Rozdział II

MŁOTEM WALENI—SIERPEM KOSZENI.

 
 

 

 


"Bolszewicy łamią wszelkie umowy z Polską, korzystając z jej chwilowej prostracji, by zająć wschodnie jej Kresy. Horda perfidna i zakłamana idzie w Polskę z hasłem wyzwolenia ziem ukraińskich spod jarzma jaśnie panów. Jedno się zabija, drugie przekształca. Trzeba mieć siłę ducha, aby oprzeć się naciskom spodlenia. Trzeba mieć trzeźwość sumienia, aby pamiętać, że nie ma sielanki z duchem rosyjskim, że trzeba skończyć z zakłamanymi frazesami braterstwa—krwi. A o Krew ! o Boży Sąd wołają liczne tysiące katowanych po więzieniach, skazywanych " legalnie " na śmierć, setki tysięcy wywleczonych wgłąb Azji. Trupy wreszcie, które zaległy w czerwcu 1941 wszystkie więzienia. Wojną niemiecko-rosyjską, kończy się panowanie nad Lwowem Czerwonego Tyrana."


Ostatni list.
Żono, to mój ostatni list z celi,
gdy piszę go, wiem, że te słowa odczytasz
z bruku ulicy, czy z liści na klonie.
Niedługo zacznie świtać.
Tamci pod murem więzienia stanęli [
na pagórku jak wrzód rozdętym
i wśród ciemności, od wapna białym. . . .
Zanim zagrają pieśń o moim zgonie
stroją instrumenty—
Co noc tak grają mi—co noc—do świtu—
Noc za nocą schodziła w ciemność tego grania.

W ciemności gasły dni czerwono-białe,
aż przyszło to, co w tej chwili zostanie
na cegłach ściany czołem moim wyryte—
O tym ci już nie opowiem
ani o prawdach, które—
Nie !—nie !—niech ci je wytłumaczy
milczeniem swoich oczu Bóg—Człowiek—
. . . przebacz, ja nie wiedziałem,
że wszystko, co nie jest celą, tak się oddali odemnie. . . .
Żono, tu coraz ciemniej—coraz prawdziwie j—coraz bliżej,
... to kłamstwo, że cierpienie jest zawsze to samo !
Takie same są tylko krzyże,
ale na każdym inna samotność rozpięta. ...
Nas już nie dzieli krata ani brama,
ani twa świętość, lecz to, że mówisz : tęsknię
i ja mówię : tęsknię
a to są dwa zupełnie różne słowa !
Żono, gdy zaczniesz cierpieć
pochyl nad synem głowę,
I odejdź w siebie, jak smutny w słońcu sierpień.
Cisza. . . . skończyli stroić instrumenty—
Gdy zagrają—śmierć będzie w ich grze—
Słuchaj ! mnie dzisiaj o świcie mają rostrze. ....
. . . . . . . . . . . . . .

. . . bezsilny—bezwolny—oślepły wśród mgły—
. . . bramy zawarto—gramy ci kwartet—
. . . pogrzebny—ponury—koszmarny—jak sny—
. . . byłeś—minąłeś—żyłeś—przeżyłeś—
... odszedłeś—odgadłeś—bezsensem jest świat—
. . . Boga nie będzie—trwoga jest wszędzie—
. . . oszalej w obłędzie i zawyj z za krat—
. . . bramy zawarte—
. . . . . . . . . . . . . . . .. Precz !

Nie macie już mocy nade mną !
. . . słyszę kroki—świta—
Moja śmierć nie pójdzie za wami,
nie zejdzie w ciemność
pogrzebnym całunem zakryta—
Moja śmierć—w blaskach świtu—gdy zagrzmi komendy głos,.
na baczność stanie przede mną.
Moja śmierć—rozsadzi więzienie jak dynamit
i runie na Rosję jak cios !


Lewek Ratuszowy.
Miły nasz dobry lewku z ratuszowych progów,
Uśmiechem witający magistrackie dzieci,
Gdzieś się podział ? Gdzieś zniknął ? pewnie łapy wrogów
Wyniosły cię w noc ciemną na cmentarz rupieci;

Dziś nam lwów nie trzeba—wystarczą staliny,
Skradające się chytrze ku łatwej zdobyczy.
Lecz ty, ojcze herbowy, miałeś zwyczaj inny :
Uderzać, gdzie się tylko na swą dzielność liczy !

Rozgląda się żałośnie po pustym cokole

Drugi lewek, towarzysz smutków i nadziei !
"Oto już na nas przyszły ostatnie niedole,
Wybiorą nas z gniazda wszystkich po kolei ! "

A może ty poprostu, bracie zwiał bez znaku,

kiedy znużony śpiewem zadrzemał Nikita
I zieloną granicę, chyłkiem (< wot sobaka "
Przemykasz się ku wyspie, co ze mgieł wykwita. .

Kiedy się wreszcie znajdziesz w gentlemenów kole

Zarycz mój miły lewku, wstrząśnij tą krainą,
Niech lordom z rąk wypadną lśniące parasole,
niech grzmi lew brytyjski—gdy polskie lwy giną !



Fragment z " Pogrzebu komandira."

—przed trumną—czerwoną—
—złożoną—na auta—czerwonej paradzie—
—w defiladzie—milczenia—
—cienie kamienic—przechodzą—bezruchem—kroków.

—nad trumną—czerwoną—

—złożoną—na auta—paradzie—ponurej—
—mury—kamienic—w fantomy—
—ogromu—mroku—zamienia—
—milczenie—wyroków—krwią świętych—

—ściśnięte,—pięści—latarnie—wzniosły się—w górę—

—ponure—w cieniu—ponurych—kamienic—
—lśnieniem—błyskiem—sztyletu—każda się—szyba—pancemi-
—czernią się—okna—otwarte—
—jak warta—armatnich—wylotów—

—nad trumną—czerwoną—

—złożoną—na auta—czerwonej paradzie—
—w defiladzie—milczenia—ponurej—
—mury—kamienic—fantomy—ogromu—mroku—
—przechodzą—bezruchem—kroków.

Zamiast pieśni.
Jak głaz leżysz na mnie, jak mogiła.
Sznur co ciebie spętał, zaciska mą krtań.
Nie zaśpiewam ci, o ziemio moja miła,
Tylko tym zduszonym szeptem zaklnę : wstań !

Trwam w twych piersiach, w ciemnym łonie lwem jak w grobie,

Jedno tylko żyje we mnie : słuch.
Pokonaneśmy, bezwładne, nieme—obie.
I pieśń moja niema—pieśń, nasz druch.

Słysz—dygoce świat u granic twych, jak pierwej—

Burza idzie—gromy ciągną—ziemio, czuj ?
ściągnij piorun w samo serce twe—niech je rozerwie,
krew niech strzeli z trupiej piersi i krzyk twój.

Granatami, bagnetami, kolumnami czołgów

i skrzydłami orłów strasznych bijcie w grób :
Niech się werźnie orka krwawa aż po Wołgę,
aż po B a j kał, Murmań, Irtysz—śladem naszych stóp.

Czuję, czuję jak się wkrawa aż pod serce

ciepły bagnet i odwala piach i śmierć—
Tylko prędzej—póki żywi tu jesteśmy—
Wojno nasza—wojno święta przyjdź i świeć !


Kwiaty.
Niepokój jest w tych kwiatach, co zmierzchy majowe
wieńczą bladym błękitem, niby rzewnym słowem,
Próżno z płatków układam moje sny spokojne,
zwiędną—a konające przypomną znów wojnę.
Przemijając—odejdą razem ze słowami
i zostanie mi tylko—jako flakon—zła pamięć.
Pamięć sióstr ich i braci z krwawych dni wrześniowych,
gdy barwą późnych liści oplatały głowy.
I trwały nieruchomo—zapatrzone w chmury,
one—wierne do śmierci, wierne jak mundury.
Tuliły krew ostatnią i ostatnie rany,
nim zginęły na sercach dzieci malowanych.
Dziś wzeszły i czekając na Was drodzy chłopcy
umierają zbyt wcześnie—jak na ziemi obcej
umiera ten, co poznał słodycz polskiej wiosny
i ciepły zapach chleba i cierpki smak sosny. . , ...
Gdy wrócisz z dalekich stron i obcych granic,
stopy Wasze wstrzymają, jak kwitnący szaniec.
I znowu Was obejmą, jak najczulsze ręce
kwiaty własne, wyrosłe w czekaniu i męce.
Zajaśnieją w uśmiechu i będziecie wierzyć,
że kwitły tylko dla Was, dla polskich żołnierzy.
 

 

  

wersję elektroniczną opracował
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia


marzec 2004

v.47

  Site Meter