|
Towarzyska recyrkulacja halucynogenu
(grzybaństwo).
Okazuje się, że muskaryna (podstawowy alkaloid naszego pospolitego muchomora
[Amanita muscaria Hook], złożony związek chemiczny pochodny
furanu) jest halucynogenem niezwykłym w tym znaczeniu, że po spożyciu robi swoje i
jest wydalana z moczem, ale nie traci swojej halucynogennej aktywności.
Nie jest metabolicznie przekształcana w nieaktywny związek, jak to się
dzieje z większością trucizn. Mądre ludy syberyjskie, Koriacy, Kamczadale, Czukcze, Jakuci, Ostiacy, i.
in., z chwalebnym poczuciem oszczędności wykorzystały tę okoliczność. Spożywanie muchomorów odpowiednio
przyrządzonych jest u nich stare jak świat i obyczaj ten związany
jest z szamanizmem jako pierwotną religią. Spożywało się (spożywa
się?) muchomory na różne sposoby w zależności od lokalnego rytuału,
ale zawsze, po muchomorowym pijaństwie (grzybaństwie?), wiadomo, każdy musi wychynąć z jurty i się wysiusiać. Na to tylko czekali inni amatorzy - biedniejsi, niezaproszeni na ucztę współplemieńcy lub niedostatecznie wysoko
postawieni w hierarchii czynownicy czy działacze partyjni. Zbierali skrzętnie mocz uprzywilejowanych i zachlewali się sami. Pijano także swój własny mocz zawierający cenny narkotyk (dla recyrkulacji), a częstowanie
nim gości, także Europejczyków, było czymś oczywistym, pod
warunkiem, że byli przyjaźni. W przewidywaniu 'suchych dni' przechowywano mocz nawet przez tydzień,
ponieważ ciagle był aktywny i nadawał się do spożycia.
Z biochemicznego punktu widzenia jest to dosyć dziwny ewenement. Naogół substancje toksyczne są albo 'rozmieniane na drobne' - katabolizowane do
prostszych składników, albo detoksyfikowane i wydalane. Najczęściej detoksyfikacja polega właśnie na unieczynnieniu toksyny
przez powiązanie jej z innymi metabolitami. Z jakichś względów nie zachodzi to w przypadku muskaryny i dlatego taka specyficzna recyrkulacja socjalna narkotyku jest możliwa.
A oto skutki zatrucia czy podtrucia muskaryną opisywane przez badaczy, którzy sami, dla celów naukowych, tuszę, preparatów grzybowych i siuśkowych próbowali.
W wyniku intoksykacji muskaryną zawartą w muchomorach i w moczu zmysły ulegają rozstrojeniu, otaczające przedmioty wydają się albo bardzo małe, albo bardzo wielkie, alkaloid wywołuje spontaniczne i konwulsyjne ruchy w wyniku halucynacji, ataki dużego odprężenia i dużej depresji następują kolejno po sobie. Delikwent podejmuje rozmowy z osobami nieistniejącymi, śpiewa, tańczy, niczym po 'żubrówce'. I tu następuje najbardziej niespodziewanie skojarzenie. Opisane objawy skrzywionego widzenia świata wypisz wymaluj przypominają to, co czuła i widziała
'Alicja w Krainie Czarów' Lewisa Carrola. Sugeruje się, że nowatorski ten pisarz miał skądsiś okazję zapoznać się z działaniem muskaryny i wizję tak widzianego świata włożyl w główkę sympatycznej Alicji.
Podobny bardzo sposób spędzania czasu wynaleźli też Indianie z Cape Flattery (pogranicze Kanady i Stanów Zjednoczonych w rejonie Stanu Washington). Produkowali oni z kartofli i innych ingredientów napój (niestety
nie udało mi się zidentyfikować tych 'innych ingredientów')
narkotyczny napój o rewolucyjnym działaniu na nerki i pęcherz. Konsument,
będąc już 'na bańce' w trybie nagłym musiał oddać mocz. Ale mocz ten, jak w przypadku syberyjskiego
grzybaństwa, był także bardzo halucynogenny. Na jego siuśki czekali pobratymcy, pili chciwie, i natychmiast czuli konieczność siusiana... Na to czekali
następni, itd. Lańcuszek - siusiających i pijących mógł obejmować (?) pięciu do sześciu Indian.
A swoją drogą jak ludzie na to wpadli, że mocz można pić dla 'zalania pały'?
TZE01-203;PRA08-017
|