Jedno zdziwienie dziennie - ...
.


Narkotyczny urok starych książek.

Okazuje się, że wystarczy spędzić dostatecznie wiele czasu w otoczeniu starych książek, manuskryptów i archiwaliów, by ulec ich czarowi, popaść w nałóg i to wcale nie intelektualny, ale nałóg narkotyczny. Przy tym nie koniecznie trzeba te książki czytać. Wystarczy tylko wdychać powietrze, a to przecież robić trzeba, nawet kiedy spokojnie siedzi się w archiwum..
Mikolodzy specjalizujący się w biologii grzybów coraz bardziej są przekonani, że zarodniki grzybów żywiących się papierem mogą być źródłem halucynogenów. Znany mikolog i dziekan wydziału dermatologii Guy's Hospital w Londynie Dr R. J. Hay wręcz twierdzi, że stany wzniosłości, podniecenia, uniesienia, natchnienia, o jakim nieraz pisali poeci i filozofowie oraz rożne mole książkowe tkwiący całymi dniami w archiwach mają swój ściśle biochemiczny podkład.
Grzyby psychodeliczne działają halucynogennie, bo zawierają psilocybinę i psilocynę. Niedawno zamknięto bibliotekę publiczna w Las Cruces, Nowy Meksyk, USA, na czas nieokreślony, bo stwierdzono zagrzybienie zagrażające i książkom i ludziom wrażliwym na zarodniki. Znanych jest wiele gatunków grzybów o właściwościach halucynogennychm. Klasycznym przykładem grzyba psychodelicznego jest sporysz, przyczyna wielu szaleństw zbiorowych i procesów czarownic, a także pospolity muchomor, używany przez wiele ludów (m.in. na Syberii, w Kanadzie) jako pospolity środek podniecający, zamiast alkoholu.
Sporysz ani muchomory nie występują w bibliotekach, nie mniej są wszelkie podstawy by sądzić, że grzyby żywiące się starym papierem, ich zarodniki, zawierają środki halucynogenne. Okazuje się, że można nie pić, nie palić, nie ćpać muchomorów ani niuchać tabaki, żeby być narkomanem - bo bibliomania ma wiele wspólnego z narkomanią..
Superostrożni przypominają jeszcze, że psychodeliczne środki pochodzenia grzybowego stosowane były od wieków w medycynie ludowej jako emmenagogi - środki wywołujące miesiączkę no i pomagające (we właściwych koncentracjach) w przerywaniu ciąży. I stąd już niedaleko do ostrzegawczych okrzyków, jakie niektórzy archiwiści wznoszą - precz z kobietami ciężarnymi w archiwach..
To już pewnie przesada, ale młodzież zachęcać można - zamiast zajmować się trawką, papierochami czy wąchactwem - pójdź dziecię do archiwum po zdrową podnietę..

PCN20-010

 


witrynę prowadzi
(C) R. Antoszewski

Titirangi, Auckland, Nowa Zelandia

antora@ihug.co.nz

styczeń 2002
v.1

Site Meter