.

Jedno zdziwienie dziennie - ...



Dzielny Stanley i niewierna Alicja.

Henry Morton Stanley (1841 - 1904; właściwe nazwisko John Rowland, potem Sir), już jako znany podróżnik po uratowaniu Livingstone'a wybrał się w drugą podróż afrykańską, tym razem z zamiarem przebadania dorzecza Kongo. Zakochany w Alicji Pike (i zaręczony) swoją łódź, na której pokonywał afrykańskie rzeki i opłynął dookoła jezioro Wiktorii, nazwał 'Lady Alice'. 
Kiedy jednak musiał porzucić 'Lady Alice' na pastwę losu w wyniku niepokonywalnych przeszkód w czasie przeprawy przez góry nie przypuszczał, że to samo w tym samym czasie (w pewnym sensie) z nim robi prawdziwa Alicja. 
Kiedy po dlugiej, trzyletniej, pełnej przygód i niebezpieczeństw podróży w poprzek Afryki wrócił w 1887 do cywilizowanego świata, wśród stosu listów powitalnych i gratulacji znalazł też list od Alicji. 
Warto go zacytować, jako że jest to wręcz coś klasycznego w zakresie epistolografii i psychologii. 

"Biedny Stanleyu! - pisze Alicja - Ile straciłeś, ale Twoje osiągnięcia są naprawdę wielkie. Roniłam łzy czytając o losie Kalulu i 'Lady Alice'. Miałam nadzieję, że będzie ona wierniejszą przyjaciółką niż ta, której imię nosiła, bo pewnie już wiesz, że zrobiłam to, co zrobiło przede mną miliony kobiet, to znaczy nie byłam wierna mojej obietnicy. Ale Ty jestes taki wielki, tak uhonorowany i tak pożądany przez wszystkich, że niezbyt odczujesz utratę Twojego dawnego prawdziwego przyjaciela i zawsze oddanego wielbiciela Twojego heroizmu. Naprawdę jesteś bohaterem dnia. Już to samo powinno wynagrodzić Ci to, że mnie utraciłeś."   

Alice Pike wyszła zamąż wkrótce po wyjeździe swego ukochanego do Afryki, bo już w styczniu 1976. 
Szczęśliwym wybrankiem był dziedzic fortuny kolejowej Albert Clifford Barney. Kiedy Stanley wrócił z Afryki, mieli już córeczkę.. 
Alice nie zapomniała jednak nigdy Stanleya, co mu się nie na wiele zdało. Czuł się odrzucony, zresztą poczucie to, zupełnie uzasadnione, jak wynika z jego biografii, prześladowało przez całe życie. 
Nawet po śmierci mu się nie udało. Ostatnim jego życzeniem było by pochowano go obok Livingstone'a w Westminster Abbey. Nie spełniono tego życzenia i ostatni spoczynek znalazł na angielskiej prowincji. 

QZC00-014

 

 to właśnie zdjęcie miał przy sobie Stanley w czasie afrykańskich trudów, 
a ona? Łza się w oku kręci...


witrynę prowadzi
(C) R. Antoszewski

Titirangi, Auckland, Nowa Zelandia

antora@ihug.co.nz

luty 2002
v.2

Site Meter