Jedno zdziwienie dziennie - ...
(styczeń 2001)

Słoniowa viagra.

Słoń samiec, choć bardzo wierny i dobry małżonek, jest bardzo marnym kochankiem. Więc kiedy jego małżonka chce mieć potomstwo, musi znaleźć na to jakiś specjalny kruczek, bo zwykła zalotność i wdzięk nie pomaga.
Najlepszym sposobem jest udanie się na wschód, w pobliże raju, tam gdzie rośnie mandragora, bo mandragora, jak wiadomo, to najlepszy sposób na oziębłość płciową słoni. Samica najpierw sama je mandragorę, a potem nakłania partnera, by zrobił to samo. Po spożyciu tego specjału małżonkowie niezawodnie zaczną oddawać się miłosnym rozkoszom i samica natychmiast zachodzi w ciążę. A trzeba wiedzieć, że rodzi tylko raz w swoim długim życiu po dwuletniej ciąży.
Poród odbywa się w szczególych warunkach, chyba ze względu na ciężar przyszłej matki i słoniątka. Otóż przed porodem samica udaje się do jeziora, wchodzi do wody i tam rodzi, podczas gdy małżonek pełni na brzegu straż, by przegnać smoka, gdyby się taki pojawił. A wiadomo, że smoki były największymi wrogami słoni.
Jeszcze o jednej słoniowej sprawie warto tu powiedzieć, mającej pewne znaczenie praktyczne. Otóż słonie nie mają stawów w nogach. Wiadomo, nogi ich są jak słupy, co każdy może zobaczyć, i kiedy przypadkowo upadną, nie mogą się same podnieść. W związku z tym śpią na stojąco podpierając się tylko o drzewo. Wykorzystują to zmyślni Hindusi polujący na słonie. Otóż domyślając się o jakie drzewo słoń oprze się na nocleg, podcinają to drzewo w połowie. Kiedy już słon uśnie i całą siłą oprze się o drzewo, drzewo się łamie, słoń pada, i już jest do wzięcia dla myśliwych.
Takie przynajmniej wiadomości znajdujemy w średniowiecznych opisach natury. tzw bestiariach. Oczywiście życie zwierząt było tylko aluzją do bardziej wzniosłych spraw. Częstowanie mandragorą miało przypominać Ewę i Adama w raju, słoń opierający się o podcięte drzewo ma przypominać konieczność wyboru właściwego oparcia we wierze, upadek jasny sam w sobie, a reszta to wątek, który miał olśnić światowością i erudycją i zaciekawiać czytelnika, a przede wszystkim słuchacza umoralniających opowiadań i kazań.

[zał.: rodzina słoni nad wodą przed porodem -
ze średniowiecznego bestiariusza]
[QAH00044]

Musztarda na leniwe żony.

Pliniusz Starszy (23 - 79), wszechstronnie wykształcony autor słynnej encyklopedii i ofiara wybuchu Wezuwiusza stwierdza, że leniwe żony należy karmić musztardą. Wtedy przeobrażą się w pracowite panie domu.
Nie wiadomo na ile jest to metoda skuteczna, wiadomo jednak, że w tym też czasie musztarda stała się w Rzymie modna jako dodatek do wszystkiego, szczególnie do miąs.
Były specjalne sosy musztardowe do ptactwa, jak kaczek, strusi, żurawi, gołąbków, a także do innych potraw, jak świńskich sutek i całej gamy dań rybnych.
Podawano także gotowane kiełbasy z musztardą, zupełnie jak obecne tzw 'hotdogi', czyli ciepłe psy.
A wszystko to za sprawą Coeliusa (albo Giusa) Apiciusa, bogatego kupca rzymskiego za czasów Tyberiusza (14 - 37), który wydawał hojne uczty z niezmiernie wymyślnymi daniami. Sam na tych ucztach wyszedł marnie - zbankrutował, i kiedy miał już tylko kilkumilionowy majątek (pół miliona sestercji), wolał popełnić samobójstwo, niż klepać marne życie pozbawione wspaniałych uczt.
Pozostało jednak po nim wiekopomne dzieło - dziesięciotomowa książka kucharska 'De re coquinaria', wydawana także jako 'De arte coquinaria seu de obsoniis et condimentis'. W niej to została rozpropagowana musztarda, która od tgeo czasu na stałe weszła na nasze stoły. Slynne klasyczne dzieło Apiciusza wydawano jeszcze w początku dwudziestego wieku.

[zał. ilustr.:
scena z uczty, fragment mozaiki rzymskiej z 2-3 wieku]
QAH00045

Sztuka uwodzenia, czyli dlaczego Picasso malował penisem.

Picasso zwykł był żartować, że maluje przy pomocy penisa. Swojego.
A robił to niezwykle wydajnie. W ciągu swojego długiego życia (1881 - 1973) namalował 14.000 obrazów, 34.000 ilustracji książkowych oraz 100.000 sztychów i grawiur.
Równocześnie był zdrowym podrywaczem, leciały na niego kobiety różnych ras i różnego wieku, miał dosyć czasu na robienie dzieci.
Picassa, jak i wielu innych tworców w różnych dziedzinach można brać za przykład rozważając na temat roli intelektu w walce o byt i przetrwanie 'samolubnego genu'.
Geoffrey Miller, psycholog z University College w Londynie w ostatnio opublikowanej książce ("Mating Mate" 2000) twierdzi, nie bez racji, że ewolucja to nie tylko sztuka przeżycia, to nie tylko bycie najsprawniejszym w walce o byt. Aby przekazać swoje geny, trzeba też umieć przyciągnąć uwagę partnera, , jako że bez partnera przekazywanie genów zwykle nie udaje się. Jednym słowem trzeba umieć przyciągnąć uwagę samic, usidlić je intelektualnie. Bez zainteresowanych samic gotowych na wpuszczenie samca do przysłowiego łóżka, nie ma przekazywania genow. W szerszym sensie dotyczy to też zwierząt.
I tak, gwoli przyciągania uwagi potencjalnych partnerek powstawały coraz wymyślniejsze elementy zdobnicze samców jako drugorzędne cechy płciowe. Wytwarzanie i właściwe ich używanie dla celów uatrakcyjniania wymagało większego mózgu i większego wysiłku intelektualnego.
Niemozliwosc wyjaśnienia roli mózgu w ewolucji była słabą atroną teorii Darwina. Darwin rozwinął teorię doboru płciowego, by wyjaśnić powstanie i rozwoj cech, które nie są bezpośrednio pożyteczne w walce o byt - żeby wspomnieć tylko przysłowiowy pawi ogon, monstrualne poroże i fenomenalne grzywy. Wszystko to rzeczy bardzo kosztowne metabolicznie, ale widocznie opłacalne.
A wielki mózg jest jeszcze bardziej kosztowny pod względem metabolicznym, niż jakiś tam ogon czy grzywa. Człowiek zużywa prawie jedną czwartą do jednej trzeciej energii ze spożywanych dziennie pokarmów na utrzymanie mózgu.
Istota rzeczy polega na tym, zdaniem Millera, że w doborze płciowym to samice wybierają partnerów i samce muszą się czymś samicom przypodobać. Mózg z tego punktu widzenia jest płciowym ornamentem, kosztownym, ale skutecznym.
Mistrzostwo pianisty czy malowanie obrazów na pierwszy rzut nie wydają się mieć wielkich walorów adaptacyjnych. Pianista nie pokona boksera w walce na pięści o panienkę, malarz nie może rownać się z gladiatorem w walce, ale potrafi tęże panienkę zainteresować i w ten sposób zachęcic ją do prowadzenia go do łóżka, a więc umożliwić mu przekazanie jego genów samolubnych następnym pokoleniom.
I tu dochodzimy do sedna sprawy - z tego punktu widzenia mózg uważać można za narząd służący do rozrywki, zabawiania dam po to, by znaleźć się z nimi w łóżku.
Nie wyjaśnia to, dlaczego kobiety także mają duże mózgi, choć nieco mniejsze od mężczyzn.
No cóż, żeby ocenić, czy potencjalny partner odznacza się intelektem, poczuciem humoru i w ogóle jest atrakcyjny, wart tego, by spędzić z nim jakiś kawałek życia i mieć z nim dzieci, też trzeba mieć przynajmniej poczucie humoru i rozumieć istotę działalności rozrywkowej.

[zał: Picasso 1932, Naga kobieta w czerwonym fotelu]
QAH00046

Narodziny absyntu.

W starożytnym Rzymie honorowano zwycięzców różnych festiwali zawodów szklenicą pełną wina zaprawionego piołunem (Arthemisia absinthum). Zapewniało ono zachowanie zdrowia. Od tego wzięła się tradycja picia wermutu i innych piołunowych napojów alkoholowych, na przykład piołunowanego wina w krajach germańskich i Galii.
Po opanowaniu sztuki destylacji początkowo smak destylatów był często okropny ze względu na różne fuzle i zanieczyszczenia. Dla zabicia tego smaku dodawno wyciągu z piołunu. Pożytek był jeszcze ten, że był to doskonały środek na robaczycę przewodu pokarmowego.
W nieco wyższych stężeniach olejki eteryczne zwarte w piołunie mają właściwości odurzające i prowadzą do zaburzeń zwanych absyntyzmem. Absyntyzm przejawia się między innymi nerwowościa, wystąpić mogą konnwulsje, wreszcie powodować może tzw amblyopie - ślepotę beż żadnych widocznych uszkodzeń oka.
Te wszystkie czynniki spowodowały, że alkoholowe napoje stały się społeczną plagą. Absynt stał sie popularnym sposobem 'zalewania pały' bez liczenia się z negatywnymi skutkami. I w takim charakterze wszedł nawet do sztuki, na przykład na słynnym obrazie Edgara Degasa 'L'Absynthe'.
Obecnie produkcja absyntu we wielu krajach jest zabroniona, co wcale nie oznacza, że przestano pić 'piołunówki' różnego kalibru.

[zał: Degas, Absynt]
QAH00047

Jak otrzymuje się kilogram szafranu.

Szfran, dawniej powszechnie dostępny w aptekach jako Stigmata Croci i w tzw sklepach korzennych jako przyprawa był zawsze bardzo drogi a obfite używanie szafranu miało znaczenie prestiżowe.
Kosztowność jego wynikała z tego, że aby otrzymać kilogram szafranu, trzeba zebrać znamiona aż 100.000 do 200.000 kwiatów (Crocus sativus L. rodz. Kosaćcowate - Iridaceae).
Jest to praca olbrzymia, do dziś, tam gdzie szafran się uprawia, wykonywana ręcznie. Bierze się kwiat do lewej ręki, kciukiem wydusza się słupek kwiatowy i prawą ręką uszczypuje się znamiona i wrzuca do miseczki. Na dodatek szafran kwitnie tylko przez dwa tygodnie w roku, a zbiór ukończony musi być wczesnym rankiem, bo potem znamiona więdną i tracą cenne składniki zapachowe.
Od założenia plantacji upływa kilka lat zanim zacznie kwitnąć, a po kilka latach zbiorów cebulki trzeba wyjmować z ziemi, oczyszczać i sadzić napowrót. Mimo wspaniałości kwiatów, szafran nie ma nasion i rozmnaża się wyłącznie przez cebulki.
Po uszczyknięciu, znamiona albo suszy się w sitach na wolnym ogniu (tak robi się w Hiszpanii), a w Kaszmirze poddaje się je najpierw skomplikowanej procedurze selekcji przy pomocy wymyślnych łaźni wodnych. A to wszystko by zachować najlepsze właściwości końcowego produktu zawierającego krocynę, ten cenny żółty barwnik nadający właściwy kolor babom wielkanocnym i co cenniejszym tkaninom, z których znany jest Kaszmir.
Złożoność zabiegów uprawnych i technologia końcowa uzasadnia wysoką cenę, jaką za szafran płacono i płaci się do dziś.

[zał. powiększony kwiat z widocznymi znamionami]
QAH000050

 

witrynę prowadzi
R. Antoszewski

Titirangi, Auckland, Nowa Zelandia

antora@ihug.co.nz

styczeń 2001
v.1

Site Meter