|
Samiec
jako pypeć samicy.
Czasami niełatwo jest o samca, szczególnie gdy prowadzi
się samotny tryb życia i mieszka się we wiecznych
ciemnościach oceanicznych głębin.
W interesujący spsób rozwiązały ten problem samice
pewnych glębokowodnych ryb z podrzędu matronicowców,
inaczej zwanych pyszczakowcami (Ceratioidei) (zwróćmy
uwagę na obiektywne piękno biologicznych synonimów!).
Niektóre gatunki z tej grupy dochodzą do znacznych
rozmiarów i są chętnie łowione na wodach Atlantyku
(np matronica Holboella, Ceratias holboelli, dochodząca
do 120 cm długości). Otóż samce tej ryby, to malutkie
stworzonka bardzo krótko cieszące się kawalerską
swobodą. Jak tylko dorosną i spotkają samicę,
przyczepiają się do niej i zatapiają się w miłości
w najdosłowniejszym tego słowa znaczeniu. Umożliwiają
im to igiełkowate zęby, którymi wbijają się w
skórę samicy, następnie pyszczek ich zrasta się z
ciałem ukochanej wybranki. Wkrótce tracą zupełnie
samodzielność, zdają się zupełnie na pokarm
dostarczany przez samicę poprzez jej krwioobieg,
wreszcie tracą kolejno wszystkie narządy, oprócz
narządów rodnych.
W ten sposób, choć utraciły swobodę, mają zapewniony
bezpieczny i dostatni żywot, no i najważniejsze -chyba
są jedynymi, naprawdę stuprocentowymi samcami! Samica
też ma pożytek z samca będącego dziesiątki tysięcy
razy mniejszym niż matrona-żywicielka. Mały to
stosunkowo dla niej wydatek pokarmowy, a za to spermę ma
na każde zawołanie. Dla jeszcze większej pewności,
niektóre samice z tego gatunku uprawiają wielomęstwo.
Noszą na swoim ciele dwóch a nawet trzech samców. Ot,
na wszelki wypadek pewnie, gdyby samcze maleństwo
odpadło lub zdrapało się przez nieostrożność.
Ryby te mają jeszcze jedną niesamowitą cechę -
mianowice same sobie oświetlają głębiny morskie. Ale
to już zupełnie inna historia.
PCN21-080\QIL05057/10/035
|