(zachowano pisownię wydania oryginalnego)
 

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Po roku 1863, po wielkiej klęsce powstania, Polska gruntownie zapomniała o mieczu i oddała się tylko pracy organicznej, spodziewając się na tej drodze byt swój polepszyć. I coraz bardziej zanikała w Polsce myśl o niepodległości, o własnym bycie państwowym.

I coraz bardziej znikało zrozumienie tej prawdy wieczystej, że niepodległość zdobyć można tylko krwią; — i zrozumienie tej prawdy, że tylko ten naród jest naprawdę godny niepodległości, który .w jej obronie nie zawaha się przelać swojej krwi.

Wstrząsnąć narodem, zbudzić go znowu do oręża, stało się zadaniem Józefa Piłsudskiego, który postanowił wytępić słabość polską, a w duszach polskich utwierdzić wiarę — w siłę polską.

I po tej linji szły usiłowania jego począwszy od wojny rosyjsko-japońskiej.

Wybuch tej wojny porwał Piłsudskiego do natychmiastowego działania. Pierwszą jego myślą było: uniemożliwić mobilizację w Królestwie, chociażby w drodze czynnego oporu.

5

Wkrótce jednak przekonał się, że społeczeństwo nie zdobędzie się na nic innego, jak na bierność, oczekiwanie i nadzieje.

Było to dlań bolesnym ciosem. Ale nie opuścił rąk pomimo ciężkiego zawodu. Udaje się w podróż do Japonji. Chce od niej broni, chce wydzielenia jeńców polskich i tworzenia oddziałów ochotniczych, chce poruszenia sprawy polskiej. Plan ten jednak nie udał się, tembardziej, że w samej Japonji była rozwinięta akcja — z innego obozu polskiego — przeciwko Piłsudskiemu.

Po powrocie z Japonji spotkał się 'Piłsudski z bardzo intenzywnem wrzeniem rewolucyjnem w kraju, oraz z niesłychanym wzrostem autorytetu Polskiej Par-tji Socjalistycznej.

P. P. S. nawołuje do zbrojnego oporu przeciwko poborowi do wojska. Piłsudski stwarza pierwszą organizację bojowo-techniczną, której 'zadanie miało polegać na osłanianiu manifestacyj, skierowanych przeciw caratowi. Pierwsza wielka zbrojna manifestacja odbyła się dnia 13 listopada 1904 r. w 'Warszawie, na placu Grzybowskim, gdzie tłumy robotników, zaatakowane przez policję i wojsko, odpowiedziały strzałami. Padło wówczas wielu rannych i zabitych.

Podobne manifestacje odbyły się w innych większych miastach Królestwa.1)

Niebawem jednak w łonie P. P. S. nastąpił rozłam i zarysowały się dwa kierunki: „stary", który reprezentował hasło walki o niepodległość i „młody", który głosił rewolucję basową i ogólną przeciw caratowi.

1) Błotnicki A. Przez rewolucję 1905 do Legjonów 1914.

6

„Starzy" stworzyli Frakcję rewolucyjną P. P. S., a dążność lewicy P. P. S. nazwali koncepcją bezmyślną i przystąpili do zorganizowania rewolucji pod hasłem niepodległego bytu państwowego. I tutaj zarysował się odrazu wybitny talent wojskowy i organizacyjny Piłsudskiego, który dotychczasowe, dosyć chaotyczne działania, postanowił ująć w pewien system.

„Tłum niezorganizowany — głosił — nie przedstawia żadnej wartości. Trzeba go zorganizować"!

Stara się więc Piłsudski stworzyć zapasy broni i amunicji i założyć odpowiednie szkoły bojowe, któreby wychowały kadry wyćwiczonych bojowców. W Krakowie powstała Szkoła centralna i pierwszy kurs tej szkoły odbył się prawdopodobnie w pierwszej połowie 1905 r. Szkołę drugą zorganizowano w r. 1906, a następnie odbyły się jeszcze kursy 3-ci i 4-ty. Na czele organizacji bojowej stał Wydział bojowy. Broń zakupowano w Belgji i w Niemczech. W Szwajcarji fabrykowano bomby i transportowano je do kraju. Kierownictwo akcji bojowej spoczywało w rękach Montwiłła, a Piłsudski nadawał ogólny kierunek, odgrywał niejako rolę ministra wojny. Akcję rozpoczęto prowadzić masowo. Tworzono oddziały złożone z 3 i więcej szóstek. Przeprowadzono szereg napadów na kasy rządowe, a najważniejszem zdarzeniem była akcja oddziałów bojowych pod dowództwem Montwiłła na pociąg pocztowy pod Rogowem. W akcji tej wzięło udział 49 ludzi. Opanowano stację ze wszystkiemi urządzeniami, pociąg pocztowy i zdobyto 50 tysięcy rubli. Akcja ta wywołała wielkie wrażenie w kraju, widziano w niej początek powstania. Ale właśnie dlatego sprzeciwił się jej Centralny Komitet Robotniczy.

Wówczas Piłsudski z 11 członkami Wydziału bojowego wystąpił z partji.

Akcja oddziałów bojowych na jakiś czas ucichła, dopiero rozległ się głośnem echem napad na pociąg pod Bezdanami we wrześniu 1908 r. Akcją tą kierował sam Piłsudski. Był to ostatni czyn organizacji bojowej, bo rewolucja w Królestwie poczęła wogóle przygasać, rząd rosyjski triumfował. Z epoki rewolucyjnej wyniósł Piłsudski szereg niezmiernie ważnych doświadczeń. Doświadczenia te streszczały się w głębokiem przeświadczeniu, że czyn orężny jest nieunikniony, ale czyn przygotowany planowo, któryby pozwolił stworzyć prawdziwe kadry armji narodowej.

W myśl tych przekonań i doświadczeń, rozpoczyna Piłsudski swoją wielką działalność organizacyjną, a terenem prac przygotowawczych staje się ówczesna Galicja. A w Galicji już od r. 1904, działała organizacja „Nieprzejednanych", która powstała niemal równocześnie w Stanisławowie pod wpływem Agatona Gillera, ostatniego członka Rządu Narodowego w powstaniu styczniowem, oraz we Lwowie. Organizacja ta miała charakter wojskowy; liczyła około 300 osób, a główną rolę w niej odgrywali, Studnicki, Lubicz-Sadowski, oraz Zubrzycki.

W tym samym czasie powstają dwie nowe organizacje o tych samych tendencjach, a mianowicie „Odrodzenie" i „Kółko milicyjne". Były to jednak organizacje słabe, które już, w r. 1906, poczęły upadać.

8

Dopiero gdy przybył z Warszawy Kazimierz Sosnkowski, bliski współpracownik Józefa Piłsudskiego, sprawa organizacji wojskowej przybrała nową, żywą formę.

Sosnkowski, dzięki interwencji Piłsudskiego, połączył wszystkie istniejące organizacje i stworzył „Związek Walki Czynnej", — z podziałem na 3 stopnie:

szkołę niższą, średnią i oficerską. Zawrzała energiczna praca, wzrastać poczęło grono ludzi wyszkolonych wojskowo, ludzi śmiałych i zdecydowanych. Ponieważ rząd austrjacki zaczął śledzić pracę w nielegalnych organizacjach wojskowych, Piłsudski postanowił w r. 1910 zalegalizować „Związek Walki Czynnej" pod zmienioną nazwą „Związek Strzelecki", jako organizację sportową. Równocześnie w r. 1910 powstał w Krakowie „Strzelec", mający ten sam statut, co „Związek Strzelecki".

Ruch strzelecki począł szerzyć się coraz bardziej. Znacznym sukcesem było utworzenie w jesieni 1912 r. „Komisji Tymczasowej Skonfederowanych Stronnictw Niepodległościowych", głównie dzięki temu, że wszedł do niej „Piast". Odtąd ruch strzelecki krzewi się po wsiach. Komisja Tymczasowa Stronnictw Niepodległościowych mianowała Piłsudskiego Naczelnym Komendantem sił wojskowych.

Koła „Związków Strzeleckich" pokryły nietylko gęstą siecią Małopolskę, ale sięgnęły także poza granicę, do Szwajcarji, Belgji, Paryża i Londynu.

Ruch wojskowy zataczał coraz szersze kręgi i ogarniać poczynał coraz nowe koła młodzieży polskiej.

9

W r. 1911 stworzone zostały za staraniem Norwida Neugebauera, Januszajtisa i Bagińskiego — Polskie Drużyny Strzeleckie i rozwinęły bardzo żywą działalność. Program szkół Drużyn nie odbiegał od programu Związków Strzeleckich. Nauka odbywała się w szkole:

l) żołnierskiej, 2) podoficerskiej, 3) podchorążych.

Drużyny Strzeleckie działały w ścisłem porozumieniu ze Związkiem Strzeleckim, uznając w Józefie Pił-sudskim przyszłego Naczelnego Wodza Armji Polskiej. Odbywały się wspólne ćwiczenia jak np. w 1913 r. — Równolegle z pracą wyszkoleniową i szkolną, prowadzono pracę nad regulaminami.

Energiczny, żywy i śmiały ruch wojskowo-niepod-ległościowy, wpłynął też na najstarszą organizację gimnastyczną „Sokół", gdzie wśród ciężkich walk i przesileń, powołano do życia „Stałe Drużyny Sokole".

Wpływ „Związków i Drużyn Strzeleckich" sięgał jeszcze dalej i obejmować począł „Drużyny Bartoszowe", organizowane głównie przez Pasławskiego po wsiach.

Ważną rolę przygotowawczą, odgrywał też ruch harcerski, a młodzież harcerska skłaniała się wyraźnie ku związkom i drużynom strzeleckim i z chwilą wybuchu wojny, dostarczyła licznych ochotników do Legjonów. Istniały też po wsiach drużyny podhalańskie i kościuszkowskie, noszące charakter organizacyj kulturalno-sportowych.

Tak w ogólnym zarysie przedstawiała się organizacja polskich sił zbrojnych w przeddzień wybuchu wojny światowej.

10

ROZDZIAŁ DRUGI

Wybuch wojny światowej zastał społeczeństwo polskie zupełnie nieprzygotowanem i niezdolnem do śmiałego czynu. Nie zdawano sobie sprawy z tego, że zaczyna się wielka burza dziejowa, która wstrząśnie całym światem; nie przeczuwano tego, że zaczyna się owa wojna, o której marzył genjusz Narodu i wieszcz Adam Mickiewicz, gdy modlił się: „O wojnę powszechną za wolność ludów, — błagamy Cię Panie!"

Zrozumiał sytuację i przejrzał ją Józef Piłsudski, sercem wyczuł to, że pierwsze strzały, które oddadzą do siebie zaborcy i rabusie ziemi polskiej, uderzą w dom niewoli polskiej. •

Ale i to rozumiał, że w tym wielkim momencie dziejów, gdy mieczami wyrąbywać miano nowe granice państw i tworzyć nowe formy bytu, naród polski nie może być biernym widzem ogromnych wydarzeń, że musi odegrać samodzielną rolę, by stać się godnym wolności. , -

„Nie chciałem pozwolić, — głosił komendant, — ażeby zabrakło szabli polskiej".

I rzucił tę małą szablę polską na szalę olbrzymich wypadków.

A wypadki te szły jak lawina niczem niepowstrzymana. -

Na wieść o zamordowaniu austrjackiego następcy tronu arcyksiążęcia Ferdynanda i jego małżonki w Sarajewie, Józef Piłsudski, jako komendant Główny Związku Strzeleckiego, przewidując ważne następstwa

11

polityczne tego wypadku, zarządził powołanie licznych zastępów młodzieży na kurs oficerski i podoficerski i większe manewry w krakowskiem. To samo zarządziły Drużyny Strzeleckie.

Wobec grozy zbliżającej się szybkim krokiem wojny, doszło do ścisłego porozumienia między Związkiem Strzeleckim, a Drużynami Strzeleckiemi, a dnia 29 lipca 1914 r., objął Józef Piłsudski główną komendę nad zjed-noezonemi już organizacjami, następnego zaś dnia wydał rozkaz mobilizacyjny Związku Strzeleckiego na zasadzie istniejącej instrukcji mobilizacyjnej z r. 1913. Również Drużyny Strzeleckie rozpoczęły mobilizację.

Dnia 28 lipca nastąpił wybuch wojny austrjacko-serbskiej, co było bezwzględną zapowiedzią wojny Au-strji z Rosją, która popierała Serbję i musiała stanąć w jej obronie. Częściowa mobilizacja Związku Strzeleckiego, nastąpiła dnia 2 sierpnia, powszechną zaś mobilizację obu organizacyj wojskowych zarządzono z Krakowa dnia 6 sierpnia 1914 roku, a w rozkazie mobilizacyjnym oznaczono miejsca zborne, czas stawienia się, a także polecono zabrać ze sobą żywność na trzy dni. •, ^ • ••••.,1.:.'..-,.

Równocześnie przeprowadzał Piłsudski rokowania z austrjackiemi władzami wojskowemi w sprawie akcji Strzelców, uzbrojenia ich i zaopatrzenia.

Dnia 2 sierpnia ruszył pierwszy patrol konny Beliny - Prażmowskiego, dotarł do Słomnik i wrócił do Krakowa z pierwszym meldunkiem, stwierdzającym, że wśród pogranicznych oddziałów rosyjskich szerzy się popłoch.

12

Józef 'Piłsudski w dobie Legionów

Nadszedł wreszcie dzień pamiętny w dziejach odrodzonego wojska polskiego: na pole walki wyruszyć miała pierwsza kompanja strzelców. W nocy z 5 na 6 sierpnia nastąpiła w Krakowie uroczysta wymiana odznak Związków Strzeleckich i Drużyn Strzeleckich i w ten sposób zostały zatarte różnice zewnętrzne organizacyj.

13

I słuszne były słowa Komendanta: „Wszyscy, co tu jesteście zebrani, jesteście żołnierzami polskimi! Jedynym waszym znakiem jest odtąd Orzeł Biały".

I pojawił się wówczas ów cudowny rozkaz Komendanta Piłsudskiego:

„Żołnierze! Spotkał was ten zaszczyt niezmierny, że pierwsi pójdziecie do Królestwa i przestąpicie granicę rosyjskiego zaboru, jako czołowa kolumna wojska polskiego, idącego walczyć za oswobodzenie Ojczyzny".

Dnia 6 sierpnia 1914 r. o godzinie 3,30 rano, — na kilka godzin przed wypowiedzeniem wojny przez Austrję Rosji — wyruszyła pierwsza kadrowa kompanja Strzelców polskich. Szła, ażeby „czynem orężnym budzić Polskę do Zmartwychwstania".

Kompanja liczyła 160 ludzi, a dowodzili nią: Tadeusz Kasprzyeki, Zbigniew, jako kompanijny, Kazimierz Herwin-Piątek, jako pierwszy plutonowy, Henryk Paszkowski-Krok, jako drugi plutonowy, Stanisław Burkhardt-Bukacki jako trzeci i Jan Kruszewski-Kruk, jako czwarty plutonowy.

Konną szpicę dla wkraczającej w" granice Królestwa piechoty, tworzył mały oddział Beliny, w skład którego wchodzili: Władysław Belina-Prażmowski, Janusz Głuchowski, Stanisław Grzmot-Skotnicki, Antoni Zdzisław Jabłoński, Stefan Hanka-Kulesza, Ludwik Kmicic-Skrzyński, Stefan Dudziniec-Krak. Przechodząc kordon w Michałowicaoh, zwalono słup graniczny na znak, że padły już kordony graniczne, dzielące polską ziemię.

Za pierwszą kompanja kadrową, która maszerowała w kierunku Miechowa, rozpoczął się wymarsz następnych, gorączkowo formowanych oddziałów, które w sile jednego bataljonu w dniu 12 sierpnia wkroczyły do Kielc, na przeciąg kilku dni, aby po stoczeniu pierwszej potyczki z nacierającą kawalerją rosyjską — wkroczyć do Kielc po raz drugi, już w sile pięciu bataljonów.

Trzy tygodnie przebywali Strzelcy w Kielcach, wykorzystując ten czas jak na j wszechstronnie j do dalszej organizacji oddziałów — które tworzyć miały l pułk Józefa Piłsudskiego.

A tymczasem w Krakowie zaszły wypadki o wielkiem znaczeniu politycznem.

Z inicjatywy prezesa Koła Polskiego w parlamencie austrjackim, Juljusza Lea, oraz Leona Bilińskiego, piastującego tekę ministra wspólnego skarbu, zawiązany został dnia 16 sierpnia 1914 r. Naczelny Komitet Narodowy, w skład którego weszły wszystkie polskie stronnictwa w Galicji (posłowie i członkowie izby panów), oraz przedstawiciele stronnictwa niepodległościowego z Królestwa. Naczelny Komitet Narodowy, uzyskawszy zgodę rządu austrjackiego, zajął się tworzeniem legjonów, które podlegając naczelnemu dowództwu austrjackiemu, miały posiadać własną organizację i komendę polską.

N. K. N. dzielił się na dwie sekcje, t. j. zachodnią i wschodnią, każda z tych sekcyj miała sformować jeden Legjon po 8 bataljonów piechoty, kilka szwadronów konnicy, baterji artylerji i wojsk pomocniczych. Formowanie legjonów postępowało szybko, gdyż społeczeństwo nie szczędziło ofiar pieniężnych, a młodzież

15

Do tych organizacyj przystąpił również Piłsudski garnęła się z zapałem do szeregów, widząc w nich zawiązek narodowego wojska.

wraz ze strzelcami (3 września). W ten sposób komendant Piłsudski, nie znalazłszy spodziewanego oparcia

Wyjazd Komendy Legjonowej na plac boju

w Królestwie, oparł się o dzielnicę galicyjską, zapewniając sobie tą drogą poparcie swojej akcji wojskowej ze strony czynników austrjackich. W danym momencie było to jedyne wyjście z sytuacji; należało oprzeć się na Austrji.

Tymczasem organizacja Legjonów postępowała szybko naprzód; w Krakowie tworzył się Legjon Zachodni, a we Lwowie Legjon Wschodni.

16

Losy Legjonu Wschodniego znalazły się w rękach Sekcji Wschodniej N. K. N., a w tej głos decydujący, mieli politycy o orjentacji narodowo-demokratycznej i część konserwatystów, t. zw. Podolacy, którzy przeciwni byli myśli współdziałania z państwami centralne-mi, uważając, że prowadzi to tylko do nowego rozbioru Polski, a natomiast zwycięstwo koalicji, przyniesie Polsce zjednoczenie z dostępem do morza. Nie rozumieli tego, że wolność zdobyć można tylko krwią, że tylko czyn orężny może zbudzić Polskę do zmartwychwstania.

Przyszłość Legjonu Wschodniego rysowała się w ciemnych barwach.

ROZDZIAŁ TRZECI

Legjon Wschodni wymaszerował ze Lwowa dnia 29 sierpnia 1914 r. Wyszło nas ze Lwowa około czterech tysięcy ludzi, później jednak siły Legjonu Wschodniego wzrosły znacznie, bo ochotnicy napływali z każdą chwilą. '

Dowódcą Legjonu Wschodniego był początkowo pułkownik Fijałkowski, a następnie Haller.

Pierwszego dnia dotarł oddział nasz, maszerując przez Skniłów i Basiówkę, do Lubienia, gdzie zanocował. 30 sierpnia po długim, męczącym pochodzie, doszliśmy do Rudek. Tu dowiadujemy się, że dwa tysiące kozaków znajduje się w pobliżu i że potyczka jest możliwa. Zaciągnęliśmy placówki i utrzymywaliśmy ostre pogotowie całą noc; rankiem ruszyliśmy dalej i po bardzo uciążliwym marszu, doszliśmy do Sambora.

Dnia 4 września odbyła się w Chyrowie defilada przed arcyksięciem Salwatorem. Następnie zatrzymaliśmy się w Ustrzykach Dolnych, wreszcie przez Lisko dotarliśmy do Sanoka. Dnia 7 września wyjechaliśmy koleją w otwartych wagonach do Jasła. W Jaśle zaczęła się zupełnie poważna praca organizacyjna w Legjonie. Miały być zorganizowane dwa pułki, dowódcą jednego miał być Haller, a drugiego Kozicki. Oddział pionierski zbudował strzelnicę, na której natychmiast rozpoczęły się ćwiczenia.

Ale już w Jaśle pojawiły się bardzo wyraźnie oznaki rozłamu, pierwsze oznaki upadku Legjonu Wschodniego. Przyszły wieści, że Austrja żąda od legjonistów przysięgi Landsturmu, — przysięgi, w której niema najmniejszej wzmianki o Polsce; a po drugie, że Rosja nie uznaje Legjonów i bezwzględnie postępuje ze schwytanymi strzelcami.

Z dni pobytu w Jaśle utkwił mi szczególnie w pamięci przegląd Legjonu we wsi Osobnicy. Pogoda była brzydka, padał deszcz. Stało się na wichrze, deszczu, zimnie, coś około 5-ciu godzin, dopóki nie przeprowadzono nowego podziału.

Z Jasła ruszyliśmy koleją do Mszany Dolnej i tu był kres Legjonu Wschodniego. Dnia 17 września po południu, odbyła się zbiórka bataljonu drugiego, zarządzona przez dowódcę bataljonu Mokłowskiego, który przedstawił nam warunki, pod jakimi Legjony mają iść w bój.

Warunki te były następujące: wolno nam mieć w obu legjonach (Wschodni i Zachodni) — 16 bataljonów, t. j. około 11,000 ludzi, 2—3 szwadrony jazdy na każdy leg j on. Nie wolno zaciągać ludzi w Królestwie Polskiem, jeżeli tam wojska nasze będą się znajdować. Jesteśmy w zupełności zależni od komendy austrjackiej, która mianuje naszych wyższych oficerów; o żadnych gwarancjach politycznych niema mowy i t. d. Mokłowski radził nam, byśmy się nie rozchodzili, warunki są wprawdzie bardzo złe, ale w każdym bądź wypadku jest jakaś siła polska, która przyda się bezwątpienia.

18 września wieczorem odbyła się zbiórka 3-ciej kompanji, na której był obecny pułkownik Haller. Był on bardzo rozgniewany tem, że prawie wszyscy chcą wystąpić z legjonu. Zapewniał nas, że rokowania z rządem austrjackim jeszcze nie skończone, że on nie przyjmie takich warunków, jakie przyjął legjon zachodni i że pod takimi warunkami nie poprowadzi nas do boju.

Wszelkie jednak usiłowania, ażeby ratować Legjon Wschodni, były daremne, tem bardziej, że nie brakło agitacji za rozwiązaniem Legjonu.

21 września Legjon się rozlatuje. Według rozporządzenia Skarbka, kierownika Wydziału Wojskowego sekcji wschodniej Naczelnego Komitetu Narodowego, wszystkim, którzy chcą, należy udzielić pozwolenia na wyjazd do domu lub do wojska austrjackiego. Moc ludzi wyjeżdża; sprzedają za bezcen konie, wozy, koce, ubrania i t. d. Legjon Wschodni został rozwiązany i w ten sposób rozbity został i zmarnowany oddział polski, liczący kilka tysięcy młodzieży, pełnej zapału i ofiarności.

ROZDZIAŁ CZWARTY

Po trzytygodniowym pobycie w Kielcach, l pułk Piłsudskiego cofnął się na południe w kierunku na Szczucin, idąc w tylnej straży wojsk austrjackich, na-pieranych od północy przez Rosjan.

Józef Piłsudski, pragnąc utrzymać się jak najdłużej na terenie Królestwa, stoczył szereg walk na lewym brzegu Wisły, jak pod Nowym Korczynem, Winiarami i Czarkową w dniach od 16 do 21 września 1914 r. Tymczasem Niemcy i Austrjacy przygotowali się do ogólnej ofenzywy i ofenzywę tę podjęli w miesiącu październiku. Wojska niemieckie ruszyły w kierunku na Warszawę, a austrjackie na Dęblin, l pułk Piłsudskiego wziął wybitny udział w ofenzywie, a oddziały legjo-nowe odznaczyły się w bitwie pod Laskami, gdzie trzy bataljony w dniach od 23—26 października, dostały się pod bardzo silne działanie artylerji rosyjskiej, bataljon zaś Rydza-Śmigłego, walczył pod Anielinem. Inne zaś bataljony, a to IV Wyrwy i II Norwida, szły na Warszawę, docierając aż do Grójca, względnie biorąc udział w walkach nad Bzurą.

Jednak ofenzywa wojsk austrjacko-niemieckich załamała się i nastąpił odwrót, w czasie którego oddziały legjonowe walczą zaciekle; bataljony IV i VI staczają

20

trzydniowy bój pod Krzywopłotami (16—19 listopada), bataljony zaś I, III i V, dowodzone osobiście przez Józefa Piłsudskiego, przedarły się sławnym nocnym marszem przez Ulinę Małą do Krakowa. Był to marsz niezmiernie ciężki i zuchwały, bo odbywał się na tyłach armji nieprzyjacielskiej, między korpusami rosyjskie-mi. Jakie były warunki marszu, świadczy o tem krótki wyjątek przytoczony z dzieła Józefa Piłsudskiego „Moje pierwsze boje":

„Wyjście z wąwozu jest jeszcze bardziej strome, niż zejście do niego. Drapię się w górę rękami i nogami, serce mi się tłucze gwałtownie w piersiach, myślę z przerażeniem o kasztance, która ma tę samą drogę odbywać, wreszcie staję zasapany na górze. Rzucam okiem na wszystkie strony. Na lewo, w mgle widzę koniec wsi Władysław, przed sobą o sto kroków szereg drzew, stojących prawdopodobnie na miedzy, na prawo rozgałęzienie wąwozu, a za nim szeroka przestrzeń szarego, zoranego pola. Posuwamy się naprzód.

Z wąwozu z trudem wyłazi za mną kompanja za kompanją. I nagle gdzieś na lewo od nas padają strzały. Jeden, drugi, potem kilka naraz. Kule nie gwiżdżą nad nami, więc nie w naszym kierunku strzelają. Wszystko zamarło. Bezwiednie podniosłem rękę, by zatrzymać kolumnę, słyszę szeptem dany rozkaz Śmigłego: „Padnij". Żołnierze i przewodnicy znikli, przywarli do ziemi.

Cały ten bojowy, niezmiernie trudny marsz odbył żołnierz legjonowy z hartem niezwykłym i wytrwałością. Po nieprzespanej nocy, po uciążliwym odwrocie

21

z pod Dęblina, oddziały przemaszerowały nocnym marszem 45 kilometrów bez odpoczynku, w bardzo ciężkich warunkach taktycznych, idąc po zoranem polu, a nie po gładkiej drodze.

Oddziały l pułku wróciły do Krakowa, ale po kilku dniach zostały wysłane na Podhale, gdzie ciesząc się nadzwyczajnem poparciem i życzliwością ludu, stoczyły szereg potyczek, wzięły do niewoli cały szwadron rosyjski w Chyżówkaeh, stoczyły krwawe walki pod Marcinkowicami i Limanową, a dnia 14 grudnia weszły do zdobytego Nowego Sącza, gdzie zebrały się wszystkie bataljony. Żołnierze spodziewali się, że w gościnnym Nowym Sączu spędzą Święta Bożego Narodzenia, los jednak zrządził inaczej.

Wobec groźnej sytuacji na froncie, sześć bataljonów I już Brygady, — bo ta powstała w Nowym Sączu, — otrzymały rozkaz wymarszu pod Tarnów. I tu w okolicach Tarnowa, pod Łowczówkiem I Brygada pod dowództwem szefa sztabu Sosnkowskiego stoczyła w dniach 22—25 grudnia najkrwawszy i największy bój legjonowy w r. 1914.

Komendant Józef Piłsudski bawił wtedy w sprawach służbowych w Wiedniu. A gdy wrócił do swoich wiernych strzelców, wówczas ogłosił pamiętny rozkaz:

„Żołnierze!

Pięć miesięcy mija od czasu, gdy krwią własną i odwiecznego wroga znaczycie istnienie w Ojczyźnie polskiego żołnierza. Pięć miesięcy krwawej i ciężkiej pracy która nam dała sławę pierwszorzędnego wojska. Z pięciu tysięcy ludzi, którzy byli w moim oddzielę, tysiąc padło lub zostało rannych w bojach, świadcząc przed wszystkimi, że za honor należenia do naszego żołnierskiego koła obficie krwią płacić trzeba. Cześć im wszystkim i 'chwała, a 'pamięć o nich niech zawsze bliską będzie naszemu sercu!

My zaś bądźmy gotowi do dalszych walk i bojów z których, jestem pewien, potrafimy wyjść może uszczupleni w swem gronie, lecz zawsze z honorem. U schyłku ubiegłego roku, podczas mojej nieobecności, stoczyliście z przeważającemi siłami nieprzyjaciela bój najkrwaw-szy i najcięższy z tych, jakieśmy dotąd mieli. Zyskaliście w nim nową sławę i nowy liść wawrzynu wpletliście do wieńca sławy polskiego żołnierza. W imieniu sprawy, której służymy, dziękuję wam wszystkim za tę pracę. Jestem dumny, towarzysze broni, że wami przewodzę, jestem dumny z kłopotu, że gdy mam w rozkazie dziennym wymienić najbardziej godnych chwały, szukać muszę czegoś nadzwyczajnego, by wśród ogółu dzielnych, mężnych, znaleźć czyny, które nie będą dla nich powszedniemi.

Przedewszystkiem na odznaczenie zasługuje szef sztabu, podpułkownik Sosnkowski, pod którego dowództwem stoczyliście bój i który jeszcze raz wykazał w nim swe wysokie zdolności wojenne. Porucznik Burk-hardt, prowadząc bataljon, zdobył trzy szeregi okopów, zabezpieczonych drutami, wzniecając popłoch u nieprzyjaciela.

Podporucznik Ścieżyński z 8 ludźmi wziął w okopach 100 nieprzyjacielskich żołnierzy, jako jeńców.

Podporucznik Bartnowski, pomimo bolesnej rany w szczękę, pozostał w szeregu i kierował plutonem dalej.

Podoficer Świderski na czele patrolu z 9 ludzi przyprowadził jako jeńców — pułkownika rosyjskiego, a przy nim 3 oficerów i 28 ludzi, wziąwszy ich ze wsi, jeszcze przez nieprzyjaciela obsadzonej.

Wymienionym oficerom i żołnierzom za przykłady odwagi i zręczności żołnierskiej, jakie w tym boju dali, wyrażam w imieniu oddziału podziękowanie i uznanie.

Józef Piłsudski  Komendant.

Po tej 'krwawej, a tak chwalebnej bitwie pod Łówczówkiem, odeszły oddziały I Brygady do Kęt na zasłużony odpoczynek. W Kętach odbywała się dalsza organizacja Brygady, w skład której wchodziły: l pułk pod Rydzem-śmigłym, 5 pułk pod Berbeckim, 2 szwadrony Beliny, 2 baterje artylerji Brzozy, kompanja saperów Dąbkowskiego i służba pomocnicza.

ROZDZIAŁ PIĄTY

W bardzo ciężkich warunkach walczyła II Brygada Legjonów Polskich, rzucona pod koniec września 1914 r. w Karpaty Wschodnie. Składała się ona z 2 i 3 pułku piechoty z dwóch szwadronów kawalerji, l dywizjonu artylerji. Pierwsze walki stoczyły oddziały le-gjonowe pod Marmaros - Sziget, wyrzucając Rosjan z tego górzystego komitatu.

24

Następnie brygada przeszła Karpaty przez przełęcz Pantyru, gdzie w ciągu trzech 'dni zbudowano słynną „drogę Legjonów". Na przełęczy Pantyru żołnierze zbudowali krzyż z napisem:

Młodzieży polska,
Patrz na ten krzyż,
Leg jony Polskie dźwignęły go wzwyż,
Przechodząc góry, doliny, wały,
Dla Ciebie Polsko
I dla Twej chwały...

Po przejściu Karpat, już na polskiej ziemi, potyczki szły za potyczkami, bitwa za bitwą — i hartował się młody żołnierz legjonowy, w ciężkiej i krwawej służbie, wierząc w to, że trud jego nie pójdzie na marne.

Dnia 12 października pułk Hallera walczy pod Rafajłową, 19 października pod Zieloną, 24 października zdobywa Nadworne, a dnia 29 Października stoczył krwawą i zażartą bitwę pod Mołotkowem.

W bitwie tej Moskale mieli 48 armat i 32 karabiny maszynowe, Legjoniści tylko 10 armat i karabiny t. zw. greckie, siła legjonowa wynosiła 7.500 żołnierzy, armja zaś rosyjska składała się z 16 bataljonów piechoty wraz z pułkiem kozaków.

Na lewem skrzydle legjonowem walczyły mężnie bataljony Januszajtisa i Roji, w centrum pułkownika Zie-lińskiego, a na prawem skrzydle szedł wytrwale naprzód Haller. Bitwa trwała blisko 24 godzin i dopiero nagłe wycofanie się Austr jaków na prawem skrzydle frontu, zmusiło oddziały nasze do wycofania się. Mimo to dalszy napór nieprzyjaciela został wstrzymany. W bitwie tej padło około 200 legjonistów.

Po tej krwawej i ciężkiej potrzebie bojowej, brygada wycofała się w rejon Zielonej i Rafajłowej, gdzie prawie przez cały miesiąc listopad stoczyła szereg potyczek i walk z przemożnym wrogiem.

Wspomnieć należy o tem, że na czele ówczesnej Komendy Legjonów stał austrjacki marszałek polny generał Trzaska-Durski.

Pod koniec listopada 1914 r. oddziały legjonowe zostały podzielone na dwie grupy: jedna pod wodzą podpułkownika Hallera pozostała na straży Zielonej i Rafajłowej, odpierając chlubnie zaciekłe ataki wroga, a zwłaszcza słynny atak nocny na Rafajłowę. Druga zaś grupa ruszyła na Huculszczyznę, poczem została przerzucona pod Ökermözo, w styczniu zaś 1915 r. walczy już na Bukowinie, zdobywając wśród ciężkich warunków górskiej zimy Kirlibabę, torując sobie orężem drogę do Bukowiny i Galicji. Wreszcie w marcu 1915 r. wszystkie oddziały II brygady zostały ściągnięte na odpoczynek do Kołomyi, a stąd po nabraniu świeżych sił ruszyły na front bukowińsko-besarabski. Po miesięcznej walce pozycyjnej brygada stoczyła ciężki bój odwrotowy w dniu 10 maja 1915 r., gdy wskutek cofnięcia się skrzydeł austrjackich, Rosjanie przeszli na tyły naszych wojsk. Wówczas z bagnetem w ręku przedarły się oddziały nasze przez żelazny pierścień wroga i przeszły na południowy brzeg Prutu, gdzie rozwinęły się, kilka tygodni trwające, walki pozycyjne. Gdy rozpoczęła się nowa ofenzywa austrjacka, pułki II brygady walczą pod Łużanami, Mamajowcami i Zadoborówką, w dniu zaś 13 czerwca 1915 r. bohaterska szarża rotmistrza Duni-na-Wąsowicza nową sławą okryła karpacką, żelazną brygadę.

 

MAPA

 

 


[góra]

  

  Site Meter