Jedno zdziwienie dziennie - ...
.

.
Laury na świńskiej głowie.

Laurami ozdabiano nie tylko lauretów i zwycięzców, ale także świńskie głowy. I to było prawdopodobnie pierwsze zastosowanie praktyczne liści wawrzynu (Laurus nobilis). Jeszcze w czasach starożytnych głowa upolowanego dzika była uroczyście wnoszona do sali biesiadnej na srebrnej tacy przy dźwiękach muzyki, a na znak szacunku dla łowcy (zwykle pana domu) biesiadnicy podnosili się z miejsc.
Świńska głowa była odpowiednio ozdobiona, też dla celów prestiżowych, można teraz tak nazwać. Główną ozdobą był laurowy wieniec jak na skroniach poety czy zwycięzcy, do pyska wkładano jej cytrynę lub pieczone jabłko, a w uszy zatykano gałązki rozmarynu, czego z poetami nie robiono.

Nie trzeba było długo czekać a zwyczaj dodawania liści bobkowych do miąs  upowszechnił się i na stulecia wszedł do obyczajów stołowych wielu krajów.

PCN21-092


Trujące króliki

Normalne króliki nie są trujące, można je jeść, trzeba je tylko złapać i przyrządzić np. w śmietanie. Bywają jednak wyjątki.

W naszych lasach podgórskich występuje (coraz rzadziej) chroniona roślina będąca jedną najbardziej trujących roślin flory europejskiej. Jest nią pokrzyk wilcza-jagoda lub wilczojagoda (Atroppa belladonna L. z rodziny psiankowatych, do której należą też nasze ziemniaki..). Szczególną cechą wilczojagody jest to, że trujące alkaloidy występują we wszystkich jej częściach w stężeniu ponad 0,5 procent (czasem nawet 1.3 %). Kilkadziesiąt miligramów alkaloidów hyoscyjaminowych, tych które wilczojagoda ma najwięcej, to dawka trująca dla człowieka. Wystarczy zjeść 15 - 20 ślicznie wyglądających jagódek, by pożegnać się z tym światem. I wypadki takie zdarzają się dosyć często.

Zające jednak, niektóre ptaki, ślimak winniczek i inne ślimaki nie boją się wilczojagody. Ewolucja zafundowała im system enzymatyczny chroniący je przed tymi truciznami. Co nie jest szkodliwe dla królika, może okazać się śmiertelne dla konsumenta króliczego mięsa akurat nafaszerowanego groźnymi alkaloidami. 

(owoce)

PCN21-093


Cukier, seks i medycyna.

Trzcina cukrowa była powszechnie używana w Indiach storożytnych i Chinach. Świeźe pędy trzciny ssano i żuto już 3000 lat temu w tych krajach, przy tym uważana była za bardzo skuteczny afrodyzjak. Produkcja cukru jako środka słodzącego rozpoczęła się nieco później, około 700 p.n.Chr. w Indiach, w obecnym stanie Bihar nad Gangesem i dopiero stamtąd cukier dostał się do Chin. Grecy Starożytni i Rzymianie znali cukier od czasu wyprawy Aleksandra Macedońskiego, ale był to dla nich wyłacznie lek i curiosum. 
Zanim jednak zaczęto używać cukier w Europie na większą skalę, trzcina cukrowa jak i sama technologia przeszła długą drogę. Poprzez Persję dotarła do krajów muzułmańskich i od roku 632 powoli rozprzestrzeniała się na wszystkie arabskie kraje śródziemnomorskie, dotarła też do Hiszpanii. Wyparcie muzułmanów z Europy nie spowodowało upadku plantacji i produkcji cukru. Zajmowali się tym lukratywnym przemysłem zarówno muzułmanie jak i chrześcijanie, ale handel opanowany był przez Wenecję. Do Anglii cukier dotarł w 1319, do Danii w 1374, do Szwecji w 1390.

Był to jednak specyfik bardzo kosztowny i używany prawie wyłącznie jako lek, a właściwie dodatek do leków - nie łatwo bowiem było pobierać ówczesne środki lecznicze - jakieś wątpia, jakieś mikstury, często z kałem i uryną. Cukier osładzał to, co nie było ani słodkie ani przyjemne.

PCN21-086


'Gin and tonic' a historia medycyny.

Ulubiony napój angielski, szczególnie w krajach tropikalnych - nieoceniony dżin z tonikiem bardzo mocno wiąże się z historią medycyny. Kiedy już stwierdzono, że przed malarią i jej nawrotami można się skutecznie chronić zażywając chininę i w koloniach brytyjskich kolonistom oraz zatrudnianym przez angielskie placówki załogom podawano regularnie ten specyfik. Pobieranie chininy miało często charakter rytuału, jak swego czasu podawanie tranu dzieciom w szkołach... A że chinina jest gorzka, przemyślni Anglicy wpadli na sposób uprzyjemniania sobie tego zabiegu poprzez mieszanie chinowego proszku z dżinem. Szkoda, że w szkołach nikt nie wpadł na ten pomysł. Wiadomo, na bańce człowiek lepiej znosi gorycz życia.

I tak jest do dziś, choć chininy regularnie się nie używa, samą zaś chorobę skutecznie można zwalczać medykamentami syntetycznymi, konsumpcja chininy wcale nie spada. Jest ona składnikiem wielu napojów gazowanych. Niektóre tzw. 'soft-drinki' zawierają 30 ppm chininy (łatwo to sprawdzić - wystawione na światło słoneczne lub pod lampę ultrafioletową pięknie fluoryzują na niebieskawo, co jest cechą charakterystyczną chininy i miało zastosowanie w chemii analitycznej..).

Pierwsze lemoniady zawierające chininę produkowano w Nowym Orleanie już w 1843, miejscu znanym z malaryczności. Schweppes uruchomił masową produkcję 'Indian tonic water' w 1870. Do dziś ciągle chinina jest jednym z najskuteczniejszych i najbezpieczniejszych preparatów przeciwgorączkowych i w tym charakterze stosowana była w czasie II wojny Światowej na wszystkich frontach.

Niektóre kobiety zauważyły, że używanie 'gin and tonic' obniża znacznie przedmentsruacyjne napięcie nerwowe, choć w tym przypadku nie ma pewności, który ingredient jest istotniejszy. Aż do późnych lat 40tych chininowe preparaty oznakowywano ostrzeżeniem 'nie zaleca się używania przez kobiety ciężarne', jako że mogły one powodować poronienia. Oczywiście wynik takiego ostrzeżenia odnosił ten skutek, że chininę w dużych dawkach stosowano do przerywania niechcianej ciąży. Rzekomo był to bezpieczny zabieg aż do piętnastego tygodnia ciąży no i zdecydowanie lepszy niż sposoby stosowane amatorsko lub chałupniczo.. A że czasem powodował głuchotę niedoszłej matki? No cóż, lepiej być głuchą, niż cierpieć przez pół życia z powodu jednej niewinnej igraszki...

PCN20-009

witrynę prowadzi
R. Antoszewski

Titirangi, Auckland, Nowa Zelandia

antora@ihug.co.nz
(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)  

listopad 2001
v.1

Site Meter