|
Chodzące warzywo
(zwierzowarzywo).
Znawca egzotycznych kuchni, globtroter, obżartuch i pisarz z
talentem piszący o swoich upodobaniach, Paul Levy, zwierza się, jak to
w Hong-Kongu, jeszcze za kolonialnych czasów delektował się 'chodzącym
warzywem'.
Kiedy po 'Ogórecznikach morskich nadziewanych krewetkami w pęcherzu pławnym
jesiotra' podano 'Dwukrotnie gotowanego chińskiego żurawia z
kordycepsami' biesiadnicy z podnieceniem przyjęli niespodziankę i zaczęli
dzielić się swą wiedzą o kordycepsie. Wynikało z tego, że jest to
kosztowne i rzadko oferowane danie, a sam kordyceps to przedziwna rzecz o
mistycznych właściwościach uchylająca się przed biologiczną
klasyfikacją. Latem jest warzywem, jak szparagi czy rydze, a zimą jest
robakiem (!), porusza się i warzywa w niczym nie przypomina. Znamienne, że
autor wyraża tylko życzenie, powiada, że chciałby opisać, jaka to
wspaniałość, ale .. trunki wzięły górę i może tylko powiedzieć,
że był bardzo a bardzo szczęśliwy.
Sięgając do innych, niekulinarnych źródeł, możemy nieco wyjaśnić
mistycyzm otaczający przedziwne danie. Otóż kordyceps jest grzybem
pasożytującym na poczwarkach pasożytów warzyw. Latem gąsienice żrące warzywa łażą sobie po liściach, na jesień wchodzą pod ziemię
dla przeobrażenia. Tam oplątane bywają grzybnią workowca o łacińskiej
nazwie Cordyceps sp. Grzyb ten rozwija się w żywym organizmie
owada i na wiosnę wytwarza przetrwalniki wychylające się nad ziemię.
Jest zbierany jak grzyb razem z 'korzeniami', a więc z niezupełnie
przepoczwarzonym owadem na poły strawionym przez grzybnię. Razem więc
kordycesps jako potrawa jest daniem mięsno-grzybowym a charakter surowca z którego
jest przygotowywany trudny jest do rozszyfrowania przez okazyjnych
obserwatorów.
W związku z tym istnieje też możliwość wyjaśnienia niezwykłej
euforii, jaką autor uważa za wynik popijawy. Otóż Cordyceps jest
bliskim krewniakiem znanej u nas buławinki, czyli sporyszu. Grzyby tej
grupy workowców (rząd Clavicipitales, klasa Euascomycetes)
zawierają wiele alkaloidów psychodelicznych - w większych stężeniach
mogą być nawet śmiertelne (sporysz uważany jest za przyczynę choroby
zwanej 'ogniem Św. Antoniego). Jak widać autor nie zażył dawki śmiertelnej,
ale dostatecznej, by poczuć się niezmiernie szczęśliwym.
Nie udało mi się zdobyć fotografii kordycepsu jadalnego, załączam
natomiast zielnikowe zdjęcie okazu Cordyceps Robertsii znanego Maorysom
w Nowej Zelandii i używanego do zupełnie innych celów. Ale to już
inna historia warta osobnego potraktowania.
Przypuszczam, że na talerzu i we właściwym sosie kordyceps
przedstawia się bardziej smakowicie niż na załączonym zdjęciu.
QRE01-029p93,95;RCP05080/17/139
|