|
Maoryskie trofea.
Tatuaż
był dla Maorysów nie tylko dziełem sztuki, które zawsze mieli przy
sobie z natury rzeczy, ale był też wizytówką mówiącą o pozycji
społecznej nosiciela, jego przynależności plemiennej, historii rodu,
a motyw graficzny, jak się okazało po przybyciu Europejczyków zaczął
też pełnić rolę podpisu. To właśnie desenie tatuażu wodzów
znajdują się na podstawowym dla Nowej Zelandii dokumencie, tzw.
Traktacie z Waitangi (1840).
Głowy bogato utatuowanych zmarłych przechowywano w domostwach i miały
one moc magiczną.
W latach dwudziestych dziewiętnastego wieku tatuowane głowy stały się
modne wśród europejskich kolekcjonerów. Kryła się też w tej modzie pewna
chwalebna idea, nie wiadomo zresztą jak szczera. Anglicy przewidywali
rychłe wyginięcie ludu maoryskiego i zbieractwo miało pozory ochrony
dokumentów kulturowych.
Jednym ze znamienitych kolekcjonerów maoryskich glów (na wszystkich
etapach zresztą!) był generał brytyjski Horatio Gordon Robley.
Brał udział w wojnie maoryskiej (jak nasz vonTempsky), ale pilnie
zbierał informacje o maoryskiej kulturze, i choć był tylko rok w
Nowej Zelandii, napisał monogrfię o tatuażu 'Moko', której
wznowienia ukazują się dziś.
Maorysi szybko przekonali sie o wartości handlowej swoich głów, i aby
sprostać wzrastającemu popytowi tatuowali swoich niewolników, a
kiedy tatuaż już się przyjął, preparowali ich głowy i sprzedawali
białym kolekcjonero za dobrą cenę.
Często jednak, aby nie kalać świętości tardycyjnych tatuowali
niewolnicze głowy przeznaczone na eksport w sposób świadomie fałszywy,
motywy plemienne były nieprawdziwe, a dane o osobniku sprzeczne - np
jeden symbol mówił, że to wódz, drugi że to osobnik o bardzo podrzędnej pozycji społecznej.
W ten sposob i tradycje zostały uszanowane, i godziwy dochód
zapewniony.. Reszta niewolnika po dekapitacji też się nie marnowała - szła do garnka,
a właściwie do 'hangi'.
(nieco o hangi)
QZC01012;RCP05080\04\211
|