjskie kobiety posługiwały się miejscowym gatunkiem
bielunia - Datura metel [obok ilustracja wykonan
przez M. North].
Najlepszym sposobem na niechciane dziewczynki było
smarowanie piersi sokiem z tej rośliny. Sądzono, że
działa to na dziewczynki zaledwie poczęte, a na
nowonarodzone był to środek niezawodny. Zabieg
stosowano dosyć powszechnie w ubiegłym wieku, a napewno
praktykuje się go i dziś w jakimś stopniu, bo motywy
społeczne nie wiele się zmieniły.
Nie ma nic skuteczniejszego (i przyjemniejszego chyba),
niż trucizna podana z mlekiem matki.
Wszystkie gatunki bielunia zawierają silne trucizny. Od
samych nazw mozna dostać bolu głowy: hioscyjamina,
skopolamina, skopina, skopolina, apostropina, to wszystko
alkaloidy, dochodzą jeszcze sponiny trójterpenowe i
garbniki.
Nasz bieluń dziędzierzawa (Datura stramonium)
jest jedną z najniebepieczniejszych roślin trujących w
Polsce. Miał i ma wiele zastosowań. Oprócz trucia
przeciwników używany był do bardziej wzniosłych
celów - stanowił składnik maści czarownic, pomagał
przy lataniu na miotle..
[p.
ilustr. zielnikowa Datura stramonium]
[QAH00032]
|
 |
'Skok o linie'.
Nie znam polskiego określenia sportu zwanego 'bunji
jumping'. Rzecz polega na skakaniu na łeb na szyję w
przepaść, z mostu, z klifu, wreszcie z budynków czy
wieży. Najczęściej jednak nie jest to skok
samobójczy. Zawodnicy czy amatorzy dreszczyku
przywiązani są w kostkach do elastycznej liny tak
wymierzonej i dopasowanej do ich wagi i wysokości
pozycji startowej, że akurat zatrzymują się nieco nad
ziemią, nieco nad wodą, czasem kilkadziesiąt
centymetrów pod powierzchnią wody, ale nie powinni
rozbijać się o skały czy o dno zbiornika wodnego czy
rzeki. W zasadzie. Czasami bywa jednak inaczej.
Sport, który opanował co bardziej ekskluzywne ośrodki
wypoczynkowe na całym świecie, w Nowej Zelandii
dorobił się nawet czegoś w rodzaju bohatera narodowego
zaliczającego co większe konstrukcje świata, narodził
się na Pacyfiku i opisywany był dawno temu jako rytuał
inicjacyjny młodzieńców w maleńkiej republice
wyspiarskiej Vanuatu (dawne Nowe Hebrydy).
Ubezpieczone skoki z wieży praktykowano tu od czasów
niepamiętnych jako sposób na okazanie, że młodzieńcy
są pełnoprawnymi członkami społeczności, pełnymi
odwagi i sprawności fizycznej. W pewnym sensie miały
też charakter religijny, wykazywały zdolność do
poświęceń i czynów bohaterskich.
Obyczaj znany jest od wielu pokoleń i hołdowano mu w
czasach kiedy jeszcze o elastycznych linach nikomu się
nie śniło. Ale na wyspach Pacyfiku było zatrzęsienie
cienkich, elastycznych, niezwykle wytrzymałych lian,
których właściwości do złudzenia przypominają
elastyczne liny z włókien syntetycznych.
Rzecz miała charakter uroczysty. Cała ludność wysepki
zbierała się pod drewnianą konstrukcją
kilkunastometrowej wysokości dookoła której
przygotowywano jadło. organizowano tańce. Kandydaci na
bohaterów, po poddaniu się testom wytrzymałości,
czasem poniżeniom związanym z przymusowym
przebieractwem, wdrapywali się na wieżę, obwiązywali
kostki lianą długą na tyle, żeby akurat po
rozciągnięciu sięgała do powierzchni ziemi minus
kilkadziesiąt centymetrów i ... skakali na łeb na
szyję. Czasem się nie udawało, ale i teraz czasem się
nie udaje. Co i raz słychać, że ktoś rozwalił się w
kanionie, ktoś dostał udaru mózgu, komuś odkleiła
się siatkówka.
Ale czy jest sport albo poważny rytuał bez ryzyka?
Mówiono, że rutynowany pingpongista udławił się na
śmierć piłeczką pingpongową..
[p.
pocztówka z Vanuatu]
[QAH00019]
|