.

Jedno zdziwienie dziennie - ...


Rewolwerowiec w stalowym pancerzu. 

Pewnej czerwcowej nocy 1880, w środku tutejszej zimy miało miejsce przedziwne zdarzenie w buszu koło gospody w australijskim miasteczku Glenrowan, w stanie Victoria. Gospodę jak i całe miasteczko opanowała groźna banda Neda Kelly'ego. Byli to  tzw. buszrangers, coś w rodzaju 'panów buszu', a wedle polskiego słownika 'opryszków australijskich', grasująca od kilkunastu miesięcy na pograniczu Wiktorii i Nowej Południowej Walii. Zaalarmowana policja przybyła specjalnym pociągiem, otoczono gospodę i zaczęła się strzelanina, byli ranni i zabici.
W pewnym momencie oblegający policjanci zauważyli, że z buszu wychodzi olbrzymia, tęga postać z głową zakrytą czymś jakby puszką czy kotłem i strzela do nich z pistoletu. Natychmiast odpowiedzieli ogniem, ale bez skutku. Kule nie imały się dziwnego rewolwerowca. Wreszcie zorientowano się, że strzelec jest opancerzony. Jeden z policjantów poczedł po rozum do głowy i zaczął strzelać po nogach zjawy. Widocznie trafił, bo usłyszano okrzyk 'no, to mnie załatwili'. Kiedy policjanci zbliżyli się do żelaznego potwowa, ten nie chciał dać się wziąć żywcem, klął, strzelał, ale bezładnie i udało się go  unieszkodliwić. Okazało się, że był to sam Ned Kelly, przywódca bandy, który jakoś wydostał się z oblężenia ubrany w przedziwny pancerz i postanowił zaatakować policję od tyłu. Rannego odciągnięto w bezpieczne miejsce, ściągnięto pancerz i udzielono pomocy lekarskiej. 
Okazało się wtedy, że Ned zabezpieczył się przed bronią palną niczym średniowieczny rycerz. Na głowie miał hełm w kształcie puszki ze szparą na oczy, cały przód zakrywały trzy grube blachy podpięte skórzanymi paskami. Osłonięty był też od tyłu, a ramiona chroniły stalowe naramienniki. Pancerz miał grubość ponad 6 mm i ważył prawie 50 kg. Jak się okazało, wykonał go miejscowy kowal z lemieszy ukradzionych z innego warsztatu. Pozostali członkowie bandy dysponowali też podobną zbroją. 

W ten sposób skończyła się przestępcza działalność bandy Kelly'ego, jednego z najbardziej znanych i opiewanych w ludowych balladach i opowieściach pana buszu, australijskiego opryszka, koniokrada i bandyty.

'Buszrangerstwo' to specyficzna forma przestępstwa zorganizowanego powstała na tle warunków socjalnych panujących w Australii w osiemnastym i dziewiętnastym wieku. Australia była wtedy miejscem zsyłki przestępców brytyjskich, takich co jeszcze nie zasługiwali na stryczek czy galery, ale w angielskim społeczeństwie nie byli mile widziani nawet we więzieniu. Po przybyciu do Australii lokowani byli w obozach, czasem niezbyt starannie strzeżonych lub 'wynajmowani' do pracy tzw. opiekunom. Opiekun miał prawo traktować takiego więźnia jak niewolnika. Za byle przewinienie, na przykład nieuzgodnione wychodne, niewolnik otrzymywał list do magistratu z żądaniem ukarania doręczyciela. Najlżejszą karą była chłosta - 50 batogów specjalnie cięzkim, dziewięciorzemiennym 'kotem'. Cięższe przewinienia lub recydywa oznaczała zwiększoną liczbę batogów (do tysiąca, oczywiscie pod okiem magistrackiego lekarza) i przedłużenie czasu służby niewolniczej. 
Na tym tle zdarzały się sytuacje, o których zesłańcy opowiadali sobie z wielką radością. Opowiadano na przykład, jak to jeden z 'podopiecznych' wysłany z listem z żądaniem kary poprosił przechodnia, żeby list dostarczyl pod wskazanym adresem. Przechodzień się zgodził, urzędnicy list przeczytali, wybatożyli posłańca jak trza nie zwracając uwagi na jego okrzyki że on jest wolnym, a nie żadnym więźniem. Po operacji delikwenta puszczono wolno, sprawiedliwości stało się zadość. Przypadków takich było rzekomo więcej. Sytuacja więźniów była tak okropna, że zdarzały się niewiarygodne przypadki okrucieństwa. Jeden z więźniów na Tasmanii urżnął głowę współwięźniowi, żeby wreszcie zasłużyć na szubienicę. Poskutkowało. 
Co bardziej przedsiębiorczy zesłańcy po prostu przy najbliższej okazji brali nogi za pas i uchodzili w busz. A było gdzie. Właściwie cały kontynent, poza niezbadanymi pustyniami, był buszem. Nie zdawali sobie jednak uciekinierzy sprawy, że przeżycie w buszu to wielka sztuka, którą nie łatwo zdobyć, jeśli nie jest się aborigenem. Wielu z uciekinierów ginęło z głodu, pragnienia i wyczerpania, znane są przypadki ludożerstwa. Ale ludożerstwo nie jest dobrym sposobem na życie, nie można przecież zjadać się wzajemnie w nieskończoność - zapasy szybko się wyczerpują. Tak więc najczęściej jedyną szansę przeżycia stanowił rozbój, porywanie owiec i bydła, wreszcie śmiałe napady na banki i pocztę czy konwoje transportujące złoto z miejsc urobku. Liczebnie nie były to wielkie grupy. Ocenia się, że od początku dziewiętnastego wieku do zlikwidowania bandy Kelly'ego nie działalo równosześnie więcej niż 300 'bushrangerów'. 
Władze podjęły olbrzymie wysiłki by zlikwidować 'buszrangerstwo', a jednym z ostatnich epizodów było zlikwidowanie bandy Kelly'ego. 

Rozprawa sądowa rozpoczęła się natychmiast po zakończeniu oblężenia gospody w Glenrowan przed sądem w Beechworth, ale wkrótce przeniono ją do Melbourne, bo nie można było na miejscu zapewnić niezależnego zespołu sędziowskiego. 
Wyrok był jasny i oczywisty: Sedzia Sir Redmont Barry ogłosił: zgodnie z brytyjską formułą: " będziesz powieszony za szyję, aż umrzesz". Kiedy to usłyszał podsądny, nie zareagował. Kiedy jednak sędzia, zgodnie z procedurą, kończył: "Niech Pan ma litość nad twoją duszą", Kelly odpowiedział - "Ja bym poszedł nieco dalej i powiedział, że kiedy pójdę do Wielkiego Zaświatu (Great Beyond), spotkamy się tam." Niektorzy uważają, że rzecz sprawdziła się wkrótce. Sędzia Sir Redmont Barry w jedenaście dni po wydaniu wyroku zmarł na zapalenie płuc jakiego się nabawił podczas leczenia karbunkułów na szyji. Prasa nie podaje dalszego rozwoju wypadków. 
Ned Kelly został powieszony w Melbourn 11.11.1880 w obecności 22 świadków urzędowych, księży, prasy itp. Rzekomo ostatnie jego slowa to: "Takie jest życie." Chyba miał rację. 

Ned, jak większość przestępców z klasą, miał nieopanowaną chęć pozostania w pamięci potomnych. W przeddzień egzekucji poprosił o sfotografowanie go i przekazanie zdjęcia rodzinie. Życzenie spełniono. Rodzina także zrobiła, co mogła w tej sprawie. W parę dni do oderżnięciu głowy skazanego dla celów badawczych i pochowaniu reszty ciała w nieoznakowanym grobie na terenie więzienia w Melbourne jego siostra Kate urządziła 'show'. Pokazała w nim dorobek życiowy braciszka, harcowała na bułance, slynnej kobyle Neda. Był też odczyt o jego dziełach, pokaz rynsztynku i tej niezwykłej stalowej zbroi. Policja jednak szybko zwinęła imprezę, ale Kate przeniosła rzecz do Melbourne, gdzie też sprawie łeb ucięto dosyć szybko. 
Trzeba jednak dodać, że przed wykonaniem wyroku miały miejsce wielkie, jak na owe czasy w Australii demonstracje przeciwników kary śmierci. W Melbourne zebralo się ponad 6000 osob, w tym 300 kobiet, domagając się unieważnienia wyroku. W czym rzecz. Otóż buszrangerzy w oczach znacznej części społeczeństwa uchodzili za coś w rodzaju Robin Hoodow czy Janosików. 
Australia nie miala i nie ma dotąd bohaterów narodowych na miare Washingtona, Churchilla czy Kiszczaka. Gubernatorzy czy premierzy przychodzą i odchodzą, ale żaden z nich nie wykazał tyle odwagi, żeby się ubrać w średniowieczną zbroję i strzelać, no i żaden z nich nie został powieszony po wykonaniu zdjęcia. I tak o Nedzie Kelly wie każde australijskie dziecko do dziś, a o sędziu Barry można tylko poczytać w opowiastkach o bandzie Kelly. Do dziś używa się w Australii powiedzenia 'game as Ned Kelly' - w znaczeniu śmiały, odważny jak Ned Kelly. 

Sposób zachowania się samego Neda Kelly w znacznym stopniu urabiał opinię, że jest on przykładem walki z okrucieństwami władzy, a jako że był Irlandczykiem z pochodzenia, sprawę łączono z wrogością angielsko-irlandzką. Na dodatek Ned wedle wielu świadków był niezwykle gentelmeński, a w stosunku do kobiet wręcz szarmancki i czarujący. A które kobiety tego nie lubią? 
Pewną żonę obrabowanego bankiera tak urzekł swoim zachowaniem, że nie mogła uwierzyć, że to bandyta. Któryś z obrabowanych, po oddaniu wszystkiego co miał prosił, by mógł zatrzymać zegarek, jedyną pamiątkę po matce. Szlachetny Ned godził się bez wahania. A kiedy jeden z jego kompanów ukradł księdzu zegarek i zabrał siodła z siodlarni, Ned natychmiast kazał łup zwrócić. Opowiada się także, że po zastrzeleniu jakiegoś policjanta Ned osobiście pogalopował do obozu by przynieść płaszcz i przykryć twarz ofiary, aby uchronić nieboszczyka przed wombatami i psami dingo, które tylko na takie okazje czekały. 
O władzy i policji Ned miał też określoną, jednoznaczną opinię i lubił tę opinię rozpowszechniać. Po napadzie w Jerilderie na przeykład, napisał list - odezwę i zażądał, by rzecz opublikowano (opublikowano ze zmianami). W liście tym mówi wiele o powstaniu irlandzkim, a o policji wyraża się bardzo kwieciście, że to "banda wstrętnych, tłustoszyjich, wombatogłowych, koślawonogich, tłustobrzuchych, wąskobiodrych platfusów, synów angielskich służalców, którzy są [tu] znani jako urzędnicy sprawiedliwości lub wiktoriańską policją". Widać z tego, że oprócz innych cech, Ned w swoim wnętrzu potarfił także być niedoścignionym poetą swego rodzaju. 

Ta dżentelmeneria, podteksty polityczne, niezmierna odwaga i niezwykłe sposoby walki przysporzyły Nedowi i całej jego bandzie legendarnej sławy trwającej do dziś. 

QZC00-040;RIS20-044

 

 Ned Kelly nieco wyidealizowany przez rysownika i widziany obietywem policyjnego aparatu fotograficznego owych czasów

zbroja zrobiona przez kowala z lemieszy


 

witrynę prowadzi
(C) R. Antoszewski

Titirangi, Auckland, Nowa Zelandia

antora@ihug.co.nz

luty 2002
v.2

Site Meter