| |
Może
najbardziej gorzkim epizodem okupacji bolszewickiej była zsyłka w głąb Rosji setek tysięcy rodzin oficerów,
aresztowanych osadników—setek tysięcy kobiet i dzieci. Chóralnym "Jeszcze
Polska nie zginęła"
żegnały setki
pociągów oddalający się w przeszłość Lwów. A Lwów, a swoja
ziemia,
żegnał je łzami, modlitwą i zaciśnięciem
pięści.
Po tygodniach, ze wschodniej republiki Kazachstańskiej,
od Głównego Stepu, od gór Ałtaj skich,
spod przyległej pustyni Gobi, zaczęły przychodzić listy. Listy z glinianych, mongolskich
lepianek, ze szczegółami nędzy, zbyt ciężkiej
pracy, poniewierki. Listy pełne płaczu po umarłych dzieciach, nieutulonych z zimna i
głodu. Listy ze słowami dzikiej, jak step, tęsknoty. Ale także listy
prostej wiary, że
wszystko ma ukryty Boży sens i że
każda
męka buduje zręby przyszłej Polski.
Lwów reaguje—wielkością. Bohaterstwem miłosierdzia. Ten
sam Lwów, który stał się we wrześniu gospodą polskiego
nieszczęścia, w którym dozorcy ukrywali przebranych w własne
ubrania oficerów, w którym sługi utrzymywały dawne swoje panie, a
chłopi nocą, chyłkem
dowozili dawnym panom mąkę i słoninę—ten sam Lwów porwał się na dzieło wyżywienia
tych setek tysięcy, o
dziesięć tysięcy kilometrów odległości
— ośmiokilogramowymi paczkami żywnościowymi. Wysyła się paczki bliskim i dalekim,
znanym i nieznanym;
tysiące ludzi wyprzedaje się do ostatniego, wyrzekając się wygody. Mimo
zakazów, rewizyj
i konfiskat idą do Kazachstanu tysiące paczek.
Naprawdę możemy się chlubić, że
chrześcijańska Caritas,
która przeżarła obcość jednostek, dalekość
klas społecznych, zwyciężyła już tutaj bolszewizm.
Oto jeden z wierszy składa hołd paczkom, wysyłanym do Kazachstanu, inny błogosławi, jeszcze inny przeklina. Reszta,
wyśpiewana z młodziutkiego serca, przybyła z dalekich stepów
serdeczną
tęsknotą za Lwowem.
Modlitwa do Świętych.
Wysokie wasze ołtarze,
złote glorie, palmy, szaty, księgi—
Ledwie do waszej niebiańskiej potęgi
mówić się ważę.
Wysokie ciemne sklepienia,
złote w górze gwiazdy, złoty dach,
Nisko szemrzą słowa i westchnienia,
nisko leżą ludzie—cali w łzach.
... za głodnych, obdartych, za wydziedziczonych
modlę się święty Franciszku, Aleksy, Padewski Antoni
.Za pójmanych,
za więzienną oddzielonych kratą
proszę Was Katarzyno, Agnieszko, Beato—
Za tych, których kuszą, sidła,
męczą
do Ciebie wołam Heleno z cesarską na czole obręczą—
za tych, którzy stoją pod ściankami
wzywam Ciebie święty Piotrze, i
Ciebie męczeński Janie—
Za tych co po stepach rozproszeni
biję czołem Antoniemu na puszczy i Magdalenie,
a za tych co pod kuł
gradem na dalekich stoją polach
niech Sebastjan
prosi Boga i święty Andrzej Bobola.
Wysokie świętych
postaci,
złote koła, miecze, głownie, ciernie—
Patrzą jasno i niemiłosiernie
oczy świętych, umęczonych braci.
Spłonęły
ogniem ich lica.
Złoto z fałdów bluznęło
jak krew—
I pojęłam ja—ciemna grzesznica,
że
bezbożny
był płacz mój i gniew.
Wszakże wszyscy w złotych glorjach
oni;
Piort i Paweł i Jan i Antoni,
Magdalena, Agnieszka, Beata
i królowie nie z ziemskiego świata
i morzeni głodem wśród kamieni
i paleni ogniem i smażeni
i ścigani, po j mani, obici,
wszyscy :
panny, mędrcy, eremici,
wszyscy wasi patronowie świeci
za tę mękę w raj swój byli wzięci
i złotymi, łagodnymi usty,
wielbią Pana za'krwawe
dopusty,
każń swą
wielbią i katom śpiewają,
że tak pewnie ich wiedli do raju.
Wysokie dziś ich grodziszcza,
złote oczy, usta, lica, ręce—
Jakże
waszej użalą
się męce,
gdy męczonym w ieczna
radość bliższa ?
W świętobliwej, gwiazdosiężnej
chwale,
zespoleni w tysiącgłosy
chór,
oni się już nie użalą wcale
swoich synów na ziemi i cór—
Ognistymi złocistymi
słowy
mówią do was : "
Bracia, cieszcie się."
Poraź
wtóry bądź każdy gotowy
ponieść jeństwo,
męczarnie i śmierć !
I ujrzałam :
ci błogosławieni
mieli w oczach podniesionych łzy.
Zapłakali, że
zeszli już z ziemi
i że
łaskę męki macie—Wy.
Miastu Miłosierdzia.
Obce tobie frazesy uniesień i wzruszeń.
Poznałeś jak jest ciężko
śmierć w słowa zamieniać,.
Jak daleko wzrok sięga zza kraty więzienia
I jak trudno matkom twarz z bólu osuszyć.
Gdy wrzask meetingu
turkot pociągów zagłuszył
I w pustych oczodołach zmartwiałych kamienic
Groza ech Kazachstańskich stężała
milczeniem—
—Wtedy prawda nad prawdy wybuchła ci w duszy.
Oto w rosyjskiej stajni, wśród bydlęcych zbirów
W straszliwych narodzinach—nad Wołgą, stepami—
Nowa Polska powstaje—po krańce Sybiru.
Wtedy poszedłeś do Niej wschodnimi szlakami
Jak czwarty król za tymi z kadzidłem i mirą.
—Szedłeś do niej tak śmiesznie, poprostu :
paczkami.
Gdybym była w pustyni.
Gdybym była w pustyni płowej
Napisałabym na liściu palmowym,
Na zielonym liściu szerokim,
Co pod niebem gada z obłokiem.—
Gdybym była w dalekiej Japonii
Napisałabym na płatku jabłoni,
Na maleńkim serduszku różowym,
By Warn
wieczór zapachniał majowy.
Gdybym była w lodowej pustce
Napisałabym na rybiej łusce
Mały liścik srebrny błyszczący—
Zaniósłby Warn
me myśli gorące.
Gdybym była w Polsce—Boże !
Pisałabym choćby na korze.
Na brzozowym kory płatku białym
Żeby się Warn
przyjemnie czytało.
Ale jestem w stepowej głębi,
Więc poproszę o pióro jastrzębi.
I na chmurze napiszę te słowa :
Że Was kocham
i tęsknię do Lwowa.
Okienko.
Okienko jest takie małe
Ciemne i smutne i słotne,
Jakby po szybie dzień cały
Łzy czyjeś srebrne spływały
Samotnie.
Okienko jest takie biedne
Stare, skrzywione, zmęczone,
Wciąż
zapatrzone w tę jedną
Daleką stronę.
Co można przez nie zobaczyć,
Przez szybki zmywane deszczem ?
Czy to, co minęło w nich płacze
Czy to, co nie przyszło jeszcze.
Dzięki Ci Boże.
Dzięki Ci Boże
za wygnanie,
Za mój opustoszały dom,
Za ból, za rozpacz, za czekanie,
Niech tylko
z męki mej powstanie
Sen niepodobny wszystkim snom.
Dzięki Ci Boże za te krzyże,
Które mi sam pomagasz nieść,
Daj mi się ugiąć jeszcze niżej
Niech tylko przez nie się przybliży
Najradośniejsza, cudna wieść.
|
|